RSS
czwartek, 28 kwietnia 2011
to nie post, to rzeczywistość

Weźcie do ręki piękny, różowy banknot dwudziestozłotowy i pomyślcie, że przez pięć dni nie wolno wam wydać ani grosza więcej na żywność (nie mówiąc o innych przyjemnościach).

Australijska organizacja Global Poverty Project (www.globalpovertyproject.com), która walczy ze skrajnym ubóstwem na świecie, pomiędzy 16 a 20 maja prowadzi kampanię społeczną, która ma na celu uświadomienie ludziom z bogatych krajów, czym jest bieda. Wystarczy zalogować się na stronie projektu Live Below the Line (http://www.livebelowtheline.com.au/) i zadeklarować, że chce się podjąć wyzwanie.

Ok. czterech złoty dziennie- za taką sumę prawie 1,5 miliarda ludzi na całym świecie utrzymuje się przez okrągły rok.  Bank Światowy obliczył, że 1 funt dziennie (albo 1,5 dolara amerykańskiego, 2 dolary auystralijskie), to granica poniżej której zaczynamy mówić o skrajnym ubóstwie. Stąd nazwa projektu ”Live below the line”- ”żyj pod kreską”.  

 Akcja prowadzona jest równolegle w Australii, Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii, ale na stronie znajdziecie wskazówki, jak można ją zorganizować gdziekolwiek chcecie- jak stać się leaderem akcji w szkole, w miejscu pracy, na osiedlu, w grupie przyjaciół.

Na stronie, wokół kampanii,  zawiązała się też mała społeczność online: ludzie piszą blogi, zamieszczają przepisy na tanie posiłki, dzielą się radami, refleksjami i informacjami.

Ambasadorem akcji został najprzystojniejszy produkt eksportowy Australii - Hugh Jackman.

A tutaj dziennikarz Guardiana, Patrick Kingsley, opisuje, jak przeżył 5 dni za 5 funtów: http://www.guardian.co.uk/lifeandstyle/2011/apr/28/food-and-drink-poverty

Daje do myślenia.

14:02, jucatuitam
Link Komentarze (5) »
wtorek, 19 kwietnia 2011
wstydliwe słowo na "w"

Najpierw myślisz, że to ślad po herbacie. Po winie może. A może po farbie drukarskiej z gazety, na której przed chwilą przysnęłaś. Myjesz, potem szorujesz i nic. Dalej jest. Przyglądasz się bliżej i zaczynasz widzieć rząd ciemnych, brzydkich włosków nad górną wargą. A w zasadzie nie rząd, kilka rzędów, całą salę kinową! I zanim się obejrzysz, staje się on twoją obsesją. Widzisz go w każdym swoim odbiciu, w windzie w pracy, w witrynach sklepowych, w szybie w autobusie. Co gorsza, zobaczyłaś go dzisiaj w stylowych ciemnych okularach przystojnego faceta, który na ciebie spojrzał i bardzo szybko odwrócił wzrok. I zaczynasz dręczyć się, że to coś jest pierwszą rzeczą, którą widzą inni, kiedy z tobą rozmawiają. Więc spuszczasz głowę, albo majdrujesz przy twarzy ręką tak, żeby go zasłonić, albo coś jesz lub pijesz, najlepiej jakiś duży gabaryt. Ale to przecież, skończona idiotko, jeszcze bardziej zwraca na niego uwagę. Bo nie dość, że go masz, to jeszcze zachowujesz się dziwnie. Wchodzisz do netu i przekonujesz się, że masz rację. Google ci mówi, że źle o nim piszą: wstydliwy, uporczywy, szpecący, niekobiecy, nieestetyczny, zmora po prostu. I radzą ci, jak się go pozbyć. A ty się boisz, że cokolwiek zrobisz, za kilka dni on będzie jeszcze większy i mocniejszy, zachęcony do wzrostu przez męską golarkę. Na przykład.

WĄSIK.

Moja aktualna obsesja. I nie pociesza, że wielkie kobiety tego świata nosiły go z dumą. Oj, nie pociesza.

Jeśli chodzi o poziomy prywatności w sieci, to jest chyba poziom czwarty. Ostatni. To przez tę wiosnę.

Siostrom z wąsami mówię "dobrej nocy".

21:33, jucatuitam
Link Komentarze (8) »
dziewczyny lubią mięso

Równolegle do technologicznego pędu rozwija się trend w kierunku przeciwnym. Chyba taki znak naszych czasów- na cokolwiek by nie wskazać, może być trendem. Jeśli nie dziś, to jutro, najdalej pojutrze. Ten kierunek przeciwny to taki ”powrót do przeszłości”: moda na ubrania i wnętrza w stylu vintage i retro jest już od paru ładnych lat. Na przetwarzanie, przerabianie i wykorzystywanie starych przedmiotów oraz materiałów również. W podobnym duchu następuje powoli reaktywacja starych zawodów. W Stanach, Australii powstaje coraz więcej takich miejsc. Małych, rodzinnych zakładów: szewc, krawiec, optyk, tapicer, retro fryzjer zamiast ”stylisty fryzur”.

Branżowy magazyn F5 (www.fpięć.pl), który wydaje kwartalnik na temat najnowszych trendów wymienia powrót do starych profesji jako jeden z najważniejszych w najbliższym czasie. ”Przyczyny są dwie” piszą autorzy ”Z jednej strony, rośnie zapotrzebowanie na unikatowe produkty, których wytworzenie wymaga kunsztu. Z drugiej, ludzie poczuli potrzebę poznawania i uczenia się procesu tworzenia.” Dzięki F5 dowiedziałam się o istnieniu dwóch rzeźniczek z Los Angeles, które założyły sklep z organicznym mięsem najlepszej jakości, sprowadzanym od lokalnych farmerów (www.lindyandgrundy.com). Erika Nakamura i Amelia Posada poznały się w Nowym Jorku, gdzie obie były zaangażowane w różne programy charytatywne dla lokalnej społeczności. Amelia studiowała dziennikarstwo i zajmowała się florystyką, Erika, która sztuki gotowania uczyła się praktycznie od dziecka, pracowała w kilku topowych nowojorskich restauracjach, jako szef kuchni. Co ciekawe, obie panie przez lata były wegetariankami. W zeszłym roku przeprowadziły się do Los Angeles, po drodze biorąc ślub w Connecticut. Obie sprzeciwiają się współczesnym technikom obróbki mięsa, chcą zhumanizować fach rzeźniczy i przywrócić dawne techinki masarskie. Twierdzą, że rzeźnictwo to ich pasja i chcą zarażać nim innych. W planach mają otwarcie szkoły.

10:34, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 kwietnia 2011
Media? Trendy proszę

 

W czwartek, 14 kwietnia w Multikinie, w Złotych Tarasach, w Warszawie odbyła się konferencja Media Trendy, zorganizowana przez Stowarzyszenie Komunikacji Marketingowej (SAR), na której udało mi się być. (gdzie dowiedziałam się m.in. o tym, że już nikt nie czyta długich zdań...).

Dyskutowano o przyszłości mediów, o postępującej cyfryzacji telewizji, prasy i radia, o „trendach”, „srendach” oraz o tym, czy po „fejsbuku” jest miejsce na kolejny przełom o takiej sile rażenia.  Dziwnie się tam czułam, robiąc notatki długopisem w zeszycie. Gdybym „googlowała” na swoim najnowszym tablecie słowa: „długopis” oraz „zeszyt”, czułabym się bardziej na miejscu. Przy okazji, słowo „papier” przynajmniej na sesjach, w których ja uczestniczyłam, nie padło chyba ani razu. Jeśli rozmawiano o prasie w ogóle, to tylko w kontekście iPada, Internetu i smartfonów. Bardzo często natomiast pojawiały się takie słowa, jak:

„kontent” ( a nawet „szerowanie kontentem”, czyli po polsku: „dzielenie się treścią”), „konwergencja”„monetyzacja”, „bazłordy” (od „buzzwords”), „striming”, „dałnolołding” oraz „chmura”, bo podobno dzisiaj już nie warto mówić o sieci, ani o logowaniu się do niej. Dzisiaj,  Internet jest wszędzie. Jest właśnie „chmurą”, która nas otacza, a my jesteśmy w niej zawieszeni (i nie widzimy niczego poza nią- to już moja interpretacja). Na tej konferencji nie dyskutowano o podziałach na życie wirtualne i realne, bo to podobno anachroniczny podział. Życie jest jedno. Ma na imię… „Facebook”.I to on był leitmotiwem tego spotkania.

To było fascynujące doświadczenie. Miałam wrażenie, jakbym przeniosła się do roku 2031. Szybko jednak dotarło do mnie,  że nadal mamy rok 2011. To wszystko, o czym mowa dzieje się naprawdę i tylko ja, z tym swoim śmiesznym długopisem i kartką tkwię wciąż w roku 1993. „Papier” naprawdę się kończy. Prasa, jaką znamy się kończy, a „facebook” nieodwracalnie zmienił sposób komunikowania się.  Ta cała dyskusja o przyszłości tak naprawdę dotyczy teraźniejszości, bo przyszłość przy obecnym tempie rozwoju technologii, dzieje się właśnie w tej chwili. Jednym słowem- cokolwiek robisz, już jesteś spóźniony. To było jedna z wielu bolesnych refleksji tego dnia.

Ciekawie skomentował sześć najważniejszych wydarzeń w mediach i reklamie (m.in. pojawienie się iPada, telewizję 3D, VOD (video on demand) - Jarosław Gugała z Polsatu. Mówił rzeczy niepopularne, za co zbierał brawa. Oklaskiwano go m.in. za stwierdzenie, że „iPad” żadnym przełomem nie jest oraz, że telewizja 3D to „kompletny bezsens”, bo obraz na ekranie telewizora wygląda jak „trójwymiarowa pocztówka z lat 70tych”. Szymon Gutkowski z DDB był zdania, że odbiorcy będą mieli na media coraz większy wpływ, przez to , że stają się one coraz bardziej interaktywne. Będziemy wybierać, co chcemy oglądać, kiedy chcemy i na jakim nośniku chcemy to oglądać, a media będą musiały się temu podporządkować ( tę myśl usłyszałam tego dnia z paru innych ust, więc uznałam to za pewną środowiskową "oczywistość"). Gugała oczywiście się z tym nie zgodził. Według niego ludzi samodzielnie myślących jest coraz mniej, za to tych, którzy są manipulowani m.in. przez reklamę i media, coraz więcej. I tutaj, a jakże, gromkie brawa.

Bardzo ciekawe było wystąpienie Jacka Czynajtisa i Pawła Patkowskiego, którzy przedstawili , powołując się na szereg danych i badań, swoją listę „trendów” i „owędów”, wskazując kierunki, którymi należy podążać i te, z których trzeba szybko zawrócić. Mówili o tym, że w zalewającym nas szumie informacyjnym, w tym tzw. internetowym „śmietniku”, będziemy coraz częściej poszukiwać sprawdzonych informacji oraz ekspertów w swoich dziedzinach. W związku z tym będzie coraz większe parcie na to, żeby „odanonimizować” Internet. Czyli już nie „Słoneczko76”, ani „Gwiazdkaznieba”, ani nawet „Basia Kowalska”, tylko jeśli chcemy być wiarygodni, będziemy musieli w Internecie występować pod swoim imieniem i nazwiskiem. Jak twierdzi Mark Zuckerberg „anonimowość dzisiaj już nikomu się nie opłaca”. I trzeba go słuchać, chociaż akuart wiadomo dlaczego jemu opłaca się najmniej.

Czynajtis z Patkowskim potwierdzili, że Internet niedługo będzie już wszędzie- rozwinie się rynek smartofnów, iPadów, może innych mobilnych urządzeń. Za 10 lat każde z mediów będzie musiało funkcjonować w Internecie. Nadchodzi również era „zintegrowanego przekazu”, co już się dzieje w przypadku młodszego pokolenia, które powoli przestaje odróżniać pomiędzy tekstem, dźwiękiem a obrazem, konsumując je równolegle i w zasadzie bez przerwy.

A którędy nie iść? „82% ludzi mówi nie płatnemu konwentowi” powiedzieli prelegenci. Ludzie w sieci chcą mieć wszystko za darmo. A jeśli trzeba będzie płacić, to większość z nich przeniesie się gdzie indziej. Co jeszcze zaliczane jest w poczet „srędów”? Kupowanie fanów na facebooku, czytniki, bo są zbyt ubogie w funkcje, nachalna reklama w Internecie- trzeba będzie tak nad nią popracować, żeby była bardziej "inteligentna" i "przyjazna".

Bardzo gorąca była dyskusja pt.”Co po facebooku?” O współczesnym obrazie Internetu i kierunkach rozwoju. O nowych narzędziach i serwisach, które się pojawiają oraz o nowych możliwościach dotarcia do reklamodawców.  Na kluczowe pytanie Michał Wolniak z Heureki powiedział wprost: „Nie będzie żadnego po”. Facebook stworzył nowy styl komunikacji, który będzie ewoluował, być może nawet stanie się on synonimem Internetu. Ku pokrzepieniu serc, Wolniak zdementował plotkę, że Zuckerberg, który dąży do tego, żeby Facebooku zawładnął światem (bo pewna dziewczyna złamała mu serce, jak wiemy), planuje wczepianie noworodkom czipów z aplikacjami na fejbuka. Co mogę powiedzieć, poza jednym wielkim: Ufff. Chociaż to pewnie i tak tylko kwestia czasu. Wolniak mówił też o zmieniającym się znaczeniu pojęcia „prywatności”, o tym, że każda sieć znajomych, którzy wymieniają się rozmaitymi treściami na FB stała się „małą platformą mediową” oraz przyznał, chyba najbardziej rozważnie ze wszystkich prelegentów, że „jedyne, czego możemy się spodziewać na pewno to stałość zmian”, co znaczy mniej więcej tyle, że niewiadomo, co nas czeka, ale na pewno COŚ. Dyskutowano również o tym, czy 250 tysięcy fanów na FB przekłada się na realne pieniądze (niekoniecznie), komu opłaca się mieć tam konto( czy na przykład małemu zakładowi fryzjerskiemu na prowincji?), oraz czy można, dzięki FB wygrać wybory ( można).

Na panelu „Decyzja jest rodzaju żeńskiego. Dlaczego warto kierować komunikację bezpośrednio do kobiet” dowiedziałam się m.in. , że w Stanach jakieś 85% decyzji konsumenckich jest podejmowanych przez kobiety, w dziedzinach które do tej pory były zarezerwowane głównie dla mężczyzn również. Katarzyna Pawlikowska z „Garden of Words” stwierdziła, że w ogóle marketing jest dzisiaj rodzaju żeńskiego i często wykorzystuje kobiece kody komunikacji (emocje, dialog, zaangażowanie-swoją drogą, czy to przypadkiem nie stereotypy?).  Najciekawsze i nieoczywiste były spostrzeżenia Doroty Żurkowskiej-Bytner, która powiedziała, że kobiety mają tendencję do odrzucania produktów, które są skierowane tylko do nich, nie chcą być zamykane w tzw. „różowym getcie”. Anna Sakowicz z Mindshare Polska dodała, że producenci coraz częściej w swoich badaniach bardziej interesują takimi kategoriami, jak styl  życia, zainteresowania, zachowanie niż płeć. Płeć coraz częściej staje się czynnikiem nieistotnym. Tak w reklamie, jak i w życiu, chciałoby się powiedzieć.

Cała ta konferencja dała mi do myślenia nt. przyszłości i sensowności prasy, kobiecej również. Może, jest rzeczywiście tak, jak mówiła Mia Freedman, australijska dziennikarka, z którą rozmawiałam z zeszłym roku- prasa , jaką znamy się kończy, a co za tym idzie, prasa kobieca również? Pewnie to nie jest kwestia następnych trzech lat, ale może czterech, pięciu, a może dziesięciu, kto wie. Wydaje się, że jest to raczej kierunek, którego nie da się odwrócić. Mnie to jakoś smuci, bo lubię i swój papier i swój długopis i zapach farby drukarskiej. „Różowe getto” też jakoś tam lubię. Więcej w tym wszystkim dla mnie uroku. Znacznie więcej niż w najnowszych technologicznych gadżetach i aplikacjach na iPhona.

Jeśli sama miałabym prognozować, to myślę, że papier jednak zostanie. Ale stanie się dobrem luksusowym. Ludzie będą kupować drogie, pięknie wydane magazyny w limitowanej serii. Najchętniej takie, które będzie trudno zdobyć, np. dla członków jakiegoś elitarnego klubu, który nie posiada swojego konta na fejsbuku, ani strony internetowej. 

Więcej o tym, co się działo na Media Trendach, przeczytacie tu: www.mediatrendy.pl. Oraz, z pewnością, w bardzo wielu miejscach w chmurze. 

23:03, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
środa, 13 kwietnia 2011
z serii: chcę to mieć

Oryginalny model z lat pięćdziesiątych. W doskonałym stanie. Na ebayu w graniach 400, 500$. Auć! Ale czy nie jest piękny? Można mieć go w komplecie z trójkolorową taśmą i w trakcie pisania zmieniać kolor czcionki z czarnej, na czerwoną lub różową. A jaki wydaje ładny dźwięk. Pamiętam go z dzieciństwa. Mieliśmy maszynę do pisania w domu. Ciężką, głośną, z bardzo brudzącą taśmą.  Pamiętam, że jeszcze nawet na studiach pisałam na nie swoje prace- pełne przekreślonych błędów. Wydawałoby się, że to tak niedawno było, a  przecież w porównaniu z najnowszych modelem notebooka i innych akcesoriów, to lata świetle temu. No i sami zobaczcie, co ładniejsze?

Royale produkowała amerykańska firma Royal Typewriter Company od 1904 do 1970r. Potem firma kilkakrotnie zmieniała właścicieli. Teraz chyba przejęła ją marka Olivetti. Myślałam, że maszyn do pisania już się nie produkuje. Ale są, owszem, chociaż oczywiście elektryczne. Tutaj kilka smutnych Royali w erze komputerów: https://www.royalsupplies.com/templates/searchnf.cfm?zq=21615091&rowstart=1&whichord=7383433&wherefrom=PICTURE&special=R&class=N&nextrow=!&prevrow=ZZZZZZ&nextprev=0&globaldesc=na&subclass=ALL&subname=ALL&department=TYP&checkcookie=YES&uas=N

14:19, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 kwietnia 2011
wiosna w kulturze

Kwiecień i już wysypał się worek z festiwalami. Przydałaby się zdolność bilokacji. A nawet trilokacji.

Już w najbliższy weekend w Warszawie, w kinie Iluzjon rusza 9. Święto Niemego Kina (http://www.fn.org.pl/page/index.php?str=692) z muzyką na żywo. A na nim m.in. pokaz zrekonstruowanej i zremasteryzowanej kopii słynnego Nosferatu, do którego muzykę skomponował Rafał Rozmus. W programie także dwa filmy z Polą Negri, odnaleziony w Wlk.Brytanii Żółty paszport z 1917r., kręcony w Warszawie oraz Bestia-jedyny zachowany polski film z Negri. W cyklu Daleko od Europy zostaną pokazane nieme filmy m.in. z Japonii i Australii. I na te cieszę się najbardziej.

Polski Festiwal Reklamy (www.festiwalreklamy.pl) już został otwarty. W tym roku wygląda bardzo ciekawie. Ta edycja poświęcona jest  reklamie, którą traktuje się jako narzędzie do społecznej zmiany. W programie min. wystawa zdjęć Annie Leibovitz (wernisaż 15.04, zdjęcia będą zawieszone na ogrodzeniu Ogrodu Botanicznego. Co prawda na facebooku 11,5 tysiąca ludzi zadeklarowało swoją obecność, więc nie wiem, co się będzie tam działo).  A 20.04, w CSW, zostanie otwarta wystawa międzynarodowych i polskich kampanii społecznych Nielekko/Niełatwo/Nieprzyjemnie, na której będzie można obejrzeć m.in. zdjęcia Oliviero Toscaniego (najbardziej znanego z kampanii dla Benettona). Jeśli reklama społeczna w ogóle Was interesuje, to zajrzyjcie koniecznie do programu na stronie festiwalu, bo dzieje się dużo i ciekawie.

A już za chwilę, bo 6 maja rozpoczyna się mój osobisty numer jeden wśród festiwali- Planete Doc. (www.planetedocff.pl). Kibicuję mu od samego początku i z przyjemnością obserwuję, jak w ciągu ośmiu lat z małego, niszowego festiwalu przeistoczył się w festiwal z europejską renomą.  Wśród wielu atrakcji tegorocznej edycji: pokaz najnowszego filmu Herzoga Jaskinia zapomnianych snów, dokument o Chodorkowskim, który był sensacją tegorocznego Berlinale, oraz laureat Oskara za dokument w tym roku, czyli Inside Job Charlesa Fergusona, o przyczynach światowego kryzysu, a także nowa sekcja cross-gatunkowa LSD (Love, Sex and Dreams), w ramach której zostaną pokazane najbardziej kontrowersyjne filmy z ostatnich lat, pokazujące życie bohemy i świat mniejszości seksualnych (m.in. porno-horror Orgia śmierci na podstawie kultowego Eda Wooda) Ci, którzy nie dotrą na festiwal, będą mogli obejrzeć część wybranych filmów za darmo w internecie na www.iplex.pl,

A do tego jeszcze dwa festiwale fotografii: w Łodzi (www.fotofestiwal.com) i w Krakowie (www.photomonth.com). A potem Heineken, Era Horyzonty, OFF Festiwal. Poza zdolnością do bilokacji, przydałby się teleport...

 

14:16, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 kwietnia 2011
niedokończone

Zafundowałam sobie kulturalny weekend. Najpierw była mała, wielka "Książka" Mikołaja Łozińskiego. (http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka.php?ID=2202). Nawet nie wiem kiedy zdołałam ją przeczytać. Trochę w metrze, trochę w drodze do metra, najwięcej chyba próbując obejrzeć pokaz kolejnego filmu, który traktuje o wydarzeniach spod Krzyża. Płakałam jak bóbr. I nawet nie umiem powiedzieć, dlaczego.

A na "deser" byl "Niedokończony film" Yael Hersonski. http://www.againstgravity.pl/niedokonczony_film

I myślę sobie, że żałoba ma największą wartość, kiedy przeżywa się ją prywatnie.

Myślę też, że wszelkie próby rewizji przeszłości, dociekania "jak naprawdę było" najwięcej mówią o tych, którzy tej prawdy szukają.

I jeszcze myślę o tych wszystkich żałobach, które przeżywamy po ludziach, którzy wcale nie odeszli na zawsze, ale zniknęli z naszego życia. Bo tak sami chcieliśmy, bo tak się ułożyło, bo oni tak wybrali.One być może wcale nie są mniej ważne.

21:21, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 kwietnia 2011
reklama nie taka oczywista

Fascynują mnie ostatnio alternatywne techniki docierania do klienta, a to za sprawą pewnej bardzo ciekawej osoby, z którą niedługo będę m.in. na ten temat rozmawiać. Niestety, nic więcej w chwili obecnej nie mogę zdradzić. Reklamy rozumianej tradycyjnie prawie nikt nie lubi, a przynajmniej głośno się do tego nie przyznaje, bo ”reklama ogłupia, wciska kit, manipuluje itd.” Ale reklama to nie tylko spoty w telewizji, ulotki, plakaty i outdoor. To także 'ambient', 'grywalizacja', 'marketing partyzancki' i 'szeptany'. Piękne nazwy, prawda?:-) Przyznam się, że nic na ten temat nie wiem, ale z chęcią się dowiaduje. I tak, jak reklamy oczywiście nie lubię;-) tak te niestandardowe formy komunikacji to są naprawdę ciekawe rzeczy- od strony psychologicznej i społecznej też.

Agencja DDB z Auckland w Nowej Zelandii wymyśliła taką kampanię reklamową dla marki odzieżowej Superette (http://www.superette.co.nz/). Na ławkach w parku, na przystankach autobusowych, na siedziskach w domach towarowych zamontowano panele z wypukłymi literami, które odciskają się na udach. Taki reklamowy odcisk trzyma się na skórze przez jakąś godzinę, no i na pewno przyciąga uwagę. A o to przecież chodzi. Dla mnie to super pomysł. Takich zaskakujących pomysłów na alternatywną reklamę jest całe zatrzęsienie. Przyjemnie się to ogląda.

 

12:28, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 kwietnia 2011
instruktażowa pierś z włóczki

Pani Carol Charles Dunn, 91-letnia mieszkanka Birmingham należy do kółka gospodyń, które raz w miesiącu spotyka się przy kaplicy Falcon Lodge, żeby szydełkować i robić na drutach. Do tej pory panie robiły miękkie ubranka dla wcześniaków, a od niedawna zajęły się produkcją włóczkowych piersi różnych kształtów i rozmiarów. Te piersi to instruktażowe pomoce, które mają służyć położnym do prowadzenia zajęć na temat laktacji i karmienia w szkołach rodzenia.

Urocze, prawda?

Niniejszym chciałam serdecznie pozdrowić naszą redakcyjną koleżankę Karolinę Domagalską, autorkę bloga nadwojebabkawrozyla.blox.pl, która kocha wszystko, co z włóczki i kolekcjonuje zdjęcia najbardziej obciachowych swetrów świata:-)

informację znalazłam przez Observera. Całość tutaj: http://www.thisissuttoncoldfield.co.uk/news/Coral-s-knitted-nipples-help-mums-learn-breast-best/article-3291392-detail/article.html

15:54, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
papierowa głowa konia

Anna-Wili Highfield jest artystką z Sydney, która robi rzeźby zwierząt z bawełnianego papieru i miedzianego drutu. Skończyła tamtejszy wydział ASP, przez dwa lata pracowała w Operze jako scenograf i kostiumolog. W zeszłym roku jej papierowego Pegaza kupił dom mody Hermes do swojego nowego salonu w Brisbane. Większa część jej kolekcji trafia w prywatne ręce kolekcjonerów w Sydney, Melbourne, Paryżu i Nowym Jorku. Zobaczcie sami jak wyglądają te myśliwskiej trofea w wersji wegetariańskiej;-) Mnie się podobają. 

Więcej o artystce tutaj: http://www.annawilihighfield.com/cgi1/index_Final.cgi

12:13, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2