RSS
czwartek, 31 marca 2011
napięty grafik trzylatka

Świetna książka dla rodziców i tych, którzy dzieci chcą mieć. O współczesnym pokoleniu dzieci, które są nadmiernie kontrolowane, nadzorowane i rozpieszczane. O dwulatkach, które mają tak napięty grafik, że nie mają chwili na nudę i zabawę, która jest tylko zabawą, a nie 'grą edukacyjną'.

'Jeśli kiedykolwiek przemknęła Ci przez głowę myśl, żeby wcisnąć do rozkładu dnia twojego i tak już zapracowanego dziecka judo, kaligrafię, skrzypce czy suahili- ta książka jest dla Ciebie” zachęca wydawca (www.drzewobabel.pl)

Autor, Carl Honore jest kanadyjskim dziennikarzem, publicystą i jednym z twórców ruchu Slow. Zadebiutował ”Pochwałą powolności”, w której pisał o tym, jak wyhamować współczesne tempo życia i jaką cenę za nie płacimy. (kilka lat temu na łamach Gazety rozmawiał z nim Marcin Bosacki http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3513739.html).

We wstępie do najnowszej książki pisze:

”W dzisiejszych czasach presja, żeby wyciągnąć z dzieci, ile tylko się da, wydaje się niepohamowana. Chcemy, żeby miały wszystko, co najlepsze i żeby były najlepsze we wszystkim. Chcemy, żeby były artystami, uczonymi i sportowcami, żeby szły gładko przez życie bez trudów, bólu i porażek.

Skrajne formy takiego wychowywania dzieci nazywają się różnie w różnych częściach świata. Wychowywanie helikopterowe – bo mama i tata stale krążą nad głową. Nadrodzicielstwo. Skandynawowie żartują na temat „curlingowych rodziców”, którzy gorączkowo szczotkują lód, zanim dziecko zrobi pierwszy krok. W Japonii „matki-nauczycielki” poświęcają każdą sekundę na przepchanie dziecka przez tamtejszy system edukacyjny.

Ale nie tylko rodzice czyszczą lód, pchają dzieci naprzód i krążą im nad głowami niczym helikoptery. Wszyscy, od państwa począwszy, na przemyśle reklamowym kończąc, mają swoje pomysły na dzieciństwo. W Wielkiej Brytanii parlamentarna grupa robocza jakiś czas temu alarmowała, że zbyt wiele dzieci marzy o karierze księżniczki z bajki czy gwiazdy futbolu. Wniosek: doradztwo zawodowe dla pięciolatków.

Gdziekolwiek spojrzeć, zewsząd płynie jedno przesłanie: dzieciństwo jest zbyt cenne, by zostawić je dzieciom, a dzieci są zbyt cenne, żeby zostawić je samym sobie. To nieustanne wtrącanie się tworzy nowy rodzaj dzieciństwa. Dawniej Dziecko Pracujące harowało w polu, a po Rewolucji Przemysłowej – w fabrykach. XX wiek przyniósł Dziecko Wolnego Chowu. A teraz mamy epokę Dziecka Zarządzanego.”

 i dalej:

”Dziś dzieci zbyt śpieszą się na lekcje gry na skrzypcach albo na matematykę metodą Kumona, żeby w ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar. a kwiecie z lasu może przestraszyć – bo co będzie, jeśli ma kolce albo jego pyłek wywoła alergię? Kiedy dorośli zawłaszczają dzieciństwo, pozbawiają swoje dzieci rzeczy, które nadają ludzkiemu życiu charakter i sens – małych przygód, tajemnych wypraw, drobnych wpadek i komplikacji, rozkosznej anarchii, momentów samotności czy nawet nudy. W młodych umysłach rodzi się przeświadczenie, że najbardziej się liczy nie znalezienie własnej drogi, lecz postawienie odpowiedniego trofeum na kominku, zaznaczenie właściwej kratki, a nie samodzielne myślenie. Skutek jest taki, że współczesne dzieciństwo wydaje się dziwnie mdłe, pełne akcji, sukcesów i konsumpcji, a przy tym jakieś puste i sztuczne. Brakuje wolności bycia sobą – i dzieciaki to wiedzą. „Czuję się jak projekt, nad którym moi rodzice cały czas pracują – żali się 14- letnia Susan Wong z Vancouver. –nawet mówią o mnie w trzeciej osobie, chociaż stoję tuż obok”.

12:08, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
wtorek, 29 marca 2011
160cm

Nie wiem kto, nie wiem dokładnie gdzie, ale gdzieś w Polsce projektuje i szyje te piękne, proste i uniwersalne ubrania. Przedstawia się enigmatycznie, jako 160 cm.-"prosto i banalnie". Jej misja: "tanio, ładnie i unikatowo". Znajdziecie ją na facebooku (przyjmuje zamówienia mailem) i na stronie www.160cm.pl. Chciałabym mieć każdą z tych rzeczy z osobna, a i bez tego, miło jest na to popatrzeć.

22:18, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
reset, reaktywacja

Przepraszam, że tak bez uprzedzenia i na tak długo, ot tak, zniknęłam. Bloga nie zawieszam, ani nie zamykam i jeszcze raz najmocniej przepraszam stałych czytelników za to zaniedbanie, ale mój prywatny, wewnętrzny komputer wymagał natychmiastowej reanimacji i postanowiłam oddać się do gruntownego przeglądu, czyli na tzw. zasłużone wakacje. Teraz mam nadzieję, działać będę szybciej i sprawniej. Choć człowiek gorszy jest od komputera, bo komputer przynajmniej nie kłamie...

Na wakacje do walizki wrzuciłam: opowiadania Alice Munro, najnowszą książkę Roth'a, a na lotnisku dorzuciłam "Złote żniwa". Mój wybór był spontaniczny i okazał się zupełnie nietrafiony. Czytanie "Złotych żniw" nad basenem to jednak pewien rodzaj perwersji. Nie dało się ich czytać również w pokoju, ani na balkonie. Munro dało się czytać wieczorową porą, ale kiedy poraz kolejny ktoś umierał (zwykle dziecko), odkładałam książkę na bok, wyraźnie zmęczona. Roth leżał i się kurzył. Nie miałam ochoty na zmagania z wewnętrznymi rozterkami pisarskiego alter-ego.

Pamiętam tekst z zeszłego roku, chyba kogoś z Guardian'a, w którym autor twierdził, że na wakacje czytelnicy najchętniej biorą klasykę (często są to książki, które już kiedyś czytali), kryminały albo jakąś najnowszą prozę, która właśnie została obsypana deszczem literackich nagród. Zawsze mnie ciekawiło, co inni czytają i lubię zaglądać ludziom przez ramię, albo podglądać okładki książek, w różnych językach. Tym razem, w jakiś 30% okazało się to niemożliwe, bo zamiast za kolorowymi okładkami, wczasowicze ukrywali się za jednakowymi, grafitowymi okładkami... czytników elektronicznych. Nie sposób było dojrzeć treści. Zastanawiało mnie, jak cokolwiek mogą przeczytać, kiedyś słońce w zenicie bezlitośnie odbijało się od ekranu-jest jednak jakaś przewaga papieru. Widziałam paru "papieorwych" Larssonów w kilku językach, Dostojewskiego po duński, Marqueza po niemiecku i po angielsku, Llosę po rosyjsku i poczciwą Agathę Christie oraz paru innych autorów, których nazwisk nie kojarzyłam. Anglicy lubowali się w książkach historycznych.

Zastanawiające jest to, że nawet ci z czytnikami nadal kupowali gazety- może dlatego, że po rozłożeniu dawały większy cień, a może dlatego, że z rytuału kupowania codziennej gazety trudno jest jednak zrezygnować. A na wakacjach taka wyprawa do kiosku to szczególna przyjemność.  Nie zaczęłam Rotha, nie skończyłam Munro, za to przez dwa tygodnie zostałam wierną czytelniczką brytyjskich szmatławców i nie dlatego, że dobrze robiło się z nich papierowe kapelusze, ale dlatego, że wciągnęłam się w sposób, w jaki dziennikarze The Mail, The Sun, The Mirror i całej reszty komentują aktualne wydarzenia na świecie i na Wyspach. Ile w tym było zaangażowania, emocji i zaciętości. Jaki piękny brukowy język! Poraz pierwszy dotarło do mnie, w jak wielkiej zapaści znalazł się ten kraj, w jakim stopniu dotknęła go recesja i jaką naprawdę mają skalę cięcia budżetowe, jakich podjął się nowy rząd. Słowa: budżet, budżet domowy, budżetówka były odmieniane przez wszystkie przypadki i chyba pojawiały się nawet częściej od słów: "ślub" oraz "Kate Middleton". Z polskich akcentów- podobno niejaki Grzegorz włamał się do londyńskiego domu Madonny, twierdząc, że pozostaje z nią w miłosnej relacji. Czy nasz bulwar już o tym doniósł?

21:41, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 marca 2011
a ja nie lubię

Pod relacją na temat trzęsienia ziemi w Japonii 275 osób kliknęło znaczek "lubię to" na portalu gazeta.pl

Pod tekstem o katowanym dziecku- 105

Chciałabym zapytać te 380 osób co takiego jest w tych informacjach do lubienia?!

14:02, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
środa, 09 marca 2011
o seksie

Kiedy zacząć mówić o seksie? Jakim językiem? O czym mówić, co pokazywać i jak?

Nie tylko u nas toczy się obecnie zażarta dyskusja nt. edukacji seksualnej. To, że potrzeba jest ogromna, wiadomo od dawna- wiek inicjacji seksualnej konsekwentnie się obniża, a wiedzy na temat specjalnie nie przybywa. Ale podczas, gdy "u nas" rozmowy dotyczą głównie edukacji na poziomie późnej podstawówki i gimnazjum, w Wielkiej Brytanii (gdzie statystyki dotyczące niechcianych ciąż nieletnich są chyba najwyższe w Europie) ta sama rozmowa dotyczy przedszkola i pierwszych klas podstawówki. Bo tam elementy wiedzy o życiu seksualnym wprowadza się już na zajęciach dla pięciolatków. Do tej pory uważano, że słusznie.

Jak donosi dzisiejszy Guardian, Instytut Chrześcijański (Christian Institute) opublikował właśnie na Wyspach raport, zatytułowany "Zbyt dużo, zbyt wcześnie", który krytykuje zbyt wczesne zaznajamianie dzieci z tematyką seksu. W raporcie wymieniono 10 szkodliwych wg. autorów książek i materiałów, które opowiadają małym dzieciom o cieleności, seksualności, orientacji seksualnej, zapłodnieniu i ciąży. Autorzy twierdzą, że wiele z tych materiałów jest zbyt dosłowna, niedostosowana do wieku i może zakłócać prawidłowy rozwój dziecka. Na "czarnej liście" (obok materiałów przygotowanych przez BBC, które pokazują na zdjęciach nagą kobietę i mężczyznę) znalazła się popularna książka (wydana również w Polsce przez Naszą Księgarnię) "Mama zniosła jajko" Babette Cole. Za najbardziej obrazoburcze autorzy raportu uznali zabawne rysunki, stylizowane na rysunki dziecięce, w której mama z tatą kochają się w różnych pozycjach (np. na deskorolce, albo w przebraniu clowna). Książka jest światowym bestsellerem i od wydania, w 1994r. rozeszła się na całym świecie w milionach egzemplarzy, służąc jako materiał edukacyjny w placówkach oświatowych i w prywatnych domach.

Tutaj możecie obejrzeć książeczkę w całości:

http://www.authorstream.com/Presentation/kidsqueen-117992-mummy-laid-egg-book-teaching-education-ppt-powerpoint/

A tutaj jeszcze kilka ilustracji

Apel do ilustratorów i autorów książek dla dzieci- może ktoś z Was chciałby napisać/narysować książkę dla małych dzieci, która odpowie na pytanie skąd się dzieci biorą, w sensowny sposób? I spróbujcie to zrobić tak, żeby potem cały nakład nie poszedł na przemiał;-)

Będę wdzięczna 

23:29, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 marca 2011
bateria pada

Kiedy jedyną rzeczą,jaką jestem w stanie przeczytać jest dodatek "Turystyka" do GW, a w internecie intensywnie poszukuję domu, którego i tak nie kupię, bo jest na końcu świata i kosztuje tyle, co całe osiedle, na którym aktualnie mieszkam, to oznacza, że nadszedł czas, w którym moje prywatne baterie zostały do cna wyczerpane. Przeżywam to co roku, na przełomie zimy i wiosny,  więc wcale mnie to nie powinno dziwić, ale dziwi, tak jak przysłowiowa zima, która rokrocznie zaskakuje drogowców. I wtedy tradycyjnie zastanawiam się dlaczego i po co spędzam te sześć ponurych i zimnych miesięcy w Warszawie. Dlaczego nie Laos, Wietnam, Nowa Zelandia albo chociażby Sardynia? Odpowiedź też znam... I wtedy najbardziej lubię czytać o ludziach, którzy mają więcej odwagi życiowej, ciekawości świata, brawury oraz charakter, który pozwala im połączyć jedno z drugim. O tych, którzy ciągle są w podróży, a nawet, jeśli na chwilę przysiądą to tylko po to, żeby planować kolejną. Takie życie w drodze też ma swoje ciemne strony, ale jakie życie ich nie ma.

Do 15 marca na stronie http://www.travelery2010.national-geographic.pl/nominacje/ możecie głosować na wybitnych polskich podróżników i naukowców w konkursie organizowanym przez "National Geographic" i "Travelera". Są wśród nich, m.in.: Anna Jackowska, która startuje w kategorii "Podróż roku". "Drobna blondynka postanowiła zjechać na motorze bałkańskie miasta i wsie, aby poznać miejscową kulturę, zwiedzić nieznane miejsca i napić się rakiji. Objechanie trasy zajęło jej nieco ponad 2 miesiące. Nie było łatwo, w podróży przeszkadzała jej zmieniająca się pogoda, bariery administracyjne i nierzadko złe warunki na drogach." Edyta Ropek została nominowana w kategorii "Wyczyn roku" za rekord Europy we wspinaczce na czas. Barbara Meder , Polka mieszkająca w Australii od 30 lat, po przejściu na emeryturę wyruszyła w podróż po Afryce i napisała książkę "Babcia w Afryce", którą nominowano do tytuły "Podróżniczej książki roku". I coś dla tych, którzy szukają pomysłu na tzw. sabbatical, czyli urlop wolny od pracy dla "wypalonych zawodowo". "Dwie przyjaciółki: iberystka Justyna Minc i prawniczka Paulina Pilch rzuciły dobre prace w warszawskich firmach i pod koniec sierpnia wyruszyły na wschód, zamierzają zaś wrócić od zachodu. Starają się nawiązać jak najwięcej nowych przyjaźni i świetnie się przy tym bawią. Na blogu www.gapjer.blogspot.com opisują: ludzi, miejsca, przygody, a wszystko opatrują własną refleksją i poradą. Ich relacje to kopalnia wiedzy dla tych, którzy marzą o takiej podróży, a nie mają pojęcia jak przebić się przez urzędowe przeszkody, finansowe oszustwa, barierę językową i różne niebezpieczeństwa."

Głosujcie, jeśli macie ochotę. Jeszcze lepiej: planujcie podróże, wspinajcie się na szczyty, budujcie domy na drzewach w dżungli, jedźcie rowerem na Kaukaz, kręćcie filmy na Antarktydzie, jeśli tylko takie jest Wasze marzenie:-).

A ja oficjalnie składam przysięgę. Może za 5 lat, może za 15, a może za 30. Może będzie nosiła tytuł "Przygody 40-tki w australijskim buszu", a może "Babcia w Australii", ale ja jeszcze napiszę tę książkę! 


14:08, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
środa, 02 marca 2011
wiosenne porządki

To zabieram się za odkurzanie. Bloga przede wszystkim. Dwa tygodnie wirtualnego niebytu i już dwa tysiące wejść mniej. Uch... To już nawet nie dziwi. Wystarczy zrobić sobie wakacje od facebook'a na jakiś czas, żeby część "przyjaciół" cię pogrzebała żywcem. Nie ma cię w sieci tzn. nie ma cię w ogóle. A zależność jest prosta, przynajmniej w moim przypadku: im więcej się dzieje w tzw. peżecie, czyli prawdziwym życiu, tym mniej na łączach. I odwrotnie.

Przeczytałam gdzieś informację o tym, że w wieku mniej więcej lat 35. przestajemy czuć się młodo, a w wieku 58- zaczynamy czuć się staro. Ale co zrobić, jeśli ktoś wymyka się statystykom i zaczyna czuć się staro już w wieku lat 35? Strach pomyśleć, co będzie kiedy dobiję 58...

Na szczęście znalazłam miesięcznik dla siebie i chyba nawet zaprenumeruję. Nazywa się "The Oldie" ("Staruszek"). (www.theoldie.co.uk). W 1992 założył go znany brytyjski dziennikarz, Richard Ingrams, który przez ponad dwadzieścia lat był naczelnym znanego na Wyspach, opiniotwórczego dwutygodnika- The Private Eye. "The Oldie" powstał z myślą o wszystkich tych, którzy (bez względu na wiek) przeciwstawiają się kultowi młodości i "absurdom życia ponowoczesnego". W rzeczywistości, "The Oldie" jest przyzwoitą gazetą, z ładnym, czytelnym lay-outem (nie wiem, czy ma większą czcionkę), dobrymi ilustracjami, świetnymi recenzjami książek i zabawnymi tekstami na temat współczesnych zjawisk. Ma swoje stałe rubryki, redagowane przez czytelników, np.: "I once met...", w której ludzie opisują swoje spotkania ze znanymi osobami, albo " The World's Worst Dumps", gdzie przysyłają swoje relacje z najgorszych miejsc, w których spędzili wakacje. Pod baretką "Still with us" ukazują się teksty o publicznych osobach, które zapadły sie pod ziemię, ale jednak wciąż żyją. Co roku, "The Oldie" przyznaje odznaczenie dla Staruszka Roku za wybitne osiągnięcia.

Na stronie miesięcznika można zrobić sobie test, który pozwala stwierdzić, czy zaliczamy się do grona staruszków, czy jeszcze nie. Poniżej parę wybranych pytań. Odpowiedź ma być oczywiście twierdząca.

- Kiedy słyszysz o "Wielkim Bracie", czy nadal pierwsze co przychodzi ci do głowy to George Orwell?
- Czy nie dość, że mówisz do siebie, to jeszcze uważasz, że nie ma w tym nic dziwnego?
- Czy znasz wiele wierszy na pamięć?
- Czy spędzasz więcej czasu niż większość osób, w sklepach papierniczych?
- Czy identyfikujesz się z grupą "bez stałego łącza"?
- Czy masz obsesję na punkcie rozmiaru i kształtu łyżek?
- Czy piszesz listy?
- Czy wiesz co to jest przyimek?
- Czy chodzisz po mieszkaniu i gasisz światła?
- Czy czyścisz buty przy pomocy szczotki i pasty do butów?

Tak, tak, tak i tak.

 

15:53, jucatuitam
Link Komentarze (3) »