Blog > Komentarze do wpisu
Aborygeni to też Australijczycy

Mam wrażenie, że coraz więcej pisze się o Australii i to nie tylko w kontekście Australian Open albo kursu dolara. Albo po prostu bardziej zwracam uwagę na teksty z tamtego regionu, bo zaczęło mnie to interesować. Bardzo być może.

Dzisiaj w Gazecie tekst Jacka Pawlickiego "Kto pomoże aborygeńskim dzieciom?". A ja właśnie wczoraj skończyłam spisywać z dyktafonu fascynującą rozmowę z prawniczką i badaczką z centrum badań nad rdzenną ludnością, na Politechnice w Sydney. Nazywa się Eloise Schneirer (po babce Aborygence-również Watengo) i jest aktywistką, która działa na rzecz obrony praw Aborygenów. W naszej rozmowie tłumaczy co tak naprawdę stoi za stwierdzeniem "najczarniejsza karta w historii Australii'.

Według Eloise, jest fatalnie. A od roku 2007, kiedy to konserwatywny rząd Howarda zdecydował się na interwencję wojskową na Terytorium Północnym-sytuacja Aborygenów dramatycznie się pogorszyła. Co ciekawe, obecny rząd tę politykę kontynuuje i to mimo spektakularnych  "przeprosin" jakie Kevin Rudd  wygłosił dwa lata temu wobec "straconego pokolenia", czyli tych Aborygenów, którzy jako dzieci zostali siłą odebrani rodzicom i oddani na wychowanie białym (rodzinom albo placówkom wychowawczym) . 21 sierpnia odbędą się nowe wybory i bardzo jestem ciekawa, co w sprawie Terytorium Północnego, a także w kwestii Aborygenów zadecyduje nowy premier-Julia Gillard z Partii Pracy lub jej przeciwnik Tony Abbott? Narazie jedyną partią, która rzeczywiście przejmuje się sytuacją Aborygenów i może zaproponować jakieś sensowne rozwiązania są Zieloni, którzy mają jakieś 10% poparcia.

Miliardy dolarów, które co roku wydaje się na tzw."wyrównanie szans" to fikcja. Z 700 nowych domów, które rząd obiecał Aborygenom w 2007r., zbudowano...7. Itd. Nie chcę zdradzać więcej z naszej rozmowy, bo o wszystkim będziecie mogli sobie poczytać. W każdym razie to niesamowite, że w tak wielonarodowościowym państwie jak Australia, gdzie każdy jest imigrantem albo potomkiem imigrantów, traktuje się rdzennych mieszkańców, którzy są tutaj od dziesiątek tysięcy lat, jak obywateli drugiej, jeśli nie trzeciej kategorii. I dla wielu białych Australijczyków, Aborygeni to jedynie kłopot i problem, który należy szybko rozwiązać. Najchętniej nie "za nasze podatki".

 

piątek, 06 sierpnia 2010, jucatuitam

Polecane wpisy

  • kogo obraża nagość?

    Ludzie najczęściej walczą o wolność: wolność do samostanowienia, wypowiadania się, wiary, wolność ściągania tego, co chcą, kiedy chcą. Są też ludzie, którzy wal

  • rower to wolność

    Guillaume Blanchet- prezent od syna dla ojca Wierzę, że najlepsze prezenty są niematerialne. Wymagają tylko pomysłu, trochę wysiłku i dobrej znajomości obdarowy

  • Arka Kahlego

    Brewster Kahle jest biznesmenem z Kalifornii, którego życiowe motto brzmi: ”dostęp do wszelkiej wiedzy powinien być powszechny”. W 1996 roku Kahle r

Komentarze
2010/08/11 03:18:29
Problem Aborygenow wydaje sie byc tematem nieistniejacym w swiadomosci ogolnej. Ludnosc, ktora jest w stanie przesledzic swoja kulture i sztuke najdalej wstecz sposrod wszystkich ludow na ziemi zostala zmieciona pod dywan i stala sie problemem, ktory nalezy rozwiazac. Tylko jak pomoc ludziom, ktorych sposob na zycie stal sie niemozliwy do zrealizowania gdy Europejczycy zagarneli ich kontynent? To chyba najdluzszy i najsmutniejszy genocide jaki swiat ma na sumieniu.