RSS
środa, 03 sierpnia 2011
Modan i Keret dla dzieci

Tę notkę dedykuję mojej przyjaciółce - Joannie K., która jest kopalnią wiedzy na temat tego, co w kulturze piszczy, nieocenionym książkowym i muzycznym informatorem i która, jako pierwsza, doniosła mi o tej książeczce.

Kereta przedstawiać nie trzeba. Chciałabym nie musieć też przedstawiać Rutu Modan, ale chyba powinnam...

Modan jest znaną izraelską rysowniczką komiksów, laureatką wielu nagród. W Polsce w zeszłym roku, Kultura Gniewu wydała jej 'Rany Wylotowe' (www.kultura.com.pl). Jest także koleżanką Kereta z Tel Awiwu i jego rówieśniczką (rocznik 1966),a także mamą dwójki dzieci. Lada moment, w Wydawnictwie Nisza,  ma się ukazać wspólna książka dla dzieci Kereta i Modan, pt. Tata ucieka z Cyrkiem.

Książeczka podobno nie spodobała się amerykańskim księgarzom, a raczej potencjalnym czytelniczkom, ale żeby coś więcej na ten temat napisać, muszę jeszcze potwierdzić tę kwestie u źródeł.

Modan, w 2007 r na łamach The New York Times prowadziła bloga pt. ”Mixed Emotions”, który jest poruszającym zapiskiem opowieści rodzinnych i codziennych zwykłych- niezwykłych sytuacji. Całość znajdziecie tutaj:

http://modan.blogs.nytimes.com/

A tutaj moj ulubiony odcinek

http://modan.blogs.nytimes.com/2007/09/04/queen-of-the-scottish-fairies/

 

16:23, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 sierpnia 2011
Dwa na dwa

O ludziach, którzy mieszkają w miniaturowych domkach przeczytałam niedawno w New Yorkerze. (Uprzedzam, że będzie to źródło, na które od dzisiaj będę się często powoływać, gdyż dostałam w prezencie urodzinowym prenumeratę New Yorkera, chociaż tak naprawdę wolałabym Iphone’a ;-).

Domki na kółkach, mini-mieszkania, jurty, pływające sypialnie mają rozmiar XS i często mieszczą niewiele więcej niż łóżko, szafkę, malutką kuchenkę i niewielkich rozmiarów łazienkę. Niektóre z nich są przenośne, inne mieszczą się w wielofunkcyjnej szafie.

Powody, dla których ich mieszkańcy decydują się na taki mały metraż są różne: od finansowych, przez ideologiczne, po ekologiczne. W czasach kryzysu, w Stanach Zjednoczonych, ten sposób na życie robi się co raz bardziej popularny. Rośnie też grupa ludzi, którzy chcą żyć świadomie, ograniczając konsumpcję do najpotrzebniejszych rzeczy i typowy amerykański dom na przedmieściach jest dla nich przejawem niepotrzebnej rozrzutności i beztroski, która jest olbrzymim obciążeniem dla ”matki ziemi”.  

Cztery lata temu, Amerykanin Kent Griswold założył bloga poświęconego małym domkom:www.tinyhouseblog.com. Początkowo trudno mu było znaleźć bohaterów, którzy dzieliliby się swoimi historiami o alternatywnym życiu. Dzisiaj ma tyle zgłoszeń, że z trudem udaje mu się dać głos wszystkim, którzy chcieliby podzielić się swoim doświadczeniem na łamach jego bloga. Do Griswolda dołączyły dwie entuzjastki małego metrażu- Christina Nellemann i Kasey March i w tej chwili prowadzą bloga wspólnie.

(Wszystkie zdjęcia pochodzą z www.tinyhouseblog.com)

 

A tutaj nowojorski architekt, który mieszka w studio wielkości łóżka

12:40, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 sierpnia 2011
noc żywego trupa

To o mnie. Ten żywy trup to ja. Podobieństwo do Michaela Jacksona w teledysku Thriller (powyżej) jak najbardziej prawdopodobne.

Czwartek i piątek spędziłam w objęciach gorączki oraz innych objawów, o których pisać nie wypada. W każdym razie pozycja wertykalna, pozycja homo sapiens była niemożliwa do utrzymania, więc te dwa dni spędziłam w łózku a raczej w wyrze, w pozycji horyzontalnej z widokiem na mirabelkę i chodnik, po którym przemieszczają się moi sąsiedzi. A teraz, ku zaskoczeniu wszystkich, nie będę się rozpisywać o tym, co naprawdę mi było ( i nadal jest), ale o korzyściach z chorowania.

Po pierwsze: upewniłam się, że nasza niania jest najlepszą nianią pod słońcem. Przez cały boży dzień podsłuchiwałam zza drzwi, jak zajmuje się naszymi dziećmi, jak do nich mówi, jak się bawi i co one na to. Ani razu nie przeszkodziły "biednej chorej mamusi" w chorowaniu i bawiły się w najlepsze. Chwała jej za to!

Po drugie: Mam bardzo ładny widok z okna.

Po trzecie: Od pani doktor, która przyjechała z wizytą domową dostałam taki komplement, jakiego chyba nie dostałam nigdy w życiu od żadnego mężczyzny.

Pani Dr.: "To pani mnie wzywała?"

Ja: "Tak, ja. Nie widać?"

Pani Dr.:"Nie, no niemożliwe. Byłam pewna, że się pomyliłam. Tu mam napisane-pacjentka-35 lat."

Ja: "Wszystko prawda".

Pani Dr.:"No nie wygląda pani, naprawdę!"

W pierwszym odruchu chciałam ją zapytać, czy robi sobie jaja, ale potem uznałam, że dlaczego w sumie nie? Jak dają komplement, to trzeba brać i podziękowałam jej kłaniając się w pas, bo akurat traciłam przytomność.

Po czwarte: Moja sypialnia, która ma dwa metry na 2,5 (dosłownie) wydaje się dużo większa. Może dlatego, że sufit i ściany zaczęły falować, więc metraż nieco się zwiększył.

Po piąte: Nie wiem jak, ale zdołałam przeczytać całą książkę. Świetną zresztą, dzięki której udało mi się nie ....Ekhm.

Po szóste: Miałam czas, żeby przemyśleć całe swoje życie w te i wewte i jeszcze raz. Chociaż, niestety, do żadnych inspirujących wniosków nie doszłam.

Tyle korzyści. Wydaje mi się, aż nadto.

A poza tym. Jadę na Wschód. Na 12 godzin. Rozmawiać z PISARKĄ, z którą marzył mi się wywiad już 5 lat temu. I to jest siódma, ostatnia korzyść: Jak już wydaje ci się, że umierasz. Ale tylko ci się tak wydaje. To spełnia się jakieś najskrytsze twoje marzenie, które jest jak tratwa, chwytasz się go i płyniesz dalej.

I ósma: Mam najlepszych przyjaciół pod słońcem.

13:46, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »