RSS
środa, 28 września 2011

To chyba mogło mieć miejsce tylko w Australii. Na zamówienie telewizji ABC powstał cztero-odcinkowy serial komediowy ”At home with Julia” o aktualnej premier- Julii Gillard, który pokazuje kulisy związku z jej obecnym partnerem- Timem. Pierwszy odcinek obejrzało ponad milion widzów. Przy trzecim rozpętała się afera, bo pokazano scenę, w której pani premier dokazuje nago ze swoim narzeczonym, w oficjalnym gabinecie, pod flagą australijską. Reprezentaci koalicji są oburzeni, niektórzy obywatele również, twierdząc, że ABC przekraczyło wszelkie granice przyzwoitości i dobrego smaku. Mówi się o odebraniu stacji telewizyjnej licencji.  Ale na forach są też takie głosy:

”Czy straciliście poczucie humoru? To jest satyra! To jest komedia! Jak wam się nie podoba, nie oglądajcie. (...) Naszym demokratycznym prawem jest parodiowanie polityków, i mamy za sobą długą historię podobnych parodii. Jak ktoś nam mówi, że nie wolno, to znaczy, że żyjemy w faszystowskim państwie. Niech żyje komedia i ABC!”

A co pani premier na to? Na pytanie dziennikarki wiadomości odpowiedziała z pełną powagą: ”Mam ważniejsze rzeczy na głowie. Bez komentarza”.

Pełen profesjonalizm.

16:49, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
recepta na wspólny grób

W październiku, w amerykańskich księgarniach pojawi się kolejna książka Iris Krasnow- dziennikarki i autorki, której nazwisko kilkakrotnie pojawiało się na liście bestsellerów z dziedziny psychologii. Krasnow pisze głównie o kolejnych cyklach z życia kobiety: dojrzewaniu, macierzyństwie, relacjach z matką. W swojej najnowszej książce ”Sekretne życie żon” rozmawia z ponad dwustoma kobietami ze stażem małżeńskim od 15 do 70 lat i na podstawie tych wywiadów na nowo definiuje co oznacza pojęcie szczęścia w stwierdzeniu ”i żyli razem, długo i szczęśliwie”.Odpowiedzi, jakich udzielają respondentki wcale nie są oczywiste.

O swoim 23-letnim małżeństwie, Krasnow mówi: ”Kocham to moje starzejące się małżeństwo- to znaczy wtedy, kiedy go nie nienawidzę”.

”Nie ma złotego przepisu na małżeństwo, ani wzorca, do którego należy dążyć” pisze Krasnow. ”Każda para ma własny sposób na przetrwanie. Komu osądzać, czy jest on dobry, czy zły”.

”Przetrwaliśmy kryzys ośmiu lat razem, a potem 15 i zbliżamy się do 25. rocznicy. Przyjęłyśmy do świadomości fakt, że mąż może być irytujący i nudny. Ale wiemy też, że jest naszym partnerem w tej śmieszno-smutnej i skomplikowanej historii, która przez lata pochłonęła mnóstwo potu i łez, a nawet kilka rozbitych talerzy.(...) Kiedy kobieta zda sobie sprawę, że nie może dostać wszystkiego od jednej osoby w jednym miejscu, uzyskuje wolność, która pomaga jej stworzyć nadzwyczajne życie, którego nieodłączną częścią będzie jej zwyczajne małżeństwo.” Trochę pachnie tutaj fast-foodem, fakt, ale jednak takiej lekturze nie mogę się oprzeć.

 

14:02, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
podwójny z tofu raz

Kolega ostatnio wrócił z miesięcznej podróży po Stanach Zjednoczonych i ku mojemu zaskoczeniu, powiedział, że nie ma lepszego miejsca na ziemi. ”Nowy Jork? Zapomnij o Nowym Jorku! San Francisco? OK. Może być. Ale najlepszym miastem w Stanach jest Portland. Raj dla kawoszy, wegan (i hipstersów- dodałam w myślach).”

A we wczorajszym wydaniu Guardiana, czytam, że właśnie w Portland, w Oregonie, który szczyci się tym, że jest ”najbardziej przyjaznym dla wegan miejscem w kraju” powstał jedyny na świecie nocny klub ze striptisem dla wegan! Czym się różni od zwykłego klubu go-go? Niestety, tylko menu. W ”Casa Diablo” serwują wegańskie frytki, sernik z tofu, burgery z grzybami oraz inne pyszności bez mięsa i nabiału. Mięso występuje tylko i wyłącznie w wersji ludzkiej-młodej i nagiej, z kością.

Podobno połowa tancerek to weganki i wegetarianki (mają zakaz noszenia skóry, futer i prawdziwych piór), tak jak i właściciel klubu- Johny Diablo, który twierdzi, że poza serwowaniem zdrowego jedzenia i odrobiny przyjemności, bar ma misję przekonania gości do przejścia na wegetarianizm. Rozumiem, że to zachęcanie odbywa się jakoś podprogowo. Od czasu wizyty w ”Casa Diablo” serek tofu kojarzyć ma się z bezbrzeżną przyjemnością.

Tutaj profil klubu na myspace. Wejście dla wegan od lat 18.

 http://www.myspace.com/casadiablo

A tu wegański, klubowy plakacik

12:36, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 września 2011
Facebook blisko ciała

Wszyscy pewnie znają kultową amerykańską markę odzieżową American Apparel, ale czy ktoś słyszał o Romanian Apparel? Głową i ręką Romanian Apparel jest absolwentka wydziału projektowania i mody w Bukareszcie- 24-letnia Lana Dumitru. W zeszłym roku, w ramach swojej pracy końcowej, Dumitru stworzyła projekt ”Ewa”- kolekcję sukienek, które opowiadają o tym, jak zmieniała się kobiecość na przestrzeni wieków. Wśród wyróżniających się modeli jest ”naga” sukienka oraz bawełniana sukienka z nadrukiem profilu z Facebooka. (Każda może być szyta na miarę klientki z nadrukowanym jej własnym autentycznym profilem).

W tegorocznej, najnowszej kolekcji- na bawełniane sukienki Lana naniosła nadruki z archiwalnymi zdjęciami kobiet ubranych w regionalne stroje narodowe, zdjęcia znaczków pocztowych, printy z elementami sztuki rumuńskiej, oraz flory i fauny- niezwykle barwne, radosne i z przymrużeniem oka. Kosztują 80 euro. Znajdziecie je w sieci.

Wszystkie projekty możecie obejrzeć na stronie Lany:  www.lanaa.ro

 

 

14:06, jucatuitam
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 września 2011
Assange nieautoryzowany

Właściciele szkockiego wydawnictwa Canongate zacierają pewnie ręce. Dzisiaj wypuścili na rynek bombę- ”Nieautoryzowaną autobiografię Juliana Assange”, założyciela Wikileaks. Nie wiem na ile to niestandardowa forma reklamy (tutaj więcej na ten temat będzie mogła powiedzieć Natalia Hatalska www.hatalska.com). W każdym razie nie ma nic bardziej atrakcyjnego niż autobiografia, na której wydanie nie zgodził się główny bohater.

Assange podpisał umowę z wydawnictwem w grudniu zeszłego roku i podobno przyjął zaliczkę w wysokości pół miliona funtów, która w całości poszła na pokrycie kosztów związanych z procesem. Przez trzy miesiące Assange nagrał 50 godzin rozmów z Andrew O’Haganem- autorem-widmo książki, która miała być ”autobiografią i manifestem w jednym”. Autor przedstawił wydawnictwu pierwszą wersję, ale Assange zaczął bąkać o zerwaniu kontraktu, ponieważ autobiografia okazała się, jak na jego gust, zbyt osobista (?!). Zaliczki nie zwrócił, więc wydawnictwo podtrzymało umowę.

Najczęściej przytaczany cytat z autobiografii to słowa Assange’a: ”Może i jestem szowinistyczną świnią, ale nie jestem gwałcicielem”.

Brytyjski dziennik The Independent ma publikować fragmenty autobiografii w kolejnych numerach.

Więcej informacji znajdziecie na stronie wydawnictwa, w tym szczegółowe oświadczenie, dlaczego zdecydowali się wydać autobiografię Assange’a bez jego zgody.

(www.canongate.tv)

12:04, jucatuitam
Link Komentarze (2) »
środa, 21 września 2011
projekt ciało

www.projectbodytalk.com powstał jako głos protestu wobec obowiązującego, wyidealizowanego i nieprzystającego do rzeczywistości kanonu piękna. Dosłownie ”głos”, bo strona kolekcjonuje nagrania Amerykanów (głównie nastolatków, ale nie tylko), którzy opowiadają o swoim stosunku do ciała, jedzenia, wyglądu oraz presji społecznej i kulturowej. Niewiele jest tych nagrań- ledwie kilkanaście z ostatnich trzech lat. A szkoda. Bo projekt jest bardzo interesujący i potrzebny.

Autorką pomysłu jest Harriet Brown, amerykańska dziennikarka, pisarka i redaktorka. Wykłada dziennikarstwo w S.I.Newhouse School of Public Communication na uniwersytecie w Syracuse. Publikuje w dziale naukowym ”New York Timesa”. W Polsce właśnie ukazała się jej książka ”Kiedy jedzenie wymaga odwagi” (Czarna Owca), w której Brown opisuje wieloletnią walkę całej rodziny o życie córki chorej na anoreksję.

„To książka o tym, jak moja starsza córka Kitty stała się anorektyczną i o mało nie umarła, i o tym, jak razem z mężem i młodszą córką pomogliśmy jej wrócić do zdrowia. Nie jest to opowieść o patologii w rodzinie, o nadużyciach seksualnych ani o biednej dziewczynce rozpaczliwie dopraszającej się o uwagę. Nie napisałam też ostrzegawczej przypowieści o mediach i chudych modelkach. Opowiadam historię zwykłej nastolatki, która przypadkiem wpadła w pułapkę anoreksji – bo to na ogół jest przypadek – a potem z wielkim bólem, ale i odwagą, wydobywała się z niej ku zdrowiu i nadziei, krok po kroku, dzień po dniu, kilogram po kilogramie, łyżka po łyżce.”

16:00, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
stara, dobra postmoderna

W londyńskim Victoria and Albert Museum w sobotę zostanie otwarta wystawa ”Postmodernism: style and subversion 1970-1990”. Kuratorzy wzięli pod lupę wszystko, co było można: sztukę, architekturę, design, popkulturę, wplatając w to teorię i krytykę. Ciekawe, jak tę wystawę będzie się oglądać z dzisiejszej post-postmodernistycznej perspektywy (albo nawet post-post-postmodernistycznej). Z nostalgią? Ze znudzeniem? Krytycznie?

(Grace Jones w sukni ciązowej projektu Jean-Paul Goud i Antonio Lopez)

Jak na nowoczesne muzeum przystało, V&A stworzyło też na swojej stronie interaktywny salon do dialogu z widzami o wdzięcznej nazwie ”The Postmodernism Lounge”.

http://www.vam.ac.uk/communities/postmodernism-community/

Jest tam i ”półka” lektur obowiązkowych (co druga ma ”postmodernizm” w tytule, więc mam obawę, kto tę listę lektur tworzył- google?). Jest i polecana lista witryn, nawiązujących do postmodernizmu (tak różnych jak stanfordzka encyklopedia filozofii i strona Grace Jones), aktualne wpisy dotyczące postmodernizmu na Twitterze i uwaga, uwaga- nostalgiczna wisienka na postmodernistycznym torcie- czyli zdjęcia starych kaset ze składankami muzycznymi, które przysyłaja czytelnicy. Do tego obowiązkowa lista piosenek i wykonawców.

Grupa ”My postmodern mixtape” ma swoje miejsce na flickrze. http://www.flickr.com/groups/1750206@N21/

Na razie jest ich tam niewiele, ale myślę, że jak tylko wystawa zostanie otwarta, będzie się szybko rozrastać. Łezka się w oku kręci, jak patrzę co tam jest na nich nagrane. Też mam takie pudło pełne składanek. Problem tylko, na czym ich tu posłuchać?

numer kultowego magazynu ID z 1985r.

15:12, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 września 2011
witaj szkoło

Jeszcze wczoraj tłumaczyłam komuś, że nie mam polemicznego nastawienia do świata, raczej staram się nie denerwować i między innymi dlatego nie mam w domu telewizora. Zwykle podnosi mi ciśnienie, a tego nie lubię. Ale nie minęła doba i musiałam napić się melisy.

Dzisiaj rano otwieram gazetę i czytam kolejny odcinek  o politycznej bitwie o nowe opłaty za przedszkola, a także o tym, że „rewolucja sześciolatków” prawdopodobnie zostanie odwołana. Prawdopodobnie. Bo NA PEWNO to przecież nikt nic nie wie. I to PRAWDOPODOBNIE, BYĆ MOŻE oraz ZOBACZY SIĘ mnie najbardziej wkurza w tych wszystkich obecnych „rewolucjach” i „reformach” dotyczących edukacji. Nie mam poczucia, że ludzie, którzy za nimi stoją, bądź co bądź, specjaliści od oświaty, polityki rodzinnej, edukacji, psychologii, finansów  mają pewność, że o co robią ma głęboki sens- z czegoś wynika i czemuś służy. Nie mam poczucia, że jest to jakaś dobrze obmyślona, opracowana i przygotowana polityka, która ma służyć kolejnym pokoleniom. Mam z to nieodparte wrażenie, że jest to  jeden wielki eksperyment, który przeprowadza się na dzieciach oraz ich rodzicach. Rok wcześniej, rok później, dwa lata później, a może trzy, a może połowa sześciolatków teraz, a drugie pół za rok, wyjdzie nie wyjdzie, tu się obetnie, tam doda, tu się doleje, tam przemiesza, a jak wybuchnie i wysadzi w powietrze całe laboratorium, to nic. Przyjdą jacyś następni, to naprawią, posprzątają, albo coś innego zmieszają. I jakoś to pójdzie. To przecież tylko dzieci, już nie bądźmy tacy wrażliwi. Jak będzie jakaś totalna klapa, to się przeprosi, i pójdzie się podpisać inny papier. A poza tym: nie ma pieniędzy i już.

Nie skończył się jeszcze wrzesień i nie wiem do końca ile będziemy płacić za przedszkole w tym roku, o przyszłym nie mówiąc. Czy to koniec świata? Nie, oczywiście, że nie. Nie wiem, czy będziemy w końcu musieli posłać starsze dziecko do szkoły w przyszłym roku, czy nie. To również nie koniec świata. Ale utrudnia planowanie- wydatków rodzinnych, decyzji co do zorganizowania opieki nad dziećmi (jest różnica, jeśli oboje zostaną w przedszkolu i jeśli tylko jedno, a drugie będzie w szkole).Takich decyzji nie podejmuje się w ostatniej chwili, tylko zwykle dużo wcześniej- czasami rok, albo i dwa. Jest też kwestia jakiegoś budżetu domowego, planowania wydatków itd. I oczywiście, można i trzeba będzie się jakoś dostosować, w końcu jesteśmy dorośli i elastyczni. Ale nie o to chodzi, chodzi o zaufanie do polityków, do ludzi na których się głosowało, do rządowych decyzji.

Wiadomo, teraz mamy godowy taniec przedwyborczy, więc może nie trzeba się tym wszystkim aż tak przejmować. 300 tysięcy głosów pod nowelizacją ustawy oświatowej przygotowanej przez Ratujmaluchy.pl  piechotą nie chodzi, więc warto się nad tymi głosami „pochylić”, życzliwie wziąć je pod uwagę, powiedzieć parę słów do kamery i mikrofonu. Dzisiaj i  jutro i pojutrze też. A co będzie w październiku  albo za rok? To się zobaczy. Eksperyment trwa.

14:23, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 września 2011
świat wg. pedanta

 

Ursus Wehrli, szwajcarski artysta i aktor komediowy jest pedantem. A w zasadzie ma obsesje na punkcie porządkowania świata, tego artystycznego również. Bałagan drażni go w każdym wydaniu. Wehrli jest autorem książek z serii Tidying Up Art, gdzie wprowadza porządek na obrazach słynnych malarzy, m.in. Van Gogh'a , Paul'a Klee, Botticelliego, układając przedmioty na swoje miejsce. W najnowszym projekcie, właśnie wydanym albumie 'The Art of Clean Up', Wehrli postanowił uporządkować otaczającą go rzeczywistość, co uzmysławia tylko, jak wiele rzeczy z życia codziennego to dzieło chaosu i przypadku, albo jak daleko zaszło natręctwo Wehrliego(podpatrzone na www.mamamia.com.au).

Wehrli o sprzątaniu na TED.com:

http://www.ted.com/talks/lang/pol/ursus_wehrli_tidies_up_art.html

A tu zdjęcia z najnowszej ksiązki

 

11:45, jucatuitam
Link Komentarze (2) »
wtorek, 13 września 2011
pomarzyć każdy może. na szczęście

Gdybym wygrała w totka, wzięłabym urlop, kupiłabym cztery bilety do Australii, wynajęła vana i ruszyła w kilkumiesięczną podróż. A przy okazji,żeby nie tracić czasu na same przyjemności, napisałabym tę książkę, którą od czasu do czasu Was tutaj zanudzam. Pomysł już mam: dwadzieścia kobiet- dwadzieścia twarzy Australii. Listę sobie powoli komponuję, kogoś dopisuję, kogoś skreślam (docelowo ma ich być 20), oglądam, czytam i samo to w zasadzie sprawia mi przyjemność, więc w sumie nic się nie stanie, jeśli nie uda mi się tego marzenia zrealizować.

Chciałabym porozmawiać m.in. z:

-Mary Rodwell, która jest autorytetem w dziedzinie badań zjawisk związanych z obecnością pozaziemskiej inteligencji na Ziemi. Prowadzi fascynujący program w telewizji, w którym stara się przekonać swojego dorosłego syna (weterynarza, naukowca), że UFO jednak istnieje. W tym celu podróżują razem przez cala Australie, rozmawiając ze świadkami, którzy twierdzą, że spotkali się z ”obcymi”,ale też z naukowcami, astronomami, itd. Cel: albo mama przekona syna do tego, w co sama wierzy, albo nigdy już nie będą tego tematu poruszać.

-Terri Irwin, żoną Steve'a Irwina- znanego przyrodnika, prezentera telewizyjnego, który prowadził kultowy w Australii i na świecie program o zwierzętach i który zmarł 5 lat temu w wyniku przebicia serca przez ogon płaszczki. Terri Irwin odziedziczyła po mężu nie tylko całe imperium medialne, ale także największe w Australii Zoo, a teraz rozkręca karierę ich córki -Bindi Irwin.


 

- Giną Rinehart- najbogatszą Australijką, której majątek wyceniany jest na ok. 10 mld dolarow. Rinehart  odziedziczyła kopalnie rud żelaza po ojcu, a następnie stoczyła z macochą batalię o majątek. W ciągu roku podwoiła swój stan posiadania, inwestując w media.

- Diane Riley- seksuolożką, która razem z mężem spopularyzowała nie tylko w Australii, seks tantryczny. Mieszka w w Byron Bay- posthipisowskiej oazie alternatywnego stylu życia, która jest tematem sama w sobie. Prowadzi warsztaty dla par, pisze książki na temat.  

 - Marcią Langton- Aborygenka, profesor, aktywistka, działa na rzecz rdzennej ludności, ale tez jest bardzo krytykowana za swoje akcje z jednej i z drugiej strony.



- Kate Ellis  (rocznik 1977) W 2004r. została najmłodszą kobietą w historii wybraną do parlamentu, była minister ds. młodzieży i sportu, z ramienia Partii Pracy. Od 2010r. jest minister ds. opieki nad dziećmi, zatrudnienia i równouprawnienia. Była również zaangażowana w kampanie społeczną, która walczy z uprzedmiotawianiem kobiet w mediach. ( a jednocześnie- wybrano ją na najbardziej seksowną minister).



-Ingrid Paulson, której historia wstrząsnęła australijską opinią publiczną w 2003r. Paulson- ofiara przemocy domowej poszła na posterunek policji złożyć donos na męża, który ją pobił i zgwałcił. W tym czasie mąż zabił jej ojca oraz dwójkę małych dzieci, a na końcu siebie. Paulson, po tej tragedii, podniosła się. Skończyła studia podyplomowe, napisała książkę ”Rise” ('Wstań', która jest częściowo autobiografią, a częściowo podręcznikiem dla osób, które chcą się podnieść z różnych życiowych tragedii) i założyła swoją firmę, która zajmuje się doradztwem personalnym.

- Keli Lane- reprezentatką Australii w piłce wodnej, która została skazana na 18 lat za zabicie swojej nowonarodzonej córki (w 1996r), ponieważ podobno zależało jej na wzięciu udziału w Igrzyskach Olimpijskich, a opieka nad maleńkim dzieckiem kolidowała z treningami.Lane podobno urodziła jeszcze dwoje, czy też troje dzieci, które urodziła ukradkiem i oddała do adopcji. Chociaż te informacje wydają sie niewiarygodne...

A przy okazji- jakiś miesiąc temu ukazał się polski przekład bardzo śmiesznej książki o Australii, Billa Brysona. Szkoda, że tak długo trzeba było na nią czekać, bo parę rzeczy się zdezaktualizowało, ale na pewno nie poczucie humoru autora.

 

 



 

 

16:31, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2