RSS
wtorek, 31 maja 2011
z cyklu: przyszło do redakcji

Przychodzę rano do pracy i co mam na biurku: gazety z zeszłego tygodnia (nieprzeczytane, moje); pewien dwutygodnik, z relacją z podróży do Australii pewnego znanego polskiego aktora (od moich drogich koleżanek w prezencie) oraz pewną ulotkę reklamowę. Zwykle wyrzucam je do kosza, rzuciwszy uprzednio okiem. A tę, nie dość, że dokładnie obejrzałam, to jeszcze nawet przeczytałam. Dwukrotnie. Czyli, niestety, chwyciła. Znaczy-dobra jest.

Na ulotce jest zdjęcie nagiego (dobrze zbudowanego mężczyzny). Na wysokości ust jest pasek z hasłem : "Nawiąż kontakt". OK. Schodzę niżej. Na wysokości klatki piersiowej kolejny pasek z napisem "Utrzymaj zainteresowanie". OK. Niżej. Najbardziej newralgiczne miejsce zakryte jest paskiem, do którego przyczepione jest małe pudełko z pendrivem w środku. I kolejne hasło: "Pełna gotowość na każdym froncie". Te fronty to jak rozumiem- usta, piersi/pachy i penis. O jaką gotowość chodzi?

Wyjaśnienie jest na drugiej stronie. Tu, zaskakująco jest zdjęcie drzewka bonsai, a pod spodem tekst:

"Pewien mężczyzna powiedział: kto jest ogolony, ten nigdy nie śpi sam." W Europie Zachodniej mężczyźni stylizują zarost oraz golą swoje ciało...ale czy polscy mężczyźni również TO robią? Sprawdziliśmy."

A dalej zaproszenie na konferencję prasową z udziałem tej i tej gwiazdy tu i tu.

I wiadomo już o jaki zarost i GDZIE chodzi.

"Zastanawiasz się co z tym wszystkim ma wspólnego drzewko bonsai? Koniecznie obejrzyj film na pendrive"- zachęca producent. No zastanawiam się, więc oglądam, chociaż nie wiem, czy wypada w pracy i przy świetle dziennym.

Bonsai okazuje się ma tyle wspólnego z TYM, że też je trzeba strzyc. Taka "sympatyczna" metafora, w stylu: "zadbaj o swojego bonsai, hi, hi, ha, ha". Przez to strzyżenie nie tylko lepiej wygląda, ale też optycznie się WYDŁUŻA. Ha, i tu mamy może jakże proste rozwiązanie na prawdziwe bolączki niektórych mężczyzn- wystarczy się ogolić. TAM. I już.

Niby zabawnie, i z jajem , ekhm, a jednak-zrobiło mi się jakoś smutno.

Bo my już to przerabiałyśmy na wiele sposobów, i nadal przerabiamy: te wszystkie świnki pod pachami, bezwstydne zarośnięte kończyny, które trzeba koniecznie wydepilować, zmarchy , które trzeba wypełnić botoksem, obrzydliwy cellulit, który należy natychmiast zlikwidować, itd.itp. Czy teraz przyszła pora, żeby rozprawić się z męskim ciałem? Panowie, w Europie Zachodniej już TO robią, trzeba się pospieszyć! A poza tym-jeśli chcecie mieć z kim spać-to koniecznie się ogólcie, najlepiej wszędzie, na wszelki wypadek kupcie sobie bonsai i też je przytnijcie, jeśli macie psa lub kota-pójdźcie za ciosem, a szczęście na pewno się do was uśmiechnie. A jeśli nie, to przynajmniej OPTYCZNIE -będzie...lepiej.

PS. Tak, chętnie poczytam komentarze sugerujące, że "harcerce znowu się chce płakać nad losem dzisiejszego świata, zapłaczmy zatem nad nią".

20:53, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 maja 2011
Zielona Cate

Od wczoraj, w Australii- wojna. O Cate Blanchett. A w zasadzie- o podatek od emisji dwutlenku węgla, do którego przymierza się obecny rząd. Blanchett, która od lat zaangażowana jest w ruch pro-ekologiczny i chętnie bierze udział w kampaniach społecznych poświęconych ekologii, wystąpiła w reklamie telewizyjnej (wyprodukowanej przez dziewięć organizacji pozarządowych, w tym- Greenpeace, WWF), która ma nakłonić przeciętnego Australijczyka do głosowania "za" podatkiem od emisji dwutlenku węgla.

Oszacowano, że dla przeciętnej rodziny będzie on wynosił ok. 900$ rocznie. Dla niektórych to bardzo dużo. Dla opozycji, która uważa temat zmian klimatycznych za rozdmuchany, o wiele za dużo. Australijczycy już nie raz wyszli z tego powodu na ulicę, mówiąc ”nie” dla kolejnego podatku.

Od wczoraj, Blanchett stała się obiektem ataków prawicy, prasy i wszystkich tych, którzy uważają, że aktorka (warta 53 miliony dolarów) nie ma prawa nakłaniać zwykłych ludzi do takich wydatków, nawet w słusznej sprawie. ”Jak ktoś, kto pół roku spędza w Hollywood, a drugie pół w ekskluzywnej rezydencji w jednej z najbardziej prestiżowych dzielnic Sydney może mieć pojęcie, z jakim obciążeniem wiąże się wprowadzenie podatku od emisji dwutlenku węgla- argumentuje pokrętnie opozycja. Według nich Blanchett  "nie wie o czym mówi", "jest oderwana od rzeczywistości", "konsumuje tyle energii, co kilka rodzin razem wziętych", itd. W jej obronie stanęło 150 znanych Australijczyków, którzy podpisali list poparcia w jej sprawie. Znany aktor Michael Caton, który wystąpił w tej samej reklamie, potępił nagonkę na Blanchett, a argumenty uznał za poniżej pasa.

Tutaj reklama, która wywołała tę burzę (trwa 30 sekund!)

http://www.youtube.com/watch?v=eprah6RNab4

Bardzo ciekawa i żywiołowa jest ta dyskusja-dzieje się na forach. Powracają pytania o to, czy celebryci mają prawo do zabierania głosu w kampaniach społecznych, o ich wiarygodność, o to na ile ich zaangażowanie jest szczere, a na ile to część PR-u. Czy George Clooney ma prawo informować opinię publiczną o ludobójstwie w Darfurze? Czy Chris Martin, wokalista Coldplay może być twarzą kampanii na rzecz Sprawiedliwego Handlu na świecie? Czy Miranda Kerr może promować karmienie piersią? A Bono, a Sting, a reszta? Czy można im wierzyć?

23:07, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 maja 2011
Warta 10 miliardów

 

Australijski magazyn BRW (www.brw.com.au) opublikował po raz 28. z rzędu listę najbogatszych Australijczyków. Pierwszy raz w historii rankingu na pierwszym miejscu znalazła się kobieta- Gina Rinehart, kierująca firmą Hancock, która wydobywa rudę żelaza w zachodniej Australii. Rinehart odziedziczyła firmę po śmierci ojca w 1992 i uratowała ją z zapaści, tocząc przez kilkanaście lat krwawą, sądową batalię o spadek, z drugą żoną ojca, o której rozpisywały się australijskiej gazety. Dzisiaj jej majątek wyceniany jest na ponad 10 miliardów dolarów autralijskich. W ostatnim roku, Reinhart podwoiła go, inwestując m.in. w media.

16:02, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
Doktoracie, wróć

Wczoraj siedemdziesiąte urodziny obchodził Bob Dylan. W związku z tym, na całym świecie, odbyły się różnej maści uroczytości.

 Uniwersytet w Bristolu, w Anglii potraktował sprawę poważnie i zorganizował konferencję naukową pt.: ”Siedem wieków Boba Dylana”. Z całego kraju, z najbardziej prestiżowych uniwersytetów (m.in. z Leeds, Cardiff, Londynu, Dundee) zjechali się profesorowie, żeby cały dzień poświęcić na dyskusje na temat Dylana i jego twórczości. Prof. Aidan Day z Dundee, cały ubrany na czarno, wygłosił wykład pt.:”Wyobraźnia i  kreacja u Dylana: Człowiek w długim czarnym płaczczu.” porównując podmiot liryczny do Szatana, prof. Danny Karlin udowadniał, że Dylan wcale nie był poetą, tylko bardem, a Dr. Richard Brown wyjaśniał, co ma na myśli, mówiąc: dylaneska i dylenium. Craig Savage z Bristolu, który uważa Dylana za poetę porównywał jego twórczość z twórczością Whitmana, w oparciu o wątek wojny secesyjnej.

 Szczegóły konferencji znajdziecie tutaj: http://dylan-at-seventy.weebly.com/index.html

 A mnie, przy okazji, przypomniały się świetne książki brytyjskiego pisarza Davida Lodge’a ( tego od ‘Małego Świata’, ‘Zamiany’, ‘Terapii’) , których fabuła toczy się w środowisku uniwersyteckim oraz moje własne przygody na tzw. Akademii. I myślę sobie, z dzisiejszej perspektywy,  że to było jednak dość beztroskie miejsce (przy całej powadze związanej z pisaniem doktoratu). My wszyscy, jak najbardziej serio traktowaliśmy swoje tematy: poświęcaliśmy im cały swój czas, zaangażowanie, i nieważne, czy ktoś zajmował się ‘wątkiem czarnego płaszcza w poezji pewnego rockmana’, czy ‘wątkami żydowskimi w literaturze południowych Indii’, był tak samo przejęty. Ale myślę też, że wtedy życie jako takie toczyło się jednak gdzieś obok, za tymi starymi, ciężkimi drzwiami do biblioteki. Czasem tęsknię za tym, że móc przeanalizować wątek np. ‘maszyny do pisania w twórczości amerykańskich pisarzy z międzywojnia.' i marzę o tym, żeby prozą mojego życia zajął się ktoś inny.

11:55, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 maja 2011
najlepszy krem na świecie

Jest za darmo.

Nie wiem kto jest autorem tego pomysłu i czy to kampania społeczna, czy niezależny projekt. Znalazłam go na stronie www.coolhunter.net, która jest kopalnią pomysłów.

Madonna i krem, który czyni cuda, czyli Adobe Photoshop...

16:30, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 maja 2011
sukienka z bakterii

Suzanne Lee odkryłam, kiedy kolejny raz utknęłam na stronie www.ted.com, oglądając najciekawsze wykłady świata. Lee opowiadała tam o swoim fascynującym projekcie BioCouture, czyli o hodowaniu materiału z ...zielonej herbaty, cukru i garstki bakterii, z których po kilku tygodniach tworzy się organiczny materiał (cały wykład tutaj: http://www.ted.com/talks/suzanne_lee_grow_your_own_clothes.html).

Lee "szyje" z niego bluzki, kurtki, kimona, a w zasadzie rzeźbi je, kiedy materiał jest jeszcze mokry i plastyczny. Jedyny minus jest taki, że materiał nie jest wodoodporny i rozkłada się pod wpływem np. potu. W projekt zaangażowani są biolodzy i naukowcy z innych dziedzin, którzy szukają sposobów na stworzenie materiałów przyszłości, które byłyby ekologiczne, organicze i supertanie. Naukowcom z BioCouture marzy się samochód, a nawet dom wyhodowany przez bakterie. Co wy na to?:-)

Suzanne Lee jest projektantką, wykłada na Central Saint Martins College w Londynie, od niedawna jest członkinią TED i o swoim projekcie opowiada, jeżdżąc po świecie. Aktualnie część jej kolekcji można obejrzeć na żywo w Muzeum Nauki w Londynie.

Tutaj prowadzi swojego bloga: http://biocouture.posterous.com/

A tak wyglądają ubrania z bakterii zamoczonych w zielonej herbacie

22:34, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
terror jadu kiełbasianego

W sobotę, w Los Angeles, w galerii Annenberg Space for Photography (http://www.annenbergspaceforphotography.org/) , w Alei Gwiazd, zostanie otwarta wystawa pt. Beauty Culture, która ma zachęcić do dyskusji na temat zmieniającego się kanonu kobiecego piękna i jego definicji, terroru pop kultury, oraz roli, jaką w tej dyskusji odgrywa fotografia. Na wystawie zostanie pokazanych ok.170 zdjęć ponad setki fotografów. Część z nich to obrazy powszechnie znane i publikowane na łamach najbardziej popularnych magazynów mody, część to kontrowersyjne ilustracje do tematów takich jak np. chirurgia plastyczna, część stanowią fotoreportaże, które opowiadają o presji, jakiej poddawane jest kobiece ciało.

Na wystawie pokazane zostaną również zdjęcia oraz film dokumentalny świetnej, amerykańskiej fotografki- Lauren Greenfield (http://www.laurengreenfield.com/), znanej z poruszających fotoreportaży, m.in. o anoreksji, dojrzewaniu, starości, o kobietach, które nałogowo poddają się operacjom plastycznym. Greenfield w swoim dokumencie rozmawia m.in. z prof. Nancy Etcoff, z Harvard Medical School, autorką książki ”Przeżyją najpiękniejsi” (Survival of the Prettiest), która tłumaczy dlaczego uważamy, że coś jest piękne, oraz jaką rolę odgrywają obrazy medialne w naszym myśleniu o pięknie i jego granicach.

Etcoff w rozmowie z The New York Times, mówi, że w związku z tym, że jesteśmy wręcz zalewani obrazami, i coraz częściej mamy do czynienia ze zdjęciami ludzi na ekranie komputera, w gazetach, w telewizji, niż z realnymi ludźmi, nasz obraz postrzegania ludzi i świata się zmienia. Staje się coraz bardziej odrealniony, sztuczny.

Jak podaje The New York Times, ta wystawa pojawia się w odpowiednim momencie. Niedawno amerykańskie media obiegła wstrząsająca informacja o matce, która wstrzykuje Botox swojej ośmioletniej córce startującej w konkursach piękności. Wcześniej, modelka Crystal Renn została brutalnie zaatakowana przez opinię publiczną za zrzucenie wagi. Franca Sozzani, redaktor naczelna włoskiego Vogue’a podobno stworzyła osobne rubryki mody dla ”puszystych” i dla ”ciemnoskórych”, a francuski Vogue, redagowany gościnnie przez Toma Forda pokazał jakiś czas temu kontrowersyjną sesję mody na kilkuletnich modelkach, stylizowanych na lolitki. Do tego, redakcje na całym świecie, nagminnie korzystają z photoshopa, dzięki któremu gwiazdy na zdjęciach są już coraz mniej rozpoznawalne i coraz częściej upodabinają się do jakiegoś wypreparowanego przez program komputerowy awatara...

fot. Norman Joy

 

 

fot.Erwin Olaf

 

fot. Lauren Greenfield

 

16:40, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 maja 2011
o tym, co ważne

Są takie chwile w życiu, bardzo nieprzyjemne zresztą, kiedy traci się rozeznanie w tym, co najważniejsze, ważne i nieważne, kiedy następuje rozdźwięk pomiędzy tym, co się czuje, a tym co się myśli na temat tego, co czuć się powinno i niewiadomo komu wierzyć: głowie, czy sercu? Warto wtedy posłuchać kogoś mądrego, np. prof. Leszka Kołakowskiego i jego przykazań

Po pierwsze: przyjaciele. A poza tym:

  • Chcieć niezbyt wiele
  • Wyzwolić się z kultu młodości
  • Cieszyć się pięknem
  • Nie dbać o sławę
  • Wyzbyć się pożądliwości
  • Nie mieć pretensji do świata
  • Mierzyć siebie swoją własną miarą
  • Zrozumieć swój świat
  • Nie pouczać
  • Iść na kompromisy ze sobą i światem
  • Godzić się na miernotę życia
  • Nie szukać szczęścia
  • Nie wierzyć w sprawiedliwość świata
  • Z zasady ufać ludziom
  • Nie skarżyć się na życie
  • Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu
11:02, jucatuitam
Link Komentarze (3) »
środa, 11 maja 2011
Brytyjczycy o seksie

 

Dzisiaj wieczorem, w Wielkiej Brytanii, na BBC2, odbędzie się premiera niezwykłego dokumentu animowanego: Wonderland-The Trouble with Love and Sex. Producenci filmu wybrali czwórkę prawdziwych bohaterów: trzydziestolatków- Iana i Mandy, którzy żyją razem, ale nie są już w stanie wytrzymać w jednym pokoju, nie mówiąc o wspólnym łóżku, Dava, który od lat jest samotny i marzy o romantycznej miłości najlepiej z...top-modelką i pięćdziesięcioletniego Iaina, który nie może zrozumieć, dlaczego jego żona nie chce się z nim kochać.

Cała czwórka to pacjenci znanej w Wielkiej Brytanii organizacji Relate, która prowadzi terapię rodzinną, małżeńską i indywidualną w 77 ośrodkach na terenie całego kraju ( w zeszłym roku z jej pomocy skorzystało ok.155 tysięcy Brytyjczyków). Dialogi są prawdziwe i zostały nagrane w gabinecie terapeutycznym, imiona bohaterów zmieniono , a ich tożsamość ukryto, przebierając ich za rysunkowe postaci.

Na początku oglądało mi się to dziwnie, ale wystarczy wsłuchać się w dialogi, a robi się naprawdę ciekawie. Chociaż czasami też zabawnie.

Tutaj fragmenty filmu:

http://www.youtube.com/watch?v=qqTJD9Pb-vg&feature=relmfu

http://www.youtube.com/watch?v=Tfhwtdrt0Ys&feature=relmfu

16:48, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
stuku puku

Ci, którzy śledzą tego bloga wiedzą, że na liście moich prywatnych fetyszy (poza nietypowymi basenami i męskimi zegarkami, ekhm) znalazły się również maszyny do pisania. Środowiskiem maszynomaniaków wstrząsnęła niedawno wiadomość, że ostatnia fabryka maszyn do pisania w Bombaju kończy produkcję i zamierza przekwalifikować się na fabrykę lodówek. Na szczęście Richard Polt, profesor filozofii na Xavier Univeristy w Ohio, kolekcjoner i znawca maszyn do pisania uspokoił mnie, że to jedynie nieprawdziwa plotka, która niestety rozpowszechniania jest również przez poważne media. Polt twierdzi, że takich fabryk na świecie jest jeszcze co najmniej kilka, jeśli nie więcej- m.in. w Chinach i na Taiwanie.

W dzisiejszym Guardianie piękna galeria zdjęć pisarzy i ich maszyn do pisania.

Całość tutaj: http://www.guardian.co.uk/books/gallery/2011/may/11/authors-typewriters-in-pictures

A tutaj kilka zdjęć. O maszynach czytajcie też w tę sobotę w Wysokich Obcasach.

Agatha Christie

Carson McCullers

Ernest Hemingway

William Faulkner

15:50, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2