RSS
sobota, 29 października 2011
szkoła życia

W centrum Bloomsbury, w Londynie, w przestrzeni po dawnym sklepie zaaranżowano Szkołę Życia- kawiarnię, księgarnię i uniwersytet w jednym. Trzy lata temu założył ją, wspólnie z grupą przyjaciół, filozof- Alain de Botton. Codziennie organizowane są tutaj warsztaty, kursy, spotkania, pogadanki, a nawet śniadania "intelektualne", które prowadzą psychologowie, terapeuci, pisarze, artyści i filozofowie z całego świata, odpowiadając na najbardziej palące pytania i potrzeby "studentów". Zapisać może się każdy, chociaż o miejsca jest bardzo trudno.

Tutaj można dowiedzieć się jak żyć: "jak znaleźć satysfakcjonującą pracę", "jak sprawić, żeby związek trwał i się rozwijał", "jak odkryć swój potencjał", "jak odnaleźć sens życia", oraz dowiedzieć się czy "bycie w związku jest obowiązkowe"(udział w każdym z warsztatów kosztuje 30 funtów, a intensywny tygodniowy kurs na dobry początek roku- 500). W weekendy szkoła proponuje m.in. kurs "miejskiej partyzantki ogrodniczej", zajęcia z filozofii na rowerach albo "wiejskie studium chmur". Na miejsu można umówić się na sesję z psychoterapeutą oraz zasięgnąć porady biblioterapeuty, który zdiagnozuje nasz problem i wypisze "receptę" odpowiednich lektur. Na stronie szkoły (www.theschooloflife.com) można obejrzeć, jak wyglądają takie gotowe recepty- "na złamane serce", "dla świeżo upieczonego emeryta", "rodzica cierpiącego na brak snu".

Można się czepiać, że szkoła jest pretensjonalna, zbudowana na pop-psychologicznych fundamentach i adresowana do snobistycznej klienteli, ale mnie się podoba i pomysł i wykonanie. A tak wygląda piwnica, w której odbywają się wykłady (ściana wg.projektu Charlotte Mann):

 

23:19, jucatuitam
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 24 października 2011
Top model

Jak większość modelek, Cindy Joseph została "odkryta" na ulicy. W Nowym Jorku, w 1999 roku. Miała wtedy...49 lat i pracowała jako makijażystka. Agencja Ford Model zaprosiła ją od udziału w castingu do reklamy Dolce&Gabbana i Joseph ten casting wygrała. Dzisiaj ma lat 61 i nadal bierze udział w sesjach fotograficznych. Była twarzą kampanii reklamowych Oil of Olay, Elizabeth Arden, pozowała do zdjęć m.in. dla takich marek, jak Banana Republic, J.Crew, GAP. Niedawno stworzyła własną linię kosmetyków, które mają podkreślać naturalne piękno, zamiast "wygładzać", "odmładzać" i "tuszować mankamenty".

Mogłabym tak wyglądać, choćby od jutra. 

 

22:54, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 października 2011
marzenie za dolara

"Sticky Fingers" to chyba moja ulubiona sekcja w The New Yorkerze. Znane osoby opisują w niej co, komu i kiedy ukradli. Zwykle w tle toczy się jakaś ważna rodzinna historia.  W październiku, w kolejnych numerach znalazły się autobiograficzne kawałki Mirandy July, Tobiasa Wolffa i chyba najbardziej wzruszający- Patti Smith.

Smith opisuje, jak będąc małą dziewczynką najbardziej na świecie zapragnęła mieć Encyklopedię, którą w lokalnym supermarkecie można było kupić w promocji, za jedyne 99 centów. (W 1957 roku dwie kwarty mleka i bochenek chleba kosztowały jednego dolara). Ale rodziny Patti nawet na taką Encyklopedię w promocji nie było stać. Co się stało, można się domyślić. Tutaj przeczytacie całość:

http://www.newyorker.com/reporting/2011/10/10/111010fa_fact_smith

A na tej stronie, solidarni z okupującymi Wall Street, tłumaczą z jakich powodów identyfikują się z 99% Amerykanów.I dlaczego mają już dość.

http://wearethe99percent.tumblr.com/

A my? Oburzymy się naprawdę, czy będziemy tylko pisać i czytać o Oburzonych?

 

22:58, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
czwartek, 20 października 2011
Na rower i do kina

”Magnificent Revolution”  (http://www.magnificentrevolution.org) to charytatywna organizacja z Wielkiej Brytanii, która skupia artystów, muzyków, projektantów, ekologów i inżynierów i  zajmuje się głównie edukacją ekologiczną (w szkołach prowadzą warsztaty na temat technologii odnawialnych, zanieczyszczenia środowiska i ekologicznego stylu życia).

Jej sztandarowym projektem jest ”Kino na rowerach”- projekcje filmów na świeżym powietrzu we współpracy z lokalnymi społecznościami. Cała elektryczność potrzebna do pokazu (wyświetlenia i nagłośnienia filmu) pochodzi z 20 generatorów prądu napędzanych przez widzów na rowerach. Pierwsza projekcja w ramach ”Kina na rowerach” miała miejsce cztery lata temu na Big Chill Festival pod Bristolem. W tym roku pokazy odbywają się w kilku londyńskich dzielnicach, a w pierwszy weekend listopada można wziąć udział w warsztatach z budowania generatorów prądu napędzanych przez rowery (więcej informacji na stronie organizacji).

13:51, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
najlepszy widok z okna

Zaczynam się w to wciągać. Znajduję coraz więcej ludzi na świecie, którzy uważają, że ich celem życiowym jest umilanie życia innym. Na przykład twórca tego fotobloga:

http://viewfromthetent.tumblr.com/

Autor zachęca do tego, żeby przysyłać swoje zdjęcia z wakacji pod namiotem. W zestawieniu wyglądają tak zachęcająco, że nic tylko się pakować i szukać własnego kadru.

11:30, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 października 2011
fotograf od dobrych uczynków

Simon Hoegsberg jest duńskim fotografem. Mieszka w Kopenhadze i wymyśla sobie ciekawe, społecznie zaangażowane, projekty fotograficzne. Dwa lat temu, na przykład, przy jednej z najbardziej ruchliwych ulic Kopenhagi ustawił stolik z tablicą: ”Porady i kawa za darmo”. W ciągu tygodnia odwiedziło go ponad 50 osób, powierzając mu swoje problemy i rozterki. Na swojej stronie Simon pisze o tym, że nie koniecznie trzeba być psychologiem, żeby potrafić komuś pomóc i że więź jaka rodzi się między dwojgiem ludzi, zależy w zasadzie tylko od poziomu zaufania.

 Cały projekt możecie obejrzeć tutaj:

http://www.simonhoegsberg.com/vejledning/index.htm

Warto też obejrzeć inne: relacje z podróży przez Europę, którą Simon przejechał autostopem za jedyne 14 euro, serię portretów przechodniów razem z tekstem, który jest zapisem ich myśli; niezwykły wyczyn niepełnosprawnej Annette Jørgensen (poniżej), która zdobyła najwyższy szczyt w Szwecji.

11:18, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
madrość małej foki

Szukałam dla Was pięknej historii miłosnej z życia wziętej, skoro podjęłam się wyzwania dostarczania Wam tylko dobrych wiadomości. Wahałam się, czy nie wspomnieć o niezwykłej historii kryminalnej, którą żyje teraz Ameryka (chyba na drugim miejscu po głośnej sprawie Amandy Knox). Bo o to, po 18 latach uwolniono z więzienia niejakiego Damiena Echolsa, który razem z dwójką kolegów, został w 1994r. skazany na karę śmierci za brutalne morderstwo trójki  chłopców. Echols miał wtedy 19 lat, leczył się psychiatrycznie i miał bardzo obciążoną kartotekę, a do tego interesował się okultyzmem i czarną magią. Ponieważ sprawa była niejasna od początku, a dowody na winę Echolsa dla wielu  nie dość przekonujące, zainteresowały się nią media- powstało kilka filmów dokumentalnych na ten temat, liczne programy, książki i prace magisterskie. I tu wreszcie zaczyna się romantyczna historia. W  1996r. z Echolsem nawiązała korespondencję pewna architekt pejzażu (twierdząc, że to przeznaczenie),  zakochała się w nim,  a następnie wzięła ślub w więzieniu i przez całe lata walczyła o jego uniewinnienie (angażując w apelacje liczne, znane osoby), co właśnie się udało. Całą historię opisał niedawno The New York Times, nazywając ją „historią miłosną z celi śmierci” (na pewno dobrze się „kilka”), a przy okazji ujawnił fragmenty listów, które pisali do siebie kochankowie.

Zaskakujący jest brak obiektywizmu w relacjonowaniu tej historii przez tak prestiżowy tytuł (http://www.nytimes.com/2011/10/16/magazine/a-death-row-love-story.html?pagewanted=all), chociaż głosy na forum ten brak równoważą, jak można się domyślać, z nawiązką. Historia pewnie będzie mieć ciąg dalszy nie tylko  w rzeczywistości, w której małżeństwo będzie musiało skonfrontować się tzw. prawdziwym życiem (Echols nigdy nie prowadził samochodu, nie latał samolotem, nie używał podobno sztućców i nie wie nawet, jak smakuje kanapka z tuńczykiem- wiele lat spędził w izolatce), ale pewnie powstanie na jej kanwie książka i film fabularny. Echols ma plany, żeby pisać, może nawet malować, w każdym razie rozwijać się jako artysta. No i miałam nie pisać, a napisałam. A chciałam o czymś zupełnie innym.

Przy okazji wirtualnego wertowania  New York Times’a, trafiłam na historię o takiej miłości, napisaną w taki sposób, że miałam wrażenie, jakby świat na chwilę przystanął. Króciutki tekst, która przywraca właściwą hierarchię wartości i pozwala spojrzeć na życie i na siebie z dystansu. Emily Rapp, amerykańska pisarka, wykładowczyni na wydziale sztuki na  Santa Fe University, ma 18-miesięcznego synka Ronana, który jest chory na nieuleczalną genetyczną chorobę Tay-Sachsa. Ronanowi zostały dwa, góra trzy lata życia. Chorobę zdiagnozowano w styczniu tego roku i od tego czasu Rapp prowadzi poruszającego bloga o sobie, mężu i synku: http://ourlittleseal.wordpress.com/ ze świadomością, ile zostało im razem czasu...

Pod spodem wklejam linka do tekstu, który Rapp napisała dla The New York Timesa. Nie ma w nim wielkich słów, nie ma żalu do świata, ani do Boga. Jest za to jedna wielka lekcja pokory, wdzięczność, ogromna miłość i mądrość, którą się dzieli. I to jest  ta pozytywna wiadomość w tej całej tragedii. Niezwykłe, że potrafimy być tak niezłomni i tacy odważni, kiedy dzieje się coś tak jawnie niesprawiedliwego. A przynajmniej niektórzy z nas potrafią...

http://www.nytimes.com/2011/10/16/opinion/sunday/notes-from-a-dragon-mom.html

„To jest historia miłosna i jak wszystkie wielkie historie miłosne opowiada  o utracie. Zrozumiałam, że w byciu rodzicem chodzi o to, żeby kochać moje dziecko dzisiaj. Teraz. W zasadzie, dla jakiegokolwiek rodzica, gdziekolwiek, nie ma niczego poza tym.”

(na górze Ronan z mamą)

 

 

00:43, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 października 2011
A za kogo ty się uważasz?

Uważam, że nikt, tak jak Anglicy nie potrafi wymyślić i nakręcić telewizyjnych seriali dokumentalnych i zdania na razie nie zmienię. Trzy lata temu BBC wyprodukowało pierwszy sezon serialu ”Za kogo ty się masz?” (”Who do you think you are?”), który wkrótce okazał się hitem. Przepis jest, jak zwykle, banalny: znana osoba, w towarzystwie kamer i przy pomocy ekspertów od genealogii, szuka swoich korzeni kilka pokoleń wstecz. A efekt- fascynujący! (Na pewno dla tych, którzy podobnie do mnie uwielbiają programy o ogrodach, zapuszczonych strychach, antykach i dziwnych, rodzinnych historiach. Dla wielu innych będzie pewnie nudny i ciężkostrawny.) Zwłaszcza, jeśli o swoich przodkach opowiadają tacy ludzie, jak J.K. Rowling, Boris Johnson, Stephen Fry, Jeremy Irons, itd.

Dzisiaj na kanale BBC można obejrzeć ósmy z kolei sezon, a w najnowszym odcinku główną bohaterką jest znana, brytyjska artystka Tracey Emin, znana z kontrowersyjnych prac i wypowiedzi. Zapowiadając program, przyznaje: ”Bardzo się denerwuję, że moi przodkowie ze strony mamy mogą okazać się kochającą, ciepłą, zwyczajną rodziną. Chyba sobie podetnę wtedy żyły.”

Ci, którzy mieszkają na terenie UK, mogą obejrzeć zaległe odcinki na stronie BBC. A reszta, musi, hm..poszukać. Ale warto!

(Na górze, odcinek z autorką Harry'ego Pottera.

14:15, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 października 2011
New York, New York

O ”Nowym Jorku”, rysowanym przewodniku, który przeleżał ostatnie czterdzieści lat na pewnym strychu w Czechach miałam napisać już kilka razy. Ale nie wiedziałam jak. Bo jak można napisać o czymś tak zaskakującym, nieoczywistym i niezwykłym. Dzisiaj w Gazecie, o ”Nowym Jorku” Zdenka Mahlera napisał Mariusz Szczygieł i jemu się udało. Ale on potrafi. Szczygieł ma 45 lat i nie może się od książki oderwać. Mój syn ma 2,5 roku i również nie może się od niej oderwać. Kartkuje ją codziennie po kilka razy, a o każdej stronie ma wiele do powiedzenia. Ja mam lat 35 i cierpię na tę samą dolegliwość. To ten rodzaj książki, którą można czytać od początku do końca, od końca do początku, wybierając przypadkowo strony. To taka książka, w której neony naprawdę się palą, klaksony trąbią, a z kominów dymi. To książka głośna, żyjąca 24 godziny na dobę, wielokolorowa i szalona. Jak miasto, o którym opowiada. Jako przewodnik po Nowym Jorku roku 2011, na niewiele się zda, ale jako przewodnik po duszy tego miasta- owszem. Dla wszystkich, którzy nigdy nie byli i dla tych, którzy nie mają już dokąd jechać.

www.wydawnictwobona.pl

 

13:26, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 października 2011
Prawdziwa elegancja nie zagląda do metryki

Chyba znalazłam nowe hobby. Od dzisiaj postaram się wyszukiwać dla was same pozytywne informacje. Takie, od których człowiekowi robi się trochę lżej i przyjemniej. Banał,że hej. Ale czy nie potrzeba nam w życiu właśnie trochę banału? Kryzys, jaki sobie zafundowaliśmy, chce nas rozjechać walcem, więc nie widzę nic zdrożnego w porcji dobrych wiadomości na chwilę przed. Złych mamy aż nadto. Wystarczy codziennie czytać gazety i oglądać wiadomości.

Blog Ariego Setha Cohen’a z Nowego Jorku (http://advancedstyle.blogspot.com/) to platynowa wersja kultowego The Satorialist (www.thesartorialist.com). Modele, na których Cohen poluje na ulicach Nowego Jorku, Londynu i Mediolanu, mają średnio po siedemdziesiąt kilka lat, niezwykle oryginalny styl i zaraźliwą energię. W krótkiej notce o sobie, Cohen pisze: ”Szanujcie starszych i pozwólcie, żeby te damy i ci dżentelmeni nauczyli was tego i owego o życiu na całego.”

 

Pod koniec roku ma się ukazać album Cohena ”Advanced Style” ze zdjęciami jego modeli uzupełniony o wywiady z nimi.

15:41, jucatuitam
Link Komentarze (3) »