RSS
środa, 29 grudnia 2010
a w Nowym Jorku...

wiek nie gra roli...

Kronika towarzyska New York Times'a donosi, że w ubiegłą niedzielę ślub wzięli: Louise Kerz Hirschfeld i Lewis B. Cullman. Ślub miał miejsce w rezydencji pana młodego na Manhattanie.

Panna młoda ma lat 74 i pracuje jako teatrolog oraz przewodniczy fundacji założonej przez jej byłego męża. (Panna Młoda jest dwukrotną wdową).

Pan młody ma lat 91 i jest znanym nowojorskim filantropem oraz emerytowanym wydawcą kalendarza At-A-Glance. Zasiada w kilku prestiżowych radach, m.in. przy nowojorskiej Bibliotece Publicznej, w Muzeum Sztuki Nowoczesnej i w miejskim Ogrodzie Botanicznym.

Pan młody jest rozwodnikiem i wdowcem.

Oboje nadal pracują.

Państwo młodzi poznali się na randce w ciemno, w zeszłym roku. Wspólny przyjaciel zaprosił pana młodego na przyjęcie do panny Hirschfeld. Pan Cullman miał powiedzieć ponoć do znajomego: 'Ona jest nie tylko miła. Jest inteligentna i bardzo atrakcyjna.' Ona myślała, że on zadzwoni, ale telefon milczał. To ona zrobiła pierwszy ruch, miesiąc później i zaprosiła go na wspólne wyjście. On znów nie oddzwonił. Dopiero po kilku miesiącach pan Cullman, który wcześniej przeżywał stratę swojej poprzedniej żony, z którą spędził 46 lat wykręcił telefon do panny Hirschefeld już z intencją oświadczyn. Podobno doszedł do wniosku: ”oboje jesteśmy samotni, więc pomyślałem, że jak się zejdziemy to nasze życie stanie się dużo szczęśliwsze i prostsze.”

Jakoś wzruszyła mnie ta historia, że życie jednak nie kończy się ani, kiedy mamy 50, ani 60, ani 70, ani, jak się okazuje 90 lat. Kończy się wtedy, kiedy my sami stwierdzimy, że to już koniec i nic więcej nas nie czeka. Żaden piorun z nieba, żadna niezwykła historia, wyzwanie, żaden projekt, żadne działanie...

Nawet jeśli będą razem tylko rok, nawet jeśli to decyzja bardziej z głowy niż z serca, to jednak jest w tym wydarzeniu coś niesamowicie romantycznego. I życzę państwu młodym wszystkiego dobrego na nowej drodze życia:-)

(informacja za The New York Times).

14:37, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 grudnia 2010
w tej samej sukience przez cały rok

Sheena Matheiken jest autorką niezwykłego projektu pt. Uniform Project. Od maja 2009r. do maja 2010r, przez 365 dni Sheena codziennie zakładała na siebie tę samą sukienkę (tak naprawdę miała siedem identycznych, które sukcesywnie prała). W sieci, na stronie www.uniformproject.com prowadziła fotobloga i opisywał dodatki, które dobrała do sukienki tak, żeby za każdym razem wyglądać inaczej.

Dodatki pochodzą od przyjaciół, ze sklepów z ciuchami, są ręcznie robione, albo z odzysku. W ten sposób Sheena chciała zwrócić uwagę na etyczne aspekty mody i pokazać, jak można bawić się ubraniem w oryginalny i twórczy sposób, nie koniecznie wydając na nie fortunę. Jednocześnie przez rok udało jej się zebrać 100 tysięcy dolarów w datkach od sympatyków projektu, które przeznaczyła na fundację The Akanksha, wspierającą dzieci z najuboższych rodzin w Indiach.

W tej chwili The Uniform Project dzieli się swoim know-how. Kolejne osoby wcielają w życie pomysł Sheeny i w ten sposób zbierają pieniądze na cele dobroczynne.

Wy też możecie to zrobić. Wystarczy zajrzeć tu:

http://theuniformproject.com/#!pilots

Sheena opowiada o swoim projekcie tutaj:

http://www.youtube.com/watch?v=phLi7WwdI34

15:29, jucatuitam
Link Komentarze (2) »
Twarz roku

Lubię te wszystkie podsumowania pod koniec roku. Listy najlepszych, najgorszych, twarze roku, ludzi dekady, najgłośniejsze wydarzenia itd. Dosyć dobrze wpisują się w moją prywatną obsesję liczenia, przyporządkowywania i katalogowania. Wybór Człowieka Roku przez magazyn Time nie zaskakuje ( o wiele ciekawszy jest numer jeden na liście 'najsłynniejszych skradzionych części ciała w historii ludzkości'). Został nim Mark Zuckerberg, rocznik 84 (!), założyciel Facebooka. Tytuł dostał m.in. za 'skomunikowanie ze sobą blisko pół miliarda ludzi oraz za stworzenie nowego systemu wymiany informacji i za zmianę sposobu, w jaki żyjemy.' Ale jego wygrana jest szeroko dyskutowana w internecie- wielu ludzi się burzy. 'Tylko' 163, 449 osób kliknęł przycisk 'lubię' pod tą informacją (jak na pół miliarda użytkowników to niedużo). Chodzą plotki, że Zuckerberg zapłacił dużo pieniędzy za to zwycięstwo, że głosowanie było sfingowane, że Time miał również w tym swój interes. A prawdziwym zwycięzcą jest Julien Assange (oficjalnie drugi).

A dla Was kto jest człowiekiem mijającego roku?

Tutaj możecie wkleić swoje własne zdjęcie na okładce Time'a

http://www.facebook.com/time?v=app_130012037059485

 A tu raczkujący geniusz internetu:

13:33, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 grudnia 2010
przestępcy pod choinką

Tę książkę przywiozłam sobie z Sydney i połknęłam ją w całości w drodze powrotnej. Zaglądam do niej czasem tylko po to, żeby obejrzeć zdjęcia. A jest ich bardzo dużo. Wszystkie pochodzą z archiwów policyjnych Muzeum Sprawiedliwości i Policji z Sydney, które zostały cudem ocalone z powodzi. Jeśli ktoś z was widział kilka lat temu wystawę "Miasto cieni" w Yours Gallery, to to jest właśnie to samo źródło. Wszystkie zdjęcia pochodzą z tego samego okresu, pierwszej połowy ubiegłego wieku. A bohaterami zdjęć są drobni przestępcy- złodzieje, rzezimieszki, naciągacze, wyłudzacze, krętacze, dilerzy narkotyków itd. Wielu z nich stale zmienia nazwiska, tożsamość, a nawet płeć. Historie, które opowiadają ludziom, żeby wyłudzić od nich majątek są  niesamowite, naiwność i ufność tych, którzy dają się naciągnąć, również. Peter Doyle, autor "Crooks like us" oraz poprzedniego albumu "Miasto cieni" za punkt wyjściowy przyjmuje zdjęcie danej osoby, a potem na podstawie wycinków z gazet, notatek z archiwów z posterunku i notek policyjnych próbuje zrekonstruować ich tożsamość oraz wykroczenia. Jak dla mnie, to są fascynujące i wciągające opowieści. A wszystko to dzieje się na tle niezwykłego miasta, rodem z dawnych kryminałów. Książkę wydało Muzeum Historyczne w Sydney (Historic Houses Trust, HTT), gdzie w tej chwili można m.in obejrzeć wystawę pt. "Sin City"- o przestępczości zorganizowanej w Sydney w latach 1940-1980, która jest już dużo bardziej krwawa i bezwzględna. Tutaj znajdziecie więcej informacji na ten temat: http://www.hht.net.au/whats_on/highlights/exhibitions/sin_city

A w tourne po całej Australii ruszyła niedawno jeszcze inna wystawa współorganizowana przez HHT, o której głośno w australijskich mediach: "Femme Fatale", poświęcona słynnym australijskim przestępczyniom. W tej chwili można ją obejrzeć w Western Australia Museum. Tutaj krótki film, który ją anonsuje:

 http://www.museum.wa.gov.au/femme-fatale-preview

A po co ja to wszystko piszę? A dlatego, że wczoraj byłam we Wrzeniu Świata- pierwszej i chyba jedynej kawiarnio-księgarni o profilu reporterskim (współwłaściciel zakazał mi używania słowa "knajpa"). I na półce przy samym wyjściu zobaczyłam egzemplarz "Crooks like Us". Kto wpadł na ten cudowny pomysł, żeby ją sprowadzić?;-). Cieszę się, że jest, po prostu. To nie jest żadna kryptoreklama. To jest mój prywatny kawałek Sydney w Warszawie...

22:31, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 grudnia 2010
w wersji mini

 

Tego właśnie potrzebowałam. Czegoś ładnego i bajkowego, żeby oderwać się od tej szaro-bieli. W dzisiejszym Guardianie (http://www.guardian.co.uk/lifeandstyle/gallery/2010/dec/05/kensington-dollshouse-festival) jest fotorelacja z festiwalu domków dla lalek, który odbył się w zeszłą sobotę w Kensington, w Anglii.

To już 25 edycja festiwalu, na którym swoje dzieła pokazują producenci miniatur architektonicznych, malutkich mebelków, sprzętów domowych, urządzeń, lalek, mini ubranek oraz mini-butów. Po bilety w kolejce stają entuzjaści, kolekcjonerzy, sympatycy, ciekawscy, turyści i dzieci. W zeszym roku festiwal odwiedziło ponad 2 tysiące osób.

Tu oficjalna strona festiwalu: http://www.dollshousefestival.com/.

A tu deser:

14:20, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
Czytanie włącza

Manifest Republiki Książki

Przekonani, że troska o kondycję polskiej kultury
leży w sferze naszych obywatelskich powinności,
my, miłośnicy czytania, powołujemy do życia Republikę Książki.

Wierzymy, że czytanie jest źródłem naszej wolności i niezależnego myślenia.
Wierzymy, że czytanie stymuluje kreatywność i tworzy potencjał twórczy.
Wierzymy, że czytanie włącza do wspólnoty znaczeń,
budując i podtrzymując więzi w czasie i przestrzeni.

Jesteśmy przekonani, że czytanie pobudza wyobraźnię, pomaga odnaleźć się we
współczesnym, niejednoznacznym świecie, pozwala zrozumieć siebie i innych, uczy mądrze
decydować, uniknąć konfliktu, pokonać strach.

Wiemy, że nasze dzieci dzięki rozbudzonej dziś przyjemności czytania
będą mogły rozważniej i bardziej odpowiedzialnie kształtować swoją przyszłość,
a nas uchronią przed niezrozumieniem, gdy nasz świat przeminie.

My, wspólnota ludzi czytających, pragniemy uczynić wszystko
na rzecz promocji czytelnictwa.

Jesteśmy przekonani, że książka powinna być elementem obecnym w sferze publicznej, być
przedmiotem stałego zainteresowania mediów.

Pragniemy, aby polska szkoła kształtowała kompetentnych uczestników kultury,
a nie biernych konsumentów informacji i wrażeń.

Republika Książki jest społecznością ludzi równych. Nie istnieje w niej żadna hierarchia.
Obywatelem naszej wspólnoty może zostać każdy, kogo pochłania pasja czytania.
My, czytelnicy, cenimy słowo pisane w każdej postaci: książek oraz gazet
i czasopism, zarówno drukowanych, jak i w wersji elektronicznej i mówionej.

Fizyczną i symboliczną zarazem reprezentacją Republiki Książki jest biblioteka.
Chcemy, aby nowoczesna biblioteka, szczególnie w małych miastach i wsiach,
stała się centrum lokalnego środowiska, bramą do wiedzy i kultury.

Przestrzenią, która określa ramy naszej Republiki jest również księgarnia i biblioteka
domowa. Uważamy, że tak jak dostęp do bogato wyposażonej biblioteki szkolnej czy
publicznej, tak możliwość posiadania i czytania własnych książek jest prawem każdego
z nas i obowiązkiem wobec naszych dzieci.

Powołujemy Republikę Książki w trosce o losy nas samych i w naszym wspólnym interesie.

Na stronie www.republikaksiazki.pl mozecie podpisac się pod tym manifestem oraz obejrzec transmisje na zywo z kongresu inaugurującego obywatelską koalicję, która ma na celu przeciwdziałanie spadkowi czytelnictwa w Polsce. ”U podstaw Republiki Książki leży przekonanie, że biblioteki, szczególnie w małych miastach i wsiach, powinny stać się centrami lokalnych środowisk, bramami dostępu do wiedzy i kultury.”
Kongres ma miejsce w Bibliotece Narodowej, w Warszawie i trwa do 17.30. Na stronie Republiki znajdziecie dokładny program i więcej informacji nt. tej inicjatywy.
 
12:00, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 grudnia 2010

Z takich powodów lubię internet:

www.audiohistoria.pl

XX-wieczna historia Polski opowiedziana przez żyjących świadków. W internecie są fragmenty relacji (m.in. o przedwojennej Warszawie, o getcie, o rzeczywistości powojennej, wczesnym PRL-u) , a całość, czyli 3,5 tysiąca nagrań audio i ok.90 -wideo znajduje się w Archiwum Historii Mówionej, w mediatece Domu Spotkań z Historią, na Karowej, w Warszawie.

Ogromna, godna podziwu praca osób wywiadujących i świadków. 

 

09:43, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 grudnia 2010
pożytki z choroby

rys. Raczkowski

Nie znoszę chorować. Po pierwsze- bo nie lubię być zamknięta w czterech ścianach, po drugie- nie lubię być od kogoś zależna, po trzecie- praca, praca, co z pracą? I tak mam poczucie winy, że z niczym się nie wyrabiam, a tu jeszcze przymusowy czas wolny. Doszło do tego, że kiedy ledwo się doczołgałam do pani doktor, nasmarkałam i nakaszlałam na jej biurko, to na koniec błagałam ją jeszcze, żeby mi nie wypisywała zwolnienia: ale, czy to konieczne? No, rozumiem, antybiotyk, tak. Ale czy naprawdę muszę? Pani doktor spojrzała na mnie pobłaliżiwe i licząc jednak na moją przytomność, jeszcze raz zapytała, czy zależy mi tak bardzo na tym, żeby dostać zapalenia płuc, bo zapalenie oskrzeli już mam.

W domu wytrzymałam 5 dni. I podczas tych kilku intensywnych dni ( bo dzieci jednak nie dały się przekonać, że mama jest bardzo chora i nie można po niej skakać, prosić jej o kanapkę, zupkę, soczek, zmianę płyty, czytanie książek, wyjęcie bloku, odkręcenie wody w łazience, zakręcenie wody, pobujanie w huśtawce, wytarcie, bo się rozlało, nalanie nowego, położenie puzzli na górną półkę, zdjęcie gry z górnej półki, a jak się pisze S, a jak się pisze K, a mamo, narysuj mi traktor, samochód, pieska, ojej uderzyłam się, a on mnie bije, a ona mnie gryzie, itd.) naszło mnie kilka refleksji.

-Co się z nami dzieje? A w zasadzie, z pracą? Dlaczego pozwalamy, żeby praca zżerała nam życie, pochłaniała w całości cenny czas? Pracujemy już nie tylko w pracy, w domu też i uważamy, że to normalne. Już nie od-do, ale i w nocy,i w weekend. Nawet jak śpimy, pracujemy ("bo wtedy przychodzą nam do głowy najlepsze pomysły"). Jak jedziemy samochodem, to pracujemy (główkujemy, rozmawiamy przez telefon- w sprawach zawodowych), oglądamy, czytamy- pod kątem pracy. Bawimy się z dziećmi- myślimy o pracy. Rozliczamy dzieci z ich pracy- czego się nauczyły, co mają zadane. Rozmawiamy o pracy z bliskimi, ze znajomymi, z panią w kiosku. A jak zdarza się chwila bez pracy, to wpadamy w panikę. Przesadzam? Trochę przesadzam, ale właściwie, jak bardzo?

-Po drugie, co się stało z naszymi przyjaciółmi? Mamy dla nich czas? Jak dużo czasu? Czy już został tylko fejsbuk, rozmowy przez skype'a i raz na jakiś czas balanga, na której i tak sensownie się nie porozmawia? A szwendanie się bez celu? A rozmowy do rana? A długie listy?(Niech już nawet będą długie "maile")? A wspólne tajemnice?

Po trzecie, co słychać u naszej żony, męża, dziewczyny, chłopaka? Co, tak naprawdę, słychać, a nie- jaki mają aktualnie status na fejsbuku- to akurat wszyscy wiedzą. Jak się czują, o czym marzą, czego się boją, co ich denerwuje? Znam, nie tak mało par, które wspólne wieczory spędzają w czwórkę-ich dwoje+ dwa komputery. To mnie smuci, chociaż mam raczej myśleć, że to po prostu znak naszych czasów.

Podobno Li Edelkoort, światowej rangi trend forecaster (czyli osoba przewidująca trendy) wieszczy, że nadchodzi nowa-stara jakość. Ludzie podobno odwrócą się od swoich monitorów i znów zaczną patrzeć na innych ludzi, tworzyć wspólnoty w rzeczywistości a nie tylko na łączach, współdziałać, współtworzyć. Hasłemy przewodnim ma być szeroko rozumiana "rodzina"- wspólnota. Wiele osób chce wierzyć Edelkoort, bo są zmęczeni tym biegiem, a sami nie wiedzą, jak się zatrzymać. Poza tym, jak nie wierzyć komuś kto mówi:"Przestaniecie się bać. Świat stanie się bardziej przyjazny. Znowu zaczniecie ufać innym ludziom." No, jak nie wierzyć? 

Ja, mimo iż jestem sceptycznie nastawiona do wizji Edelkoort, to mam mały postulat- o jeden dzień w tygodniu wolny od urządzeń służących komunikowaniu się. Nie musi to być niedziela. Wyłączmy w tym dniu laptopy, komórki, ajfony i wszystkie te zabawki, bez których nie ruszamy się z domu. Wyjmijmy słuchawki z uszu, wyjdźmy z sieci i zacznijmy rozmawiać z tymi, co siedzą koło nas. Może świat się nie stanie lepszy z tego powodu, bo niby dlaczego, ale może nam będzie lepiej?

Jestem drętwa jak kawał deski. I staroświecka, jak balia, wiem. Uczę się z tym żyć;-)

Ahoj.

 

 

 

22:15, jucatuitam
Link Komentarze (2) »