RSS
wtorek, 31 stycznia 2012
wyszywany miecz

Świat jest pełen fantastycznych ludzi. Zdania nie zmienię. 

Na przykład taka Julie Gillrie, amerykańska matka dwójki chłopców, która na swoim blogu juliegillrie.blogspot.com przedstawia się tak:

”Kocham mojego męża, gospel, moją rodzinę, mojego psa i robótki ręczne. Mam dobre życie”.

Julie prowadzi też sklep na etsy- gdzie sprzedaje swoje wyszywanki, czapki, dziergane szaliczki i swetry. Ale jej największym hitem jest wyszywana, miękka książeczka na podstawie ”Gwiezdnych wojen”, która uszyła dla starszego syna. Na http://www.etsy.com/shop/juliebell możecie pobrać całą instrukcję w pdf-ie, razem z wzorami i zrobić sobie taką samemu w domu.

W środku wygląda tak:

Dla mnie bomba!

12:41, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 stycznia 2012
podwodny świat

Oto Neil Carver, malarz abstrakcyjny i rzeźbiarz z Północnej Kalifornii, który porzucił sztuki piękne dla fotografii. Twierdzi, że ”nic nie istnieje bez fotonu”.

Najczęściej z aparatem zanurza się pod wodę. Swoim modelkom każe nurkować, stąpać po podwodnych korzeniach i szukać skarbów na dnie zbiorników wodnych. Małomówny- woli robić zdjęcia niż o nich gadać.

Więcej na http://neilcraver.500px.com/

  

15:39, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 stycznia 2012
Bądź swoim wydawcą!

Ale historia! Świat o niej usłyszał już ponad rok temu, a ja dopiero teraz przeczytałam o niej w Guardianie (http://www.guardian.co.uk/books/2012/jan/12/amanda-hocking-self-publishing/print). Amanda Hocking na pewno będzie mieć swoje miejsce w encyklopedii, jeśli będą je jeszcze wydawać...W wikipedii ma już od dawna.

Ma 27 lat, mieszka w Austin, w Minnesocie i w ciągu niespełnia dwóch lat sprzedała prawie 2 miliony swoich książek. Jej powieści, z pogranicza fantasy i romansu, zajmują najwyższe pozycje na listach bestsellerów w USA.

A jeszcze kilka lat temu, Amanda w ciągu dnia opiekowała się niepełnosprawnymi, a po nocach pisała książki dla młodzieży, które po kolei odrzucali wydawcy. Często nie miała na rachunki.

Wszystko zmieniło się w kwietniu 2010 roku. Hocking, wielka fanka Muppetów dowiedziała się z gazety, że w październiku ma zostać otwarta w Chicago wystawa poświęcona Jimowi Hensonowi, twórcy Muppetów. Bilet na samolot był dla niej stanowczo za drogi. Nie stać ją było ani na benzynę, ani na nocleg, ani nawet na bilet na wystawę. Wtedy postanowiła zamieścić jedną ze swoich dziewięciu powieści w serwisach internetowych zajmujących się sprzedażą e-booków i w ten sposób zebrać pieniądze na podróż. Sama zrobiła redakcję, korektę i zaprojektowała okładkę. Samodzielnie zajęła się promocją- na facebooku, na stronie internetowej i na twitterze. Jej książkę kosztowała 99 centów.

W październiku, po 6 miesiącach, udaje jej się sprzedać 150 tysięcy egzemplarzy i zarobić 20 tysięcy dolarów.

Reszta jest historią...

Od tamtego kwietnia, Hocking sprzedała 1,5 miliona egzeplarzy, zarobiła ok. 3 milionów dolarów, a teraz- cóż za paradoks- biją się o nią największe wydawnictwa na świecie. W tym roku jej książki, już w papierowym wydaniu, wyjdą w Stanach, Wielkiej Brytanii, Australii i Afryce Południowej.

Rzuciła pracę w ośrodku opieki. Przeprowadziła się z małej klitki, którą dzieliła z przyjacielem Erikiem (współlokatorem, platonicznym partnerem życiowym, asystentem) i kilkoma zwierzątkami do dużego domu. Zmieniła trochę styl ubierania się, ale wciąż wydaje się oszołomiona swoim sukcesem.

”Całe życie o tym marzyłam, a teraz kiedy to się stało, nie wiem, co dalej?”-mówi w wywiadach i nie ma w tym kokieterii. Plusy sławy? ”Najfajniejsze jest to, że jak pomyślę o tym, że brakuje mi skarpetek, to mogę pójść do sklepu i je sobie kupić. Ot tak. Nie muszę się zastanawiać nad tym, ile kosztują”.

9 godzin temu wsiadła do samolotu do Europy. Zaraz rozpoczyna tourne po brytyjskich księgarniach. Na twitterze napisała: ”Wsiedliśmy z rodzicami do samolotu. Od razu zaczęli się kłócić. Wspaniale!”.

Blog Amandy: www.amandahocking.blogspot.com

Amanda i Eric

14:34, jucatuitam
Link Komentarze (2) »
środa, 11 stycznia 2012
wspomnienia z utopii

Te zdjęcia nie pochodzą z archiwalnego albumu ”Dzieci kwiatów”, z lat 60tych, chociaż mają wiele wspólnego z tamtym światem. Zostały zrobione w 2010 roku i są częścią projektu ”Cruel Story of The Youth” amerykańskiej fotografki Jennifer Loeber (www.jenniferloeber.com).

Dwa lata temu, Loeber (rocznik 1973) pojechała z aparatem na obóz dla młodzieży w Rowe, w Massachusetts, gdzie spędziła kilka tygodni. Chciała odtworzyć i udokumentować miejsce, zdarzenia i atmosferę, które ją samą ukształtowały wiele lat wcześniej, kiedy była nastolatką. Obóz letni dla młodych to wyjątkowe miejsce z ponad 85-letnimi tradycjami. Znajduje się na terenie centrum duchowego prowadzonego przez Unitarian, gdzie przez okrągły rok zjeżdżają ludzie ze wszystkich zakątków Stanów po wsparcie duchowe,  na konferencje, warsztaty albo po to, żeby po prostu odpocząć. Jak pisze autorka zdjęć kolonie to ”Utopia, którą rządzą nastolatki”. To oni wyznaczają tutaj reguły gry, sposób komunikowania się, plan dnia, swoiste rytuały. Po raz pierwszy na co dzień dotkliwa obecność autorytarnych dorosłych, tam niemal przestaje istnieć.  Loeber wspomina Rowe jako raj. Tytuł projektu ”Okrutna historia młodości” nie odnosi się wcale do obozu, ale do życia, do którego młodzi muszą wrócić po tym, jak skosztowali prawdziwej niezależności.

14:44, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
klapki z oczu

Carly Findlay nie opalała się zbyt długo na słońcu.

Tak wygląda od urodzenia- cierpi na rzadką, genetyczną chorobę, która dotyka 1 na 100 tysięcy dzieci. Choroba nazywa się ichthyosis i podobno jest tłumaczona na język polski, jako: ”rybia łuska arlekinowa”. Nawet ładnie, chociaż choroba jest straszna- poza codziennym bardzo skomplikowanym rytuałem dbania o skórkę, Carly widuje bardzo wielu lekarzy, jest często zmęczona, zapada na rozmaite infekcje. Z powodu swojego wyglądu wielokrotnie była ofiarą napaści- fizycznej i słownej. W szkole była nagminnie prześladowana przez inne dzieci, zdarzyło się, że została wyproszona ze sklepu, żeby nie straszyć klientów... Dzięki ogromnemu wsparciu rodziców- nie dała się złamać. Dzisiaj ma 30 lat. Mieszka w Melbourne, w Australii, pisze pracę magisterską na dziennikarstwie i pracuje dla rządu. Poza tym jest znaną i nagradzaną blogerką (http://carlyfindlay.blogspot.com/). Dużo pisze o tolerancji, walce ze stereotypami, ale też o modzie (jest zakupoholiczką), dbaniu o siebie, muzyce, gotowaniu i miłości. Kwestia bardziej i mniej udanych randek to cały osobny rozdział w twórczości Carly. Dużo w tym poczucia humoru i autoironii.

W lokalnej telewizji Carly współtworzy program No Limits, który jest głosem osób niepełnosprawnych. Właśnie zakwalifikowała się na największą konferencję blogerek z całego świata, które odbędzie się w Nowym Jorku w sierpniu. I super!

Artykuł o Carly w jednym z australijskich magazynów

15:03, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
czwartek, 05 stycznia 2012
był pejzarzyk, jest pejzażyk

Na zdjęcia Simona Atkinsona trafiłam przypadkiem, czytając coś na temat mojego ukochanego hrabstwa Yorkshire. Atkinson jest fotografem- amatorem. Mieszka w małym miasteczku Beverley, na wschodzie Yorkshire. Dwa lata temu nauczył się robić zdjęcia, jak pisze na swojej stronie  ( www.simonatkinsonphotography.co.uk ): ”bez opłat za naukę, bez lekcji. Po prostu przeczytałem wiele książek i magazynów i zdobywałem doświadczenie, sprawdzając, co działa, a co nie.”

Atkinson fotografuje głównie pejzaże. Mówi, że to najbardziej wymagający rodzaj fotografii. Na jedno dobre zdjęcie, poluje czasem przez cały dzień, albo wstaje o najgłupszej godzinie z możliwych, żeby złapać określony rodzaj światła o 4:35 nad ranem.

Zdjęcia, jakich wiele, można by powiedzieć. Wystarczy wziąć do ręki pierwszy lepszy kalendarz w pewnej dużej, sieciowej księgarni, ekhm. Ale mnie się podoba. A ponieważ to Yorkshire, a szczególnie stary rybacki port- Staithes, gdzie chciałabym się zestarzeć, to postanowiłam się tym odkryciem z wami podzielić.

A tu widok na Staithes w obiektywie Williama F.Taylora, w 1940 roku.

Dzisiaj jest głównie atrakcją turystyczną i celem pielgrzymek geologów. Całe to wybrzeże nazywa się zresztą potocznie- Wybrzeżem Dinozaurów. Gdzie nie pokopiesz, tam kości. W XVIII wieku mieszkał to James Cook, nie szkodzi że tylko przez rok. Poza widokami i dinozaurami, mają też najlepszy cydr na świecie.

 

17:22, jucatuitam
Link Komentarze (7) »
wtorek, 03 stycznia 2012
No to jedziemy!

Dwa lata temu, dwóch kolegów z Południowej Afryki- Stan Engelbrecht i Nic Grobler (na zdjęciu)- fanatycy jazdy na rowerze stworzyli razem projekt, który miał na celu dokumentację ”kultury rowerowej” w RPA. Panowie przejechali 6 tysięcy kilometrów i sfotografowali ponad 500 rowerzystów, spisując ich historie- gdzie jeżdżą? dlaczego jeżdżą? na czym jeżdżą? I po co?. W tym roku, własnym sumptem wydają trzy albumy z wyselekcjonowanymi zdjęciami i opowieściami bohaterów. Pomysł może się wydawać banalny, ale w RPA- rower nie jest tylko rowerem. To narzędzie, które może dać siłę i podmiotowość.

Autorzy tak tłumaczą swoje przedsięwzięcie:

”Zauważyliśmy, że w RPA, zwłaszcza w dużych miastach, bardzo mało ludzi używa roweru, jako środka transportu. To bardzo dziwne, zważywszy, że nie mamy porządnej publicznej komunikacji miejskiej,a ta, która jest- jest droga i niebezpieczna. Biorąc pod uwagę wszystkie korzyści z poruszania się na rowerze- niezależność, ruch fizyczny, niskie koszty, aspekt ekologiczny- chcielibyśmy zachęcić do korzystania z rowerów ludzi ze wszystkich klas społecznych, szczególnie tych najmniej uprzywilejowanych.

Zauważyliśmy, że w miarę jak duże miasta rozwijają się, stają się coraz bardziej przyjazne dla samochodów, ale nie dla ludzi. (…) Przepaść między tymi, których stać na transport zmotoryzowany a tymi, których na niego nie stać, stale rośnie. Posiadanie roweru w tym klimacie społecznym może inspirować do działania, dawać poczucie podmiotowości, pod warunkiem, że zaistnieje odpowiednia infrastruktura.”

Z zysków ze sprzedaży książki, autorzy chcą pomóc najbiedniejszym- organizując warsztaty z naprawy rowerów, kupując niezbędne wyposażenie (kaski, opony, pompki, zapięcia). Celem ostatecznym jest promowanie jazdy na rowerze jako niezależnego środka transportu, alternatywy dla samochodów i innych środków komunikacji miejskiej.

Więcej o projekcie oraz zdjęcia z Bicycle Portraits znajdziecie na:

http://www.dayonepublications.com/Bicycle_Portraits/Home.html

Kliknijcie na zdjęcie, a przeczytacie historie bohaterów i poznacie trasy, którymi się przemieszczają

15:59, jucatuitam
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 02 stycznia 2012

Takie życzenia złożył swojej żonie-Rachel- 35 -letni Kristian Anderson z Perth, ojciec dwójki chłopców (4 i 2 lata). Do udziału w filmie udało mu się namówić premiera Nowej Zelandii (skąd pochodzi jego żona) oraz bożyszcze południowej półkuli- Hugh Jackmana. Film zamieścił na youtubie, gdzie obejrzało go ponad 65 tysięcy ludzi.

Andersonowie dostali mnóstwo ciepłych listów, maili, komentarzy, gratulacji, a Rachel- urodzinowe życzenia z całego świata. Kristian jednym, kilkuminutowym gestem uruchomił mnóstwo dobra...

Dzisiaj w nocy, o 24 odszedł w szpitalu w Manly, w Australii.

Więcej możecie dowiedzieć się z jego bloga howthelightgetsin.net (”Jak światło wchodzi do środka”).

I to światełko zostanie na zawsze.

(podejrzane na www.mamamia.com.au)

13:54, jucatuitam
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 grudnia 2011
Tańczyć każdy może!

Czy ktoś coś mówił o tym, że kalendarz adwentowy to szczyt obciachu? No więc, jeśli kiedykolwiek coś takiego padło z moich ust, odwołuję!

Luke Bonner i Lewis Bollock, para przyjaciół z Bournmouth, w Anglii stworzyli taneczny, internetowy kalendarz adwentowy. Każdego dnia, od pierwszego grudnia do Wigilli zamieszczają na swojej stronie www.theartofdancing.co.uk  autorski układ choreograficzny na dany dzień. Nie robią tego ani dla pieniędzy, ani dla reklamy. Jedynie dla czystej przyjemności- swojej i widzów.

Życzę Wam, żeby Wasze święta były właśnie takie. A kto powiedział, że przy kolędach też nie można sobie popodtańcowywać?:-)

Chłopaki piszą o sobie: ”Dziewczyny są dla nas za bardzo skomplikowane. Wolimy dinozaury i whiskey.”

 

13:27, jucatuitam
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 19 grudnia 2011
miej to w nosie

Czasem wydaje mi się, że wszystko już było, ale jak się dobrze rozejrzeć, to świat jest pełen niespodzianek.

Sally Steel Jones, nauczycielka, mama nastolatki i kilkuletnich bliźniaków, oraz pasjonatka szydełkowania i robót ręcznych postanowiła wydziergać ubranko dla swojego wiecznie czerwonego i zmarzniętego nosa. Okazało się, że nie ona jedna ma ten problem ( a rzecz dzieje się w Anglii, gdzie jak wiadomo w domach raczej się nie przegrzewa), więc Pani Jones powoli zaczęła rozkręcać interes. Dzisiaj robi nie tylko ocieplacze dla nosów, ale również grzejniki na nadgarstki, szale, rękawiczki i etole. Swoje wyroby sprzedaje do Kanady, Stanów, Australii i w całej Europie. Co prawda ta zima nie szczególnie sprzyja jej interesowi, ale podobno nie narzeka. Jej strona nie zachwyca specjalnie, ale Sally zaprojektowała ją również sama, bo nie stać ją było na profesjonalnego webmastera, więc szapo ba!

Więcej na: nosewarmer.co.uk

A przy okazji pozdrawiam swoich 3 (słownie- trzech) wiernych czytelników i dziękuję za słowa uznania. Jak mówią anglojęzyczni: You make my day!

22:32, jucatuitam
Link Komentarze (13) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25