RSS
środa, 27 lipca 2011
Kaśka Mech w obiektywie

Niektórym udaje się zostać ikoną popkultury jeszcze za życia. Na przykład takiej Kate Moss. Od czego to zależy? Na pewno od wielu rzeczy- na przykład splotu okoliczności, czasu i miejsca, talentu i odpowiednich osób, które podsuwa nam los po drodze. I tego "czegoś", czego za żadne pieniądze kupić nie można. Moss TO ma. 

Jest niewysoka jak na modelkę (170cm), ma charakterystyczny kaczy nos, przerwę między zębami, pałąkowate mogi, a mimo tego zaliczana jest do najpiękniejszych, najseksowniejszych i najbardziej fotogenicznych kobiet świata, która potrafi zmienić się z zabiedzonego dziewczątka w ponętną femme-fatale. Kobieta-kameleon,a przy tym zwykła dziewczyna z Croydon.

Dzisiaj, w wieku 37 lat, w zasadzie mogłaby już przejść na emeryturę, ale wciąż bierze udział w kampaniach i pokazach mody, z niesłabnącym powodzeniem. I nawet skandale z kokainą nie mają wpływu na jej wizerunek. Dowód na to, jak jest silny w publicznej świadomości, albo jak dobrze działa jej PR. Od 1 lipca jest żoną, chwilowo w podroży ślubnej niewiadomo gdzie.

A w Paryżu, w Galerii l'Instant do połowy września można obejrzeć najpiękniejsze portrety Kate Moss w wykonaniu najlepszych światowych fotografów. Oto jak ją widzieli- od 1988 do 2011 roku.

axl fred, 2011

juliette butler

paolo roversi, 1993

ellen von unwerth

mary mccartney

bruce weber

wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony galerii: www.lagaleriedelinstant.com

 

22:38, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 lipca 2011
Mamika ratuje świat

To jest opowieść o miłości wnuczka do babci. I trochę o sztuce.

 Parę lat temu Sasha Goldberger, znany francuski fotograf, dowiedział się, że jego 91-letnia babcia Frederika cierpi na depresję i specjalnie dla niej wymyślił projekt, który miał ją wydobyć z samotności i smutku. Goldberger stworzył postać super-bohaterki Mamiki, która ratuje świat. Ubrał babcię w obcisły, lśniący kostium, założył  jej kask i pelerynę i namówił do pozowania w dziwnych lokalizacjach (np. na dachu wieżowca). Frederika, baronowa z Budapesztu, która w czasie wojny uratowała kilkunastu Żydów, a po wojnie zmuszona została do emigracji do Francji, niechętnie, ale zgodziła się na wariactwa wnuczka.

Przez pięć lat wspólnie stworzyli album niesamowitych zdjęć: ”Mamika, wielka mała babcia”.

Więcej znajdziecie na stronie autora: www.sachabada.com/book

Mamika ma fanów na całym świecie, swoją strone na MySpace. Podobno producenci z Hollywood są zainteresowani ekranizacją jej historii.

Goldberger w wypowiedzi dla Guardiania tłumaczy: ”Myślę, że nasi dziadkowie czekają na jedno: żebyśmy zaprosili ich do większego uczestnictwa w naszym życiu. Sesja zdjęciowa z moją babcią to przyjemność dla całej mojej ekipy, której jest integralną częścią: dzieli się z nami swoimi opowieściami, żartami i poczuciem humoru. To prawda, że dzisiaj Mamika chodzi wolniej, jest bardziej krucha i że czasami kolejny raz musimy wysłuchiwać tej samej historii…ale co z tego? Ona przez lata musiała mnie wspierać, kiedy byłem dzieckiem. Teraz moja kolej.”

A tak wyglada Mamika bez kostiumu i peleryny

 

15:21, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
królewskie menu

Tiffany Jones jest kanadyjską fotografką, która od pięciu lat mieszka w Londynie i specjalizuje się w fotografii ulicznej. O zasadach tego typu fotografii przeczytać możecie tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/Street_photography).

29 kwietnia tego roku, jak wielu innych londyńczyków, Jones znalazła się w tłumie nieoficjalnych gości na ślubie księcia William i Kate Middleton. Oczywiście, z aparatem w ręku. Zaczęła od fotografowania tłumów oraz ”licznych przejawów patriotyzmu w centrum Londynu”, cokolwiek to znaczy. Udało jej się nawet złapać ujęcie samochodu, który wiózł pannę młodą do katedry, ale dopiero w parku St.James dotarło do niej, że wcale nie o królewski ślub w tej całej celebrze chodzi, tylko o zwykłą okazję do świętowania w gronie rodziny, przyjaciół i nowo poznanych znajomych. Każdy wolny skrawek trawy został wykorzystany- St. James stał się jednym wielkim stołem, na którym rozkładano pikniki. Tiffany Jones sfotografowała 93 z nich, dokumentując rozliczne menu i żywieniowe nawyki. Całość złożyła w album, który wydała własnym sumptem w najmniejszym nakładzie świata- w jednym egzemplarzu. 30 z tych zdjęć możecie obejrzeć na stronie: www.tiffanyjones.co.uk

Są równie fascynujące, jak inne podobne w swoim antropologicznym ujęciu, fotograficzne projekty- seria zdjęć zawartości koszyków sklepowych, projekt o śmietnikach, a także zdjęcia ostatnich posiłków, które zamawiają skazani na śmierć, w Stanach. Wszystkie je pamiętam. Nie pamiętam niestety autorów, ale obiecuję poszukać.

 

 

13:05, jucatuitam
Link Komentarze (3) »
środa, 20 lipca 2011
morza szum, ptaków śpiew

Hu, hu...Ale tu się zakurzyło.

Wakacje były. Pogody nie było. Był za to detoks: od prasy, od internetu (poza jednym małym wyjątkiem), od szumu informacyjnego. Zamiast tego- morza szum. Odpoczęłam. I teraz jak o tym myślę,to główną zasługę za ten mój odpoczynek przypisuje odcięciu od informacji. Po powrocie przeczytałam w rozmowie koleżanki z panią psychiatrą (do przeczytania niedługo w Obcasach), że jednym z powodów epidemii depresji jest nie nadążanie za tempem życia i nie radzenie sobie z tą nawałnicą wiadomości. Zwłaszcza w tym zawodzie jest taka presja, żeby być ciągle na bieżąco- dzisiaj to oznacza właściwie ciągłe życie online, z palcem na klawiaturze. Świat przecież zmienia się z minuty na minutę. Trzeba wiedzieć.

Ale jak czowiek się odetnie, to okazuje się, że wcale tak nie jest. Afera podsłuuchowa aferą podsłuchową, Victoria Beckham rodzi czwarte dziecko, nowożeńcy z brytyjskiego królestwa w czasie miesiąca miodowego na Seszelach otrzymują kokos ciekawych kształtów, frank pnie się do góry, kampania się zaczyna. W zasadzie powinno się być w ciągłym stanie drżenia, tylko co z tego?

(a tak na marginesie-ładny ten kokos?)

Morze dalej szumi, jak szumiało. Ludzie się rodzą, żyją, umierają. Słońce wschodzi i zachodzi. Ludzie się spotykają, zakochują, rozstają i znowu -spotykają, zakochują, rozstają. Itd. Jest jednak jakieś pocieszenie w tym, że mimo wszystko, ten świat toczy się we własnym rytmie. Niezmiennie. Nawet, jeśli ktoś próbuje rzucić pianką do golenia w Ruperta Murdocha, i odwołują kolejnego decydenta w telewizji.

At Home- Billa Brysona zaczyna się takim obrazkiem: Bryson z kolegą archeologiem zwiedzają miejscowy cmentarz, który ma ponad tysiąc lat. Jest malutki, bo to mała wioska. Kolega pya Brysona: 'Ile, twoim zdaniem jest tutaj pochowanych ludzi?'. Bryson odpowiada: 'Na oko jakieś 250.' 'A na moje, jakieś 20 tysięcy'. Tyle ludzi przewinęło sie przez tę wioskę na przestrzeni stuleci. To robi wrażenie.

Patrzenie na morze, na cmentarz w starej wiosce, na monumentalne góry jednak nijak się ma do patrzenia w ekran komputera. Odważni ci, którzy umieją bez niego żyć.

Ja nie umiem...

10:11, jucatuitam
Link Komentarze (1) »