RSS
środa, 30 września 2009
usprawiedliwienie

Gdyby to była szkoła, a ja miałabym siedem lat, poprosiłabym swoją mamę o usprawiedliwienie. Ale niestety, nie jest to szkoła, a ja mam zbyt dużo lat, żeby bezkarnie się do tego przyznawać, więc sama muszę się usprawiedliwić.

Przepraszam was za to (bo łudzę się, że ktoś jednak mnie czyta;))), że moje ostatnie notki są takie mało ciekawe, krótkie, niechlujnie napisane, ale ledwo zipie. Po trzech tygodniach burzy infekcyjnej, która spadła na nasz dom, wreszcie padło na mnie. Internista orzekł tylko:"Dałbym pani jakiś sterydzik, ale pani karmi, to odpada. A może amofixilcośtamcośtam, acha, tego pani też nie może. To nic pani nie dam, niech się pani wyśpi i zrobi sobie badania krwi. Do widzenia. 100 złotych poproszę, dziękuję." Niech się pan sam wyśpi.

Obiecuję, że wrócę do was w jako takiej formie, i reaktywuję tego bloga, bo aż mi samej chce się płakać nad tym,że tu jakąś nudą powiewa. Ale żeby nie było, że nic nie robię-wypatrujcie moich tekstów w Obcasach. (Ale się zareklamowałam. Nawet mnie to rozśmieszyło;)) No dobra, nie wypatrujcie moich, tylko moich genialnych koleżanek i kolegów, którzy naprawdę świetnie piszą.

I nie chorujcie, tego wam z całego serca życzę. A jak czujecie się nieszczęśliwi, pożyczcie sobie dwójkę chorych dzieci od znajomych, weźcie sobie pracę na noc, rozchorujcie się, a potem oddajcie dzieci, skończcie pracę i wyzdrowiejcie-zobaczycie wtedy jakie  życie jest bajecznie piękne!:)))

pa!

14:07, jucatuitam
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 września 2009
gospodyni miejska

Hurra!

Zostałam przyjęta do Koła Gospodyń Miejskich. To nowy projekt Fundacji MaMa (www.fundacjamama.pl), który rusza pod koniec października. Podczas dziesięciu spotkań-warsztatów mamy rozmawiać o tym, co się kryje pod tzw. "siedzeniem" w domu, czym jest praca kobiet w domu, ile jest realnie warta, czego oczekujemy od siebie, od partnera, od państwa, co chcemy zmienić, a co nas frustruje.

Więcej o projekcie możecie przeczytać w Gazecie Stołecznej z zeszłego tygodnia, w której to Sylwia Chutnik- prezeska fundacji rozmawia z Magdą Dubrowską. O tu: http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,7076856,Rusza_Kolo_Gospodyn_Miejskich.html.

Wrzesień jest przepiękny. A ja superzmęczona.

Dobranoc

22:37, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 września 2009
Arrivederci Silvio!

Włoska reżyserka Lorella Zanardo nakręciła film dokumentalny "Ciało kobiet" ("Il corpo delle Donne") o tym, jaki wizerunek kobiet stworzyła przez ostatnie lata włoska telewizja (która w 80% należy do Silvio Berlusconiego). Film obejrzało już ponad pół miliona Włochów.

Można go obejrzeć tutaj:

http://www.ilcorpodelledonne.net/?page_id=91

Trzeba obejrzeć!

 

23:47, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 września 2009
z cyklu "osobiste"

Znowu dopadła nas "choroba katalogowa". Zaraz wyjaśnię, o co chodzi. Dotyczy tylko dorosłych. Dzieci chorują właśnie trzeci tydzień i to jeszcze nie koniec.Powiem jedno: szkarlatyna.

"Choroba katalogowa" zawsze dopada nas, kiedy jesteśmy najbardziej zmęczeni, nagromadzimy niewyspanie z kilku tygodni, mąż zasuwa jak mały samochodzik, a żona zasuwa również-powiedzmy jak mała ciężarówka (swoją drogą kto wymyślił, żeby urlop wychowawczy nazywać URLOPEM?Nie wiem, ale wiem, że nie miał o niczym pojęcia).

Objawy choroby są następujące. Zaczyna się niewinnie. "To ja pojadę do biura podróży X i zobaczę, jakie mają okazję. Może pojedziemy do Grecji we wrześniu"-mówi mąż. Potem w domu pojawiają się niewiadomo skąd katalogi z biur X, Y, Z. Następnym objawem jest surfowanie po internecie w poszukiwaniu destynacji, last minute, specjalnych taryf i ofert.Początkowo subtelnie-godzinka dziennie w pracy lub w domu. A na koniec oboje całe wieczory spędzamy leżąc na kanapie, gapiąc się w monitor i marząc. Marząc już tak nierealnie i tak jednocześnie na serio ("Bo tym razem na pewno pojedziemy!Na pewno!Afryka!Azja !A może nawet Antarktyda śladami Herzoga-z dwójką małych dzieci. A jak! Niech się hartują!"). Tu następuje szczyt choroby. A potem zdrowienie- zaczynamy urealniać. A może jednak 7 godzin lotu zamiast 28 i trzech przesiadek? A może 23 stopnie zamiast 38? A może jednak narty w Słowacji? I tak powolutku schodzimy na ziemię...

Ale kiedy choroba trwa jest bardzo przyjemnie. Bo to najprzyjemniejsza z chorób jakie znam. Taka choroba pozwala przetrwać całą zimę-te wszystkie palmy, domki na plaży, rozległe ogrody, egzotyczne widoki. Te wszystkie filmy, które sobie wyświetlamy w głowie.No mówię wam-wspaniale jest. A że i tak nigdzie na końcu tego wszystkiego i tak nigdzie nie pojedziemy, bo dzieci się rozchorują albo rozejdą się gdzieś nasze oszczędności, to nic. Trwaj chorobo, jesteś taka piękna!

13:36, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
to nie jest kraj dla starych ludzi

W dzisiejszej Gazecie informacja o tym, że młody prawnik pozwał swoją 91-letnią sąsiadkę do sądu, bo "szura" balkonikiem w nocy, idąc do toalety i "uniemożliwia mu odpoczynek". Wygrał. Rodzina będzie apelować. Bronią się, że pokryli balkonik filcem, a wykładzin nie chcą kłaść w mieszkaniu, bo boją się, że starsza pani może się przewrócić.Słusznie.

Zastanawiam się za co jeszcze można pozwać swojego sąsiada w Polsce i wygrać. Może za to, ze ten z rakiem płuc zbyt głośno kaszle?Albo za to, że małe dzieci płaczą w nocy, bo są np.chore. Albo może za to, że ktoś ma kłopoty ze słuchem i trzeba do niego głośniej mówić? A może za to, że starsza samotna osoba popłakuje za ścianą. Albo, ze po prostu ktoś jest stary?Jestem pewna, że i pozywający i sąd potrafią wykazać się inwencją.

Tak na marginesie ten tekst ukazał się pod innym na temat tego, że zapis, który mówił o tym, że tych, którzy zalegają z płaceniem alimentów można pozbawić prawa jazdy, został uznany za niezgodny z konstytucją...

13:16, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 września 2009
korespondentka zdejmuje kamizelkę

kuloodporną...

Dzisiaj, o 21 czasu środkowo-europejskiego na CNN rusza autorski program Christiane Amanpour, o zaskakującym tytule..."Amanpour". (będzie nadawany codziennie od poniedziałku do czwartku)

Amanpour od ponad 18 lat jest jedną z czołowych korespondentów CNN z najbardziej zapalnych regionów świata. Nadawała na żywo z Bośni, Iraku, Iranu, Afganistanu,Somalii, podczas huraganu Katerina w Stanach Zjednoczonych.Swoją karierę rozpoczęła od relacji wojny w Zatoce Perskiej. Jest autorką zdania :"Obiektywne dziennikarstwo nie polega na tym, żeby wszystkich traktować jednakowo, ale na tym, żeby wszystkim dać możliwość wypowiedzi."- to odpowiedź na zarzuty, że jej relacje z wojny na Bałkanach były stronnicze.

Amanpour urodziła się w Anglii, w 1958r. Jest córką Irańczyka i Brytyjki. Dzieciństwo spędziła w Iranie, potem znowu wróciła do Anglii, a w latach osiemdziesiątych wyemigrowała do Stanów, gdzie skończyła z wyróżnieniem dziennikarstwo i zaczepiła się w CNN. Mieszka w Nowym Jorku. Mówi biegle po persku, angielsku i francusku.W swoim najnowszym programie będzie gościć m.in. byłego premiera Tony'ego Blaira, prezydenta RPA- Zumę, Królową Ranię, Madelaine Albright.

Więcej na temat programu znajdziecie tutaj:

http://edition.cnn.com/CNNI/Programs/amanpour/. Jest tam również krótki wywiad z Amanpour oraz jej archiwalne rozmowy m.in. z Khatamim, Ahmadinejadem, Arafatem i Clintonem.

Amanpour ma swój profil na facebooku i na razie nieco ponad 600 fanów.Przyjaciół (przynajmniej wirtualnych) nie posiada.

 

14:49, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 września 2009
światłoczuła

Gdybym była w Paryżu, na pewno poszłabym na wystawę w Centre Pompidou, prezentującą ponad 500 prac współczesnych artystek ( z kolekcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Paryżu). Są wśród nich takie nazwiska jak Kahlo, Diane Arbus, Dorothea Tanning, Sophie Calle, Niki de Saint Phalle. Jest i Sosnowska, Kobro i Abakanowicz. Nie ma Judy Chicago (najbardziej znanej z instalacji "Dinner Party"  http://pl.wikipedia.org/wiki/Judy_Chicago), nie ma niepokornej Tracey Emin (http://www.artbiznes.pl/jsp/artbiznes/artysci.jsp?IdArtysty=101746&Typ=detal) i kilku innych wielkich nazwisk, ale i tak wystawa jest imponująca. (Więcej o niej pisał w przedostatniej "Polityce"-Piotr Sarzyński, który był i widział).

Dla tych, którzy tak jak i ja nie wybiorą się do Paryża w najbliższym czasie, muzeum udostępniło kilkanaście wybranych prac online ( w tym kilka filmów). Internet jest Wielki! Możecie je obejrzeć pod tym adresem: http://www.ina.fr/fresques/elles-centrepompidou/Html/PrincipaleAccueil.php

Ale Warszawa też ma swoją wystawę-gigant. I na pewno ją obejrzę. "Światłoczułe" to 952 zdjęcia z przebogatej kolekcji muzeum, polskich i zagranicznych fotografów i fotografek. W tym Evy Rubinstein, o której uważam wciąż mało się w Polsce pisze i zbyt rzadko pokazuje. Eva Rubinstein w październiku zeszłego roku przekazała muzeum 52 własnoręcznie wykonane odbitki, wśród nich jedno z moich ulubionych zdjęć. "Dziewczyna, Dworzec Waterloo, Londyn 1969r." Mam nadzieję, ze jest na wystawie.

więcej o wystawie na stronach muzeum http://www.mnw.art.pl/index.php/pl/wystawy_czasowe/wystawy/art59.html

 

19:49, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 września 2009
uwaga, będzie drastycznie

Długo zastanawiałam się, czy o tym napisać.Długo, to znaczy od piątku, kiedy wpadło mi w ręce europejskie wydanie brytyjskiego Guardiana. Zwłaszcza, że w tym samym numerze ukazał się bardzo ciekawy esej o tym, jak to media, jak nigdy dotąd-szczególnie przy tematyce dotyczącej kobiet, epatują samymi przygnębiającymi tematami:wszędzie rozwody, gwałty, choroby, śmierć, uzależnienia,problemy z dziećmi, partnerami, teściami, samą sobą. Nic tylko czytać, słuchać, oglądać i płakać. Niestety, wpiszę się w ten trend. Mogłabym  się wytłumaczyć tym, że tylko cytuje Guardiana (chociaż równie dobrze mogłabym tego nie robić), albo że piszę o nowym zjawisku (taki jest m.in. cel tego bloga) albo, że coś tam coś tam (nie przychodzi mi do głowy kolejny argument-efekt nieprzespanej trzeciej nocy z rzędu). Prawda jest taka, że jak to przeczytałam-miałam wrażenie, ze to fikcja, jakieś koszmarne science-fiction. Po prostu nie chce mi się wierzyć, że coś tak potwornego ma miejsce.

No więc, do rzeczy. Nie wiem,czy wiecie ale po 1987r. zanotowano w Stanach 12 przypadków nowego rodzaju zbrodnii. (w ostatnich latach coraz częściej). Morderstwo matki w celu porwania nowonarodzonego dziecka, albo UWAGA!Bedzie naprawdę źle. W celu porwania płodu!Morderczyniami są kobiety, które nie mogą mieć dzieci, a bardzo pragną je mieć. Często udają przed swoją rodziną,a nawet partnerami, że są w ciąży, kamuflują się, a kiedy dokonują morderstwa dzwonią po karetkę twierdząc, że właśnie urodziły dziecko (w domu, na ulicy, czasem w samochodzie-którym odjechały z miejsca zbrodnii).Oczywiście cała prawda wychodzi natychmiast najaw. Dziecko zwykle nie przeżywa pomiędzy morderstwem matki, a przyjazdem lekarzy i i tak umiera. Morderczyni, która nie nosi żadnych śladów po porodzie, natychmiast ląduje w areszcie.

Nie będę się wdawać w szczegóły co do tego, jak przebiegają te morderstwa i jak wyciąga się dziecko z brzucha. Dość, że morderczynie są zdeterminowane. Często wnikliwie studiują anatomię, wiedzą wszystko o przebiegu ciąży, porodzie, cesarskim cięciu. Czasem polują na swoją ofiarę w internecie. Jest im wszystko jedno kim ona jest, jak wygląda, zależy im wyłącznie na dziecku. Tak, jak w przypadku 27-letniej Koreny Roberts, która na forum dla przyszłych mam podszyła się pod matkę dwójki dzieci, zaprzyjaźniła z 21-letnią Heather , a po kilku miesiącach internetowej przyjaźni umówiła z nią na spotkanie. (Heather była w 8 miesiącu).Tego samego dnia Roberts zadzowniła po karetkę, twierdząc, że właśnie urodziła dziecko. Co było dalej, wiadomo. Ciało Heather znaleziono w szafie.

Prof.Phillip Resnick, psychiatra z Cleveland, w Ohio twierdzi, że żadna z morderczyń (zajmował się trzema przypadkami) nie miała osobowości psychotycznej. "Są skoncentrowane na sobie, narcystyczne, antyspołeczne. Są w stanie poświęcić czyjeś życie, żeby mieć to,czego chcą."-twierdzi profesor i nazywa ten rodzaj zbrodni "kradzieżą ostateczną". Jedna z morderczyń zapytana dlaczego zamiast zabijać matkę nie porwała dziecka z wózka, odpowiedziała: "To musiał być noworodek, żeby mój mąż uwierzył, że dziecko jest jego."

Kto chce przeczytać cały tekst może wejść tu: http://www.pressdisplay.com/pressdisplay/viewer.aspx i poszukać go sobie (autorką jest Diane Taylor, tytuł: Mother Killers. Ukazał się w europejskim wydaniu The Guardian 11 września 2009r. ) Na pressdisplay można go sobie przeczytać za 99 centów.

Ze zrozumiałych względów nie zamieszczam do tej notki żadnych zdjęć, chociaż Guardian to zrobił...

13:25, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 września 2009
dla tych, co siedzą w domu

Chwila refleksji na temat "siedzenia" z dzieckiem w domu. Dzisiaj usiadłam o 19.38. Od 6.52 byłam na nogach, kiedy moje zaglucone, charczące dziecko nr.1 otworzyło oko i krztusząc się zawołało głosem nie znoszącym sprzeciwu: "SOKKKKKK!!!!", "SOKKKK!". Acha, no więc pędem do kuchni po sok. O 7.03 dziecko nr.2 zawołało z drugiego pokoju "AGRHTYUKIGHJD!", co oznaczało, że natychmiast mam się stawić z cyckiem pełnym mleka. Potem był tak zwany "zwykły" dzień. Śniadanie dla każdego inne, bo jedno nie lubi tego, drugie tamtego, a trzecie nie je. Odbiór tortu urodzinowego, wizyta u lekarza, histeria przy ubieraniu, ryk bo kupa, siku, gorąco, zimno, spać się chce, nie chce się spać, powrót od lekarza, zabawa, podawanie 35 lekarstw łyżeczką, w kubeczku, przez rurkę, robienie herbatki takiej, śmakiej, owakiej, bo tamta nie smakuje, ryk, histeria, zabawa, wyciąganie prania, ładowanie nowego, rozwieszanie, składanie, mycie garnków, sprzątanie chlewu w kuchni, ładowanie zmywarki, rozładowanie. Uff, zasnęli, OBOJE!Mogę zrobić siku, hurra. Czyli skłamałam, usiadłam o 12.15 na jakieś 30 sekund. A potem-robienie obiadu, ogarnięcie zabawek. Kurde, obudziło się nr.2. Karmienie, przewijanie. "MAMO!!!!CHODŻ TU!".Obiad, czytanie książki pierwszej, drugiej, trzeciej. Zabawa z Gabrysią i Józią (dwie lale) w ...dom.Noszenie dziecka nr.2 , bo ryczy i wygląda na to, że zaraz będzie chore.Szykowanie kolacji, bo dziadek wpada z wizytą. Mycie podłogi, bo nowa lalka, która sika zsikała się na środku pokoju, zamiast w pieluchę. Składanie ubrań, ubranek, książek, sprzątanie puzzli, klocków,wyrzucanie papierów.Wraca mąż:"Ale tu bałagan". Jedzenie kolacji, tzn. jedzenie na stojąco jedną ręką, druga nosi dziecko nr.2, trzecia szykuje kolejną porcję lekarstw.Jak to? Nie mam trzeciej? Na pewno mam. Usypianie, utulanie, jeszcze tylko pogłaskanie, opowiadanie, ucałowanie. Uff. 19.38. Chwila dla siebie na kanapie. Co tam ciekawego w świecie? Jest ten kryzys, czy go nie ma?Uwaga, otwieram, przyjemnie szeleści. "MAMO!CHODŹ TU!"Idę.

21:15, jucatuitam
Link Komentarze (2) »
wtorek, 08 września 2009
wiele hałasu o fałdę

Podoba się wam ta dziewczyna? A jej brzuch?

Nazywa się Lizzie Miller i jest 20-letnią modelką prezentującą ubrania dla "dużych" kobiet (nosi rozmiar 40-42). Ma 180 cm wzrostu i waży 80 kg. Uważa, że przy jej wzroście to odpowiednia waga i nie chce tego zmieniać. Czuje się zdrowo, podoba się sobie. Mimo tego często odpada nawet na castingach dla puszystych modelek. Jej agencja (specjalizująca się takich modelkach) wielokrotnie prosiła ją, żeby zrzuciła parę kilko. Absurd?

Zdjęcie Miller ukazało się we wrześniowym numerze amerykańskiego Glamour, na 194 stronie, ilustrując artykuł o kobietach, które czują się dobrze we własnej skórze. Zdjęcie było malutkie, wręcz zagubione w natłoku wielkoformatowych reklam (z modelkami o rozmiarze zero). Ale natychmiast po tym, jak numer trafił do kiosków wywołało poruszenie w amerykańskich mediach. Już następnego dnia po publikacji skrzynka mailowa naczelnej Glamour została zapchana listami od czytelniczek i czytelników, którzy w większości wyrażali aprobatę i podziw: "więcej prawdziwych kobiet na łamach magazynu", "dajcie ją na okładkę!", "super!koniec z wieszakami". Na forach internetowych już nie było tak cukierkowo. Pojawiły się głosy, że "magazyny kobiece się kończą", że "to kolejna sesja zdjęciowa, która wieszczy upadek świata mody", a nawet, że Glamour promuje niezdrowy wygląd i otyłość, z którą Ameryka jak na razie dość bezskutecznie walczy.Ale to fora-wiadomo jaki panuje tam klimat, nawet w Stanach;)

Efekt jest taki, że kariera Lizzie Miller ruszyła z kopyta. Kilka dni po ukazaniu się numeru, modelka razem z naczelną zostały zaproszone do najbardziej popularnego programu telewizji śniadaniowej "Today", w którym naczelna zapewnia, że od tej pory linia pisma się zmieni i skoro spotkało się to z takim pozytywnym odzewem, będą na łamach Glamour pokazywać więcej kobiet z krwi i kości. Podobno już w listopadowym numerze będzie można obejrzeć więcej zdjęć Miller.

Ciekawe czy rzeczywiście "Glamour" się zmieni, czy skończy się na deklaracjach? Fakt jest taki, że świat mody rządzi się swoimi prawami. Mimo tych wszystkich kampanii na temat niezdrowego wyglądu modelek, zakazów zabraniających wstęp na wybiegi tym, które mają bardzo niski indeks BMI i prób forsowania modelek o pełniejszych kształtach. Jak kiedyś wyjawił mi ktoś z branży modowej: "Prawda jest taka, że na wieszakach ubrania leżą o niebo lepiej"!

Występ Miller w programie "Today" można obejrzeć tutaj.

http://www.youtube.com/watch?v=DvHB_mvT1AM&eurl=http%3A%2F%2Fwww%2Ezimbio%2Ecom%2FLizzie%2BMiller%2Farticles%2FIHNSIxEtmAm%2FLizzie%2BMiller%2BModel%2BLizzie%2BMiller%2B20%2Byear&feature=player_embedded

 

15:00, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2