RSS
niedziela, 29 listopada 2009
Moje własne serce

Nazywa się Basia Bułat, a w zasadzie Basia Bulat. Jest Kanadyjką polskiego pochodzenia i mieszka w Londynie...niedaleko Toronto. Ma 25 lat i jest niezwykle zdolną piosenkarką folkową. Dwa lata temu nagrała debiutancki album "Oh, My Darling". A w styczniu przyszłego roku ukaże się na rynku jej druga płyta "Heart of my Own", na której znajdą się piosenki nagrane w czasie ostatniej trasy koncertowej po Stanach, Europie i Australii. A teraz UWAGA! Basia w przyszłym tygodniu przyjeżdża do Polski. We wtorek zagra w Krakowie, a w środę w Cafe Kulturalna, w Warszawie. Wszystkim tym, którzy lubią folkowe klimaty, dźwięki cytry, banjo, ukulele, i klimatyczny, gardłowy głos-polecam.

Tutaj znajdziecie więcej informacji o Basi: www.basiabulat.com

A tu na żywo http://www.youtube.com/watch?v=OnXRyuYJ7LU&feature=related

20:09, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 listopada 2009
Jestem zwierzęciem

Odnośnie ostatniej notki. Telewizora jak nie miałam tak nie mam, ale film udało mi się obejrzeć w całości. Internet jest jednak pełen skarbów. A przy okazji nauczyłam się parę słów po portugalsku:)

Film solidnie zrobiony, ale bez fajerwerków. Za to sama Newkirk to niezwykle ciekawa i złożona postać, więc ogląda się z przyjemnością. Wyobraźcie sobie kobietę o aksamitnym głosie,która potrafi... zabić spojrzeniem. Jej współpracownicy darzą ją bałwochwalczym oddaniem i jednocześnie się jej boją. Newkirk bez dwóch zdań kocha zwierzęta bardziej niż ludzi. Mieszka sama w sterylnym, prosto urządzonym mieszkaniu. Jest przeciwna gromadzeniu przedmiotów i twierdzi, że swoje potrzeby ogranicza do minimum. Z jednej strony organizuje akcje takie jak niszczenie witryn sklepowych projektantów, którzy korzystają ze skór i futer (szczególną nienawiścią zieje do Jean Paula Gaultier), z drugiej- bryluje w pierwszym rzędzie na pokazie mody zaprzyjaźnionego projektanta, gdzie zachowuje się jak rasowa celebrytka. Swoich podwładnych potrafi wysyłać bez mrugnięcia oka na zadanie specjalne typu praca w rzeźni po to, żeby ukrytą kamerą nagrać materiał dowodowy, który później ma posłużyć w założeniu sprawy. Jeśli biedny wegan i miłośnik zwierząt nie daje sobie rady z podszywaniem się pod rzeźnika, Newkirk uważa, że jest nie dość oddany organizacji i go zwalnia. O małżeństwie mówi: "Miałam kiedyś męża. To było nawet miłe, ale szczerze, nie miałam na to kompletnie czasu". Nigdy nie chciała mieć dzieci. W wieku 22 lat poddała się sterylizacji twierdząc, że płodzenie większej ilości dzieci jest niehumanitarne ("tyle jest sierot, które można zaadoptować"). Nie ma też zwierząt na własność, bo nie miałaby czasu, żeby się nimi zajmować. Ma PETĘ. Na stronie PETY jest też film nagrany przez Newkirk, która zachęca do obejrzenia dokumentu o sobie, a przy okazji uzupełnia istotną informację, która nie znalazła się w filmie:)

http://www.peta.org/feat/hbo_i_am_an_animal/index.asp

 

 

15:23, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 listopada 2009
telewizjo wróć!

Są chwile, kiedy żałuję, że pozbyliśmy się telewizora. Zwykle wtedy, kiedy czytam o kolejnym, ciekawym dokumencie, który przejdzie mi koło nosa. W środę HBO2 pokaże film Mathew Galkina o założycielce PETA (największej na świecie i chyba najbardziej radykalnej organizacji broniącej praw zwierząt)- Ingrid Newkirk.

Podobno Newkirk w testamencie dała wyraz następującej woli: "Uprzejmie proszę o uszycie z mojej skóry portfeli, stopy proszę przerobić na stojaki dla parasoli, a ciało wrzucić na ruszt i zgrillować".Newkirk uważa, że zwierząt nie można jeść, szyć z nich ubrań, eksperymentować na nich ani używać do celów rozrywkowych. Jej działania są tak samo bezkompromisowe jak jej poglądy, o czym świadczą kampanie PETA.

(więcej o filmie w piątkowej Telewizyjnej pisze Olga Sobolewska). Tutaj obejrzycie kilkuminutową zapowiedź filmu http://www.peta.org/feat/HBO_I_Am_an_Animal/index.asp

A tu poczytacie sobie jej bloga, a jakże:) http://blog.ingridnewkirk.com/

20:27, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 listopada 2009
viva las vegas

Ostatnio często się dziwię. Może to listopad, a może taka karma, albo względny stan izolacji od świata dorosłych ludzi pracujących. (Może to być również, niestety, zbliżający się wiek średni).

Byłam na mieście. Wieczorem. Tak, pewnie ciśnienie Wam się na usta: "WOW!Gratulację!". Też nie mogę uwierzyć. I widziałam tłumy młodych ludzi, tak o dekadę młodszych albo i więcej. Najpierw było to nawet przyjemne tak stać trochę z boku i się przyglądać jacy oni ładni, fajnie ubrani, pełni energii. Ale szybko mnie to znurzyło, bo przemierzywszy jakieś 500 m w kwadracie kilku klubowych ulic i przyjrzawszy się temu tłumowi, okazało się, że stanowił on jedną homogeniczną masę, w której wszyscy byli identyczni. Ubrani jak z jednej sztancy, zachowujący się podobnie, mówiący w ten sam sposób. Nie było nikogo kto by na tym tle się wyróżniał. To było przygnębiające. I to chyba niestety oznacza, że się starzeję, a nawet zgredzieję.(i to jest dopiero przygnębiające!)

A z najnowszych zdziwień to wywiad w VIVIE, którego udzieliła Janina Paradowska. Nawet więcej niż zdziwienie, może trochę mniej niż "szok". Dlaczego dziennikarka tego formatu udziela wywiadu plotkarskiemu bądż co bądż magazynowi, choćby był on najlepszy w swojej kategorii? Nie wiem. A opowiada w nim o śmierci męża, o swojej żałobie, o miłości i związku-i pięknie opowiada, ale to wszystko gubi się gdzieś pomiędzy wynurzeniami Tomasza Kammela (który powraca z nowym wizerunkiem), z palca wyssanym tekstem o naszej gwieździe eksportowej Bachledzie-Curuś i Mandarynie wystlizowanej na Kopciuszka, który znalazł swojego Księcia.

(zdjęcia Janiny Paradowskiej w VIVIE robił Michał Szlaga, a poniższy cytat jest zaczerpnięty z jego bloga http://szlaga.blogspot.com/, gdzie możecie obejrzeć całą sesję)

17:29, jucatuitam
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 16 listopada 2009
co robi mój mąż

Obiecałam, że napiszę, więc słowa dotrzymuję.

Mój mąż w domu:

ścieli łóżko, wozi dzieci do lekarza (wstyd, ale ja nadal nie posiadam prawa jazdy-jestem kompletnym beztalenciem), wyrzuca śmieci, płaci rachunki, zbiera moje porozrzucane skarpetki (tak, to ja w tym związku rzucam ubrania na podłogę), nalewa wodę do nawilżacza, jest jedyną osobą z rodziny, która bywa w piwnicy

Mój mąż zdecydowanie nie:

gotuje, pierze, rozwiesza prania, składa prania, zmienia pościeli, myje garnków (których nie zmywa zmywarka), sprząta kuchni, szoruje ubikacji, obcina paznokci dzieciom, podaje im lekarstw, karmi piersią

Całą resztą obowiązków dzielimy się mniej więcej po równo, na zasadzie kto może, kto woli, komu wygodniej.

14:20, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
Aaaaa pracę dam

Od kilku tygodni w dodatku "Praca" ukazuje się intrygujące ogłoszenie następującej treści. (Dodam, że jest wydrukowane na różowym tle!). Pytania w nawiasie są moje. Wyświetliły mi się w głowie przy pierwszym czytaniu tego ogłoszenia.

"Poszukuję  (czyli KTO?) młodej kobiety-towarzyszki podróży (DOKĄD?). Powinna być młoda cierpliwa,radosna, z poczuciem humoru,niepaląca.Powinna cieszyć się życiem i lubić podróże.Znajomość języka angielskiego na poziomie podstawowym.Oferuję 2000 Euro (Za CO? Za TOWARZYSZNIE W PODRÓŻY? Czy za coś jeszcze? Na jak długo?)+pokrycie wszystkich wydatków (czyli dokładnie czego?) .Proszę prześlij swoje zdjęcie oraz kilka informacji o sobie. Please send your message in English to: adres mailowy."

Hmm.Aż mnie korci, żeby odpowiedzieć na ten anons i zorientować się o co chodzi. Nie ufam takim ogłoszeniom. Przypomina mi się "wcieleniówka", którą robiłam wiele lat temu dla jednego z miesięczników kobiecych. Pisałam wtedy o castingach do reklam, które organizowały różne agencje filmowe i aktorskie, oraz takie, które się za nie podawały- część z nich balansowała na granicy prawa. No więc ja bym zachowała ostrożność.A jeżeli mój brak zaufania jest bezpodstawny to oczywiście bardzo mnie interesuje kto zamieszcza ogłoszenie takiej treści i jak ta historia się dalej potoczy...

14:04, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 listopada 2009
czasem lepiej nie wybaczać

h

Ta malutka pani po środku to Jeanne Safer (www.jeannesaferphd.com), wzięta nowojorska psychoterapeutka, autorka kilku książek. W najnowszej, "Death Benefits" (Korzyści ze śmierci) mówi o tym, jak czasem śmierć rodziców pozwala osobom dorosłym wyzwolić ich prawdziwy potencjał, jak uruchamia proces zdrowienia, pozwala uwolnić się od życia pełnego nie naszych zakazów, nakazów i krytycznego głosu. Wreszcie o tym jak śmierć ułatwia naprawienie toksycznej relacji z rodzicem. (Safer specjalizuje się w pomaganiu dorosłym w przeżywaniu straty po śmierci rodziców).Bardzo ciekawa rozmowa z nią na ten temat ukazała się w przedostatnim Forum (fragment tutaj http://www.tygodnikforum.pl/forum/index.jsp?place=Menu02&news_cat_id=280&layout=1, całość niestety tylko na papierze). W poprzednich książkach, Safer pisała m.in. pozytywnie o tych kobietach, które nie decydują się na macierzyństwo, a także o ludziach, którzy mają niepełnosprawne rodzeństwo i jaki wpływ miało to na ich dorastanie, oraz o tym, że nie zawsze warto jest wybaczać. Bardzo chciałabym przeprowadzić z nią rozmowę i mam nadzieję, że się uda.

14:56, jucatuitam
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 listopada 2009
praca domowa...mężczyzn

W debacie publicznej wreszcie zaistniał temat pracy domowej kobiet.Ekonomiści, socjolodzy,akademicy starają się ją policzyć i wycenić. Politycy zastanawiają się, czy kobiety, które (tu zaczęto na szczęście używać tego słowa) pracują w domu powinny realnie dostawać za swoją pracę pieniądze, jeśli tak to ile, od kogo, itd. W ostatniej Polityce ukazał się tekst Magdaleny Kicińskiej na ten temat, zilustrowany zdjęciem kobiety, która pada ze zmęczenia na deskę do prasowania...O tym, że Fundacja MaMa rozpoczęła pod koniec października badanie pod nazwą Koło Gospodyń Miejskich już pisałam jakiś miesiąc temu. Dziewczyny razem z uczestniczkami koła nie tylko mają zamiar wycenić pracę domową kobiet, ale też ponazywać i przeanalizować wszystkie pojęcia, które z tą pracą są związane. Więcej znajdziecie tutaj: www.fundacjamama.pl

Co robi kobieta zajmująca się domem, to mniej więcej wiem. Ale bardzi interesuje mnie co robią wasi mężczyźni. Wyrzucają śmieci, piorą, zmywają, robią zakupy, gotują, płacą rachunki, chodzą z dziećmi do lekarza, karmią je i przewijają, kiedy są małe, usypiają, naprawiają domowe usterki, wzywają specjalistów, kiedy sami nie potrafią ich naprawić? W jakim zakresie? Jeśli tak, to czego to wynika- z własnych chęci, z wspólnych ustaleń,tak się po prostu ułożyło, czy wymogliście to na nich setkami awantur;)? Bardzo jestem ciekawa. Jak chcecie się podzielić, napiszcie!

Wiem, że na zachętę powinnam napisać, co robi mój  mąż, ale lecę podgrzewać obiad;)

13:18, jucatuitam
Link Komentarze (3) »
czwartek, 05 listopada 2009
z przyjemnością czytam

"Solistki", czyli Antologię poezji kobiet, które debiutowały po 1989r. (Antologię wydał Staromiejski Dom Kultury w Warszawie w serii Biblioteka Nocy Poetów)

41 poetek, 170 wierszy. Czytam ją na raty, po jednym, dwa wiersze. Często o świcie, kiedy dzieci jeszcze śpią, a w domu panuje wyjątkowa cisza. Książka trafiła do mnie trochę przypadkiem, trochę jakby sama chciała znaleźć do mnie drogę. Któregoś wieczoru mój mąż wyszedł na "spotkanie literackie" kolegi-pisarza, skąd rzuciło go na drugi brzeg Wisły na kolejny "wieczorek" koleżanki-poetki. Tam wpadła mu w ręce antologia, którą uprzejmie schował do kieszeni, nawet nie zaglądając. W domu, po ciemku, wrzucił ją do dziecięcego wózka. Dziwne było to nasze pierwsze spotkanie-to znaczy, zdziwiona byłam ja, wyławiając rano antologię spod różowego śpiworka;)

Żałuję, ale z pewnością nie zrobię tego lepiej niż Roman Kurkiewicz. Oto co pisze:

"Nigdy nie wpadłem na pomysł, żeby pytać czy poezja jest kobietą. Tym bardziej, żeby na takie pytanie w ogóle odpowiadać. W czasie lektury „Solistek“ poczułem, że wkraczam na nieznany w takiej intensywności kontynent różnorodności, na ziemię opisaną w nieredukowalny do stereotypu sposób, w świat fascynujący, groźny, piękny, niecukierkowy. W świat poezji, która nie musi się tłumaczyć z tego czym jest i od kogo jest. W świat czterdziestu jeden solistek, które odtąd zamieszkują w mojej głowie wersami, obrazami, rytmami. Nawet nie wiedziałem, że tak bardzo na taki tom poezji czekałem. A przecież wystarczy sięgnąć i czytać. I nadal nie mieć potrzeby pytania, czy poezja jest..."

A niżej jeden z wierszy Joanny Obuchowicz (ur.1978, poetki, tłumaczki, nauczycielki tańca i trenerki fitness, mieszkającej w Kalifornii)

"z ostatniej chwili"

w ostatnich dniach czerwca wszyscy wyrazili troskę
o dobrostan psychiczny pewnej mieszkanki
martwego miasta. wymienili zamki. pozwolili wreszcie
wykonać egzekucje tepsie. na wszelki wypadek
nie zdradzili trasy swoich wakacyjnych wycieczek.
ostatniego dnia czerwca okazało się że prawda
w zależności od potrzeb bywa ideowo najbliższa
hurtowym ilościom egzotycznych przypraw
albo kaczkom puszczanym na wodę. taki to był czerwiec.

teraz policz kręgi. obliż usta.

20:40, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 listopada 2009
basen jako metafora

Wreszcie znalazłam hotel z basenem idealnym. Wygląda tak

Znajduje się na 10tym piętrze hotelu The Joules, w centrum Dallas, w Teksasie. Dopływając do przeciwległego końca ma się wrażenie, jakby było się zawieszonym w powietrzu.

A w przyszłym życiu, o ile nie będę koniczyną, ostem albo makolągwą, to poproszę o zaprojektowanie domu w podobnym stylu. Ten znajduje się pod Paryżem i składa się z dwóch połączonych ze sobą mieszkań.

O basenach mogłabym napisać referat. O tych na dachach, podziemnych, odwróconych, najdłuższych, najkrótszych, o niespotykanych kształtach, z dachem i bez. Mam obsesję na ich punkcie. A wręcz odczuwam lęk, jeśli do basenu porządnych rozmiarów mam dalej niż kilka kilometrów.Basen to dla mnie metafora, posiada wiele znaczeń.

Tu jako metafora przemijania

Podobno pada śnieg.To już?

22:16, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2