RSS
czwartek, 28 października 2010
ta ostatnia gazeta

W Nowym Jorku. W New Museum. W świetnym budynku przy 235 Bowery jest wystawa, którą bardzo chciałabym zobaczyć, ale której nie obejrzę bo jestem w Warszawie. Też w świetnym budynku. Przy Czerskiej 8/10.

O "Ostatniej Gazecie" pisała dzisiaj Anna Arno, prosto z Nju Jork Sity o tu:

http://wyborcza.pl/1,75475,8578817,Przedostatnia_gazeta.html

A na stronie muzeum możecie sobie podejrzeć jakieś skrawki tej wystawy. Np. pracę Luciano Fabro "Tautologia posadzki" i instalację Hansa Haacke "News". Powyżej praca Judith Bernstein "Are you running with me Jesus?".

21:16, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 października 2010
to se ne vrati

Pamiętacie? Dzisiaj przeczytałam informację,że firma Sony po 31 latach zakończyła produkcję walkmanów. Szczerze mówiąc, myślałam, że stało się tu już dawno temu, kiedy kasety zostały wyeliminowane z rynku przez płyty CD, a potem MP3. Ale i tak zrobiło się nostaligicznie. To była najcenniejsza rzecz jaką posiadałam w 1987 roku. Dostałam ją razem z oryginalną kasetą "Brothers in Arms" Dire Straits, której słuchałam przez okrągły rok, albo i dwa, bo nie miałam innych. Służył mi długo. Był cały odrapany, miał podarte gąbki na słuchawkach, potem nie miał ich już wcale. Wiele bym dała za taki działający egzemplarz, bo te wszystkie Iphony, mp3, Ipody wcale mnie nie kręcą. Tylko, co ja bym do niego włożyła? Moje ostatnie pudło z archiwalnymi kasetami, urodzinowymi składankami od przyjaciół i byłych narzeczonych wylądowało przy okazji ostatniej przeprowadzki na śmietniku. Żałuję. Takich rzeczy się nie robi. To tak, jakby ktoś zdemolował muzeum. Czysty wandalizm.

10:05, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 października 2010
pamiętnik przetrwania

Czytam. A w zasadzie połykam. Momentami mnie strasznie irytuje, bo jest taka środowiskowa, warszawska i egocentryczna. Zapis cudzej depresji pokazuje wyraźnie, że w tej chorobie nie ma nic poetyckiego, że jest przewidywalna, nudna do bólu i egocentryczna właśnie i że w osobach postronnych wyzwala zniechęcenie, agresję i niedowierzanie. Ale jest też bardzo wiarygodnym dziennikiem dramatycznej próby przetrwania.

Dla tych, którzy doświadczyli choroby nie będzie w tej książce nic odkrywczego. Ale może przynieść pewien rodzaj ulgi, że nie tylko ja tak mam... Dla tych, którzy żyją z osobami chorymi na depresję "Drobne szaleństwa" mogą służyć jako przewodnik po chorobie, praktyczny i ważny, bo chorzy najczęściej nie są w stanie sami opowiedzieć o tym, jak się czują. A jeśli nawet próbują, to brzmi to jakoś płasko i banalnie. W "Drobnych szaleństwach" brzmi tak, jak brzmieć powinno.

09:33, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 października 2010
XXX

Rozmowa z drugim człowiekiem jest dla mnie chyba ulubioną formą interakcji ze światem. Najbardziej wartościową, najciekawszą, często zaskakującą. Przez ostatnie dwa i pół dnia udało mi się przeprowadzić kilka takich rozmów i zapamiętam te spotkania na długo. To niezwykły prezent, kiedy ktoś obcy wpuszcza cię do swojego świata, opowiada o nim, pokazuje miejsca, które nie są dostępne dla wszystkich.  

Wywiad to szczególna forma spotkania. Duże wyzwanie, które jest wypadkową różnych sił: twojej kondycji psychicznej i fizycznej oraz kondycji rozmówcy, stopnia przygotowania do rozmowy, czasu, miejsca, warunków atmosferycznych, otwartości rozmówcy, jego sposobu wysławiania się i tego "czegoś", co tak naprawdę jest decydujące i nadaje waszej rozmowie klimat. To "coś" rodzi się w momencie, kiedy mówicie sobie dzień dobry, kiedy siadacie i padają pierwsze słowa. Wiadomo wtedy, czy rozmowa będzie wartko płynąć, czy będziecie odbijać się od siebie jak dwie boje.  Ale to nie oznacza wcale, że kiedy rozmowa toczy się gładko, to wywiad potem sam się pisze, a kiedy jest napięcie i rozmowa się nie klei, to nic z tego z pewnością nie będzie. Bywa na odwrót. Z natrudniejszych, najbardziej opornych rozmów wychodzą czasem genialne wywiady, bo okazuje się, że padło kilka bardzo ważnych zdań, a cisza też niosła jakąś znaczącą treść. Nie ma na to reguły. Czy się udało wiesz dopiero wtedy, kiedy przeprowadziłaś rozmowę, posłuchałaś jej jeszcze raz, kilka razy jako postronny obserwator, spisałaś i nadałaś jej strukturę, która jest czytelna dla wszystkich, nie tylko dla ciebie. Dopiero wtedy wiesz na pewno. Dlatego zawsze, zanim ten cały mozolny proces dobiegnie końca, to duży stres i duża niewiadoma.

Nie wiem więc jeszcze, czy się udało. Ale wiem na pewno, że takie spotkanie trafia się raz na parę lat, a może w ogóle tylko raz, więc chowam je do mojego pudełka ze skarbami.

 

22:48, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 października 2010
Jadę sobie

Czy mnie się aby nie za dobrze powodzi- myślałam niedawno? Bo znów trafił mi się wyjazd służbowy i to jeszcze po to, żeby porozmawiać z pisarką, z którą czuję niezwykłe dość pokrewieństwo dusz ( chociaż może się okazać, że to była jakaś megalomańska ułuda). No ale na razie lubię myśleć, że gdybym potrafiła pisać książki, to pisałabym podobne w duchu do jej powieści. Cieszyłam się strasznie na ten wyjazd. Z wielu powodów- bo Anglia, bo sama, bo ta właśnie autorka, po się przelecę samolotem, bo zjem sobie najtłustsze fish and chips świata i będę marznąć w jakimś hotelu z wilgotną wykładziną- z tego też naprawdę się cieszyłam, a może przy okazji spotkam się z kuzynami. Do dzisiaj. Jeszcze rano rozmawiałam z koleżanką, mamą dwójki dzieci, która mówiła, że jedno chore, drugie prawie chore,a  ona też ledwo zipie, bo chora i z pracą się nie wyrabia. Szczerze jej współczułam. Bo to jest taki moment, kiedy wszystkie plany i ustalenia biorą w łeb i nawet największym optymistom rzedną miny (optymistów uprasza się o nie komentowanie tej notki)  O 15.30 zameldowałam się pod przedszkolem starszej córki i zobaczyłam jak wychodzi, a raczej podpływa- czerwona, z błyszczącymi oczami. Kiedy doszliśmy do domu, słaniała się już na nogach. Termometr pod pachę, a w odpowiedzi-39 stopni. Młody jeszcze tańczy, skacze i dokazuje. Ale już wiem, że jutro, najdalej pojutrze będzie miał tak samo, jeśli nie gorzej. Potem mąż, bo taka ZAWSZE jest kolejność. Wypada na czwartek. A w czwartek właśnie wyjeżdżam. I już nie potrafię się cieszyć. Już tylko jest spinka i zmartwienie, co to będzie. I poczucie winy, że powinnam zostać. Bo dobre żony i matki wiedzą, jak się w takiej sytuacji zachować. A złe żony i matki jadą w delegacje.

 

20:56, jucatuitam
Link Komentarze (5) »
czwartek, 07 października 2010
z kamerą wśród boagtych

W Nowym Jorku, w MOMIE, do końca marca wspaniała wystawa kobiecej fotografii.
Pictures by Women: A History of Modern Photography. Są zdjęcia Diane Arbus, Cindy Sherman, Nan Goldin, ale też Modotti, Lisette Model i Tiny Barney, której do tej pory nie znałam. Te zdjęcia powyżej są właśnie jej.

Barney, rocznik 45, jest rodowitą nowojorczanką z wyższych sfer i od ponad 30 lat fotografuje bogaczy, arystokratów, amerykańskie i europejskie elity. Coś jest niepokojącego w tych zdjęciach. Jakieś napięcie, oczekiwanie, podziemne prądy, które płyną pod tymi szlachetnymi tkaninami. Klimat podobny do filmu ”Jestem miłością”. Równie dobrze, niektóre z jej prac świetnie nadawałyby się na ilustracje do kiczowatych romansideł.

Tutaj przeczytacie więcej na temat wystawy http://www.moma.org/visit/calendar/exhibitions/1041

Jest też krótki film, w którym Tina Barney opowiada o kulisach robienia pierwszego zdjęcia ”Sunday New York Times z 1982r.

14:26, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 października 2010
dobry spam nie jest zły

A w dzisiejszej poczcie takie coś:

”Hi Love,
I am a beautiful young and charming girl looking for real love and protection,I have gone through your profile,(www.blox.pl) and am very happy to contact you for us to know ourselves.You know that distance, age and indeed color cannot stop true love. Please,I would appreciate if you send Email to my private Email box:
(morindabah4@yahoo.co.uk)
So that i can send my pictures and more information about my self to you.
morin”

 

Chyba zacznę kolekcjonować te maile.Razem z wirusami;-)

15:26, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »