RSS
poniedziałek, 27 lipca 2009
O,Kapitanie!Mój Kapitanie!

 

Nazywają się Yachties i tworzą załogę  na dużych, luksusowych jachtach. Przyjeżdżają ze wszystkich stron świata do jednego z portów, po to, żeby zaraz  wyruszyć w przeciwnym kierunku.  Dla jednych to sposób na poznanie świata, dla innych ucieczka od zwykłej codzienności, dla jeszcze innych-styl życia.  Są i tacy, którym na ląd już zejść trudno, bo podobno ta praca uzależnia. 

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym jak wygląda życie "yachties",  zajrzyjcie do warszawskiej kawiarnii Karma, przy Placu Zbawiciela. 3 sierpnia o godz. 20 Agnieszka Słodownik otwiera tam wystawę swoich zdjęć. W zaproszeniu na wernisaż pisze m.in.: 

„Yachties pracują ciężko i zawodowo się resetują. Są piękni, spaleni słońcem i silni. Umięśnione ciała muszą dużo znieść. Wypływy o świcie, niestabilność błędnika, próżność gości jachtów(…). W chwilach wolnych od marynarsko-hotelowych mundurków, stroją się w piórka najlepszych marek, bo ich stać. Młodzi idą w tango, starsi uciekają od wody wgłąb lądu odnawiać naderwane synapsy swoich tożsamości, aby potem wrócić do mesy, do swojej załogi, z którą dzielą nielogiczną więź ponad narodowościami i antagonizmami.
Cyfrowa lustrzanka świetnie uchwyci splendor i ociekające luksusem jachty, ale ta sterylność jest nudna i fałszywa. Tylko klisza oddaje subtelne niuanse życia współczesnych ludzi morza.”

A komu do Karmy za daleko, zdjęcia może obejrzeć tutaj http://picasaweb.google.pl/vajlentka/ForLeonoraCrew#


 

14:38, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 lipca 2009
historia pewnej puszki

apollo 11

Przypomniała mi się pewna rzecz, a propos 40-tej rocznicy lądowania na Księżycu. Załoga Apollo 11 po zejściu na ziemię spędziła 3 tygodnie kwarantanny w srebrnej przyczepie Airstream. Dzisiaj to chyba najbardziej kultowa przyczepa na świecie, a na pewno w Stanach Zjednoczonych, gdzie jej pierwsze modele powstały w latach trzydziestych w fabryce założonej przez prawnika z wykształcenia a konstruktora-samouka z urodzenia-Wally'ego Byama.

Byam pierwszą swoją przyczepę zbudował samodzielnie na nadwoziu Forda, a potem opublikował niezwykle popularny artykuł ze wskazówkami jak samemu zbudować przyczepę poniżej 100 dolarów. Airstreamy produkuje się do dzisiaj, w kilku kategoriach- domy mieszkalne, mini-przyczepy, vany. Airstream ma swój miesięcznik, kluby sympatyków, specjalnie wyznaczone kempingi, muzeum i setki stron założonych przez fanów. Airstreamami podróżowali prezydenci, wojsko, gwiazdy Hollywood, artyści i hippisi.

Model klasyczny z zeszłego roku wygląda tak. I oczywiście kosztuje dzisiaj majątek

a w środku tak:

Będąc już znanym i zamożnym przedsiębiorcą, Byam w latach 50-tcyh i 60-tych, propagując podróże airstreamerami, sam zwiedził z nimi półświata-od Afganistanu po Afrykę Południową, od Europy po Meksyk. Wyruszał zawsze dużą grupą, razem z przyjaciółmi i rodziną, w kilka przyczep. To wtedy powstał również klub zrzeszający miłośników i posiadaczy airstreamów- Wally Byam Caravan Club (www.wbcci.org), do którego należy dzisiaj 7 tysięcy rodzin na świecie, które spotykają się na niezliczonej ilości zlotów.

Mam takie marzenie. Typowo amerykańskie;) Przejechać Stany ze Wschodniego Wybrzeża na Zachód. Najchętniej ciągnącą za sobą srebrną puszkę. Czyż nie byłoby pięknie?

15:55, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 lipca 2009
Zjedz dżem z męża

 

 

janice langleywllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch

Pani nazywa się Janice Langley i jest członikinią zarządu Instytutu Kobiet (Women's Institute) w Wielkiej Brytanii, z wykształcenia pielęgniarką i terapeutką, która specjalizuje się w terapii małżeńskiej, matką trójki dzieci i babcią. Na tym zdjęciu, który jest kadrem z filmu edukacyjnego skierowanego do seniorów, 66-letnia Langley demonstruje jak zakłada się prezerwatywę. Inne tematy poruszane w filmie to m.in. seks z partnerem po zawale, po wylewie, z reumatyzmem, cukrzycą ale też jak urozmaicić pożycie małżeńskie po wspólnie spędzonych 40 latach, jak bawić się w łóżku, ogrodzie i na kuchennym blacie. O wszystkim tym, Langley opowiada z lekkością w swoim dostojnym domu, na kanapie przy dębowym stole, leżąc na małżeńskim łożu z baldachimem, w eleganckich strojach od Laury Ashley i przy nieśmiertelnej filiżance herbaty.

Fragmenty filmu można obejrzeć tutaj

http://w-icon.sky.com/sex.html?guide=Sex&vid=b

A tutaj oficjalna strona Women's Institute http://www.thewi.org.uk/. WI zrzesza ok.205 tysięcy członkiń w Wielkiej Brytanii, które na codzień spotykają się w lokalnych klubach, zwykle w małych miasteczkach i wsiach. Propaguje działalność charytatywną i edukacyjną. Ostatnio m.in. zaangażował się w kampanię przeciwko wyrzucaniu i marnotrawieniu jedzenia, projektach pro-ekologicznych i przeciwko przemocy wobec kobiet.

Kiedy w 1999 roku grupa człońkiń z jednego z klubów w Yorkshire zdecydowała się pozować do rozbieranego kalendarza na rzecz badań nad białaczką (Pamiętny film "Dziewczyny z kalendarza" z genialną Helen Mirren), pomysł ten wywołał oburzenie w lokalnych władzach i dopiero władze na szczeblu ogólnokrajowym wyraziły na niego zgodę, aczkolwiek niechętnie. Wpływy ze sprzedaży kalendarza przeszły najśmielsze oczekiwania, a za nimi przyszły sława, film, fani i naśladowczynie. Wystarczyło 10 lat, żeby członkinie WI odważyły się mówić o seksie otwarcie. I fajnie. Uważam, że taki film jest bardzo potrzebny- bo wbrew obiegowym stereotypom, emerytura to nie koniec seksu, a dla niektórych nawet początek. Zastanawiam się tylko, czy taki film miałby szansę powstać u nas...A szkoda.

14:11, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lipca 2009
zapiski z małej wyspy

bill bryson po polsku

Jak się cieszę! Jedna z moich ulubionych książek wreszcie ukazała się po polsku. Dla wszystkich anglofilów i dla tych, którym Wielka Brytania kojarzy się wyłącznie z wieczną mgłą, paskudnym jedzeniem, i fatalnym gustem. Jak na Amerykanina, Bryson, dziennikarz a dzisiaj pisarz na pełen etat, wykazuje się bardzo brytyjskim poczuciem humoru.

W Anglii spędził ponad 20 lat i mieszka tam do dzisiaj z żoną i czwórką dzieci. "Zapiski" świetnie się czyta nawet jeżeli nie planuje się podróży na Wyspę.Tak jaki i resztę jego książek z podróży po Stanach, Europie i Australii.

Więcej o Brysonie na jego oficjalnej stronie http://www.booksattransworld.co.uk/billbryson/

13:57, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 lipca 2009
recepta na szczęście

Powinnam dodać "w kryzysie", bo dzisiaj tytuł bez słowa "kryzys" to żaden tytuł

Należę do tego niezbyt popularnego typu ludzi, dla których szklanka zawsze jest do połowy pusta, albo gorzej- bo nigdy w  życiu nie zapełni się ani jedną kroplą. Nie ma cienia szansy!Jestem pesymistką skrajną, uprawiam czarnowidztwo, dzielę włos na czworo i zaklinam rzeczywistość na swoją niekorzyść- jak coś idzie dobrze, to na pewno się spieprzy, a jak jest źle, to będzie tak źle, że gorzej być nie może. Na szczęście, dzisiaj już wiem, że niewiele mogę zrobić, żeby to zmienić, i dzięki bogu wie to również mój mąż, który się z tego śmieje (i dlatego nadal jest moim mężem). On, w przeciwieństwie do mnie, jest skrajnym optymistą, dla którego szklanka nie dość, że zawsze jest pełna, to obok niej stoi druga, również pełna, od której w razie czego, można pożyczyć. Dzięki niemu i ja nauczyłam się śmiać ze swojej przypadłości i to jest chyba najlepsza terapia. Ale są dni, kiedy poraz kolejny podejmuję próbę wyleczenia się z chorobliwego pesymizmu i szukam jakiejś deski, której mogłabym się uczepić i chociaż nie znoszę podręczników z nurtu pop-psychologii, to wstyd się przyznać, zdarza mi się, że cichaczem je przeglądam. A nawet, i tutaj napiszę szeptem, zdarza mi się uwierzyć w to, co jest tam napisane.

Dzisiaj przypomniał mi się eksperyment, który trzy lata temu przeprowadzono w angielskim miasteczku Slough pod Londynem. Sześciu ekspertów z dziedziny psychologii pozytywnej,psychoterapii, filozofii, nauk społecznych i ekonomii przez trzy miesiące uczyło 50 wybranych mieszkańców Slough, jak być szczęśliwym. Efekty tej terapii, na którą składały się warsztaty, treningi oraz indywidualnie dobrana dieta i aktywność fizyczna pokazano w czteroodcinkowym programie wemitowanym na BBC, pt. Making Slough Happy. Oczywiście eksperyment się powiódł- wszyscy uczestnicy zapracowali sobie na swoje poczucie szczęśliwości, stosując się do 10 przykazań, opracowanych przez rzeczonych ekspertów. A oto recepta:

1. Zasadź jakąś roślinę i pielęgnuj ją

2. Każdego dnia, przed pójściem spać wymień 5 pozytywnych rzeczy, jakie cię dzisiaj spotkały

3. Znajdź czas na rozmowę z ukochanym-przynajmniej godzinę w tygodniu

4. Umów się z przyjacielem/przyjaciółką, których dawno nie widziałeś

5. Spraw sobie jakąś przyjemność raz dziennie i ciesz się nią

6. Przynajmniej raz dziennie śmiej się do rozpuku

7. Trzy razy w tygodniu uprawiaj sport przez przynajmniej pół godziny

8. Uśmiechnij się, albo powiedz dzień dobry nieznajomemu na ulicy

9. Spędzaj przez telewizorem o połowę mniej czasu

10. Zrób dobry uczynek dla kogoś przynajmniej raz dziennie

Ciekawi mnie bardzo, jak dzisiaj, kiedy fala kryzysowego tsunami uderzyła w Wielką Brytanię chyba najmocniej ze wszystkich krajów Unii, radzi sobie te 50 osób, które brały udział w eksperymencie. Czy dzięki umiejętnościom wyniesionym ze szkoły szczęścia mniej odczuwają skutki kryzysu?

A tak wygląda Slough z lotu ptaka -pesymisty

slough trading estate z lotu ptaka

22:39, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
ekościema

Przejeżdżałam dzisiaj przez jedną z mazowieckich wsi. Krajobraz piękny, po burzy,zieleń po horyzont, a w tej zieleni -"zielony market", czyli spożywczak przypominający Biedronkę, z liściem chyba dębu w logo, że niby ekologiczny. I pomyślałam o tym, jak bardzo drażni mnie ta ekościema, którą naokoło się nagminnie uprawia po to tylko, żeby zarobić a klienta nabić w butelkę. Ekowędliny, eko pieczywo, bio- nabiał, eko kosmetyki, ekosamochody, ekobuty, biopaliwa, przyjazne środowisku pralki i zmywarki, torby bio, organiczne paarówki itd. Sami świadomi producenci i świadomi konsumenci.A wszystko to dwu albo trzykrotnie droższe, aż mnie korci żeby zapytać w sklepie, czy jest jakaś osobna półka z artykułami z ołowiem, innymi metalami ciężkimi, padliną i jajami od kur, które zniosły je tuż po tym, jak popełniły samobójstwo. Żeby mieć przynajmniej jakiś wybór.

Przecież wiadomo, że nie istnieje coś takiego jak "zielony" samochód, samolot przyjazny środowisku, mięso od szczęśliwej krowy, paliwo z liścia. Wiele (jeśli nie większość) firm kosmetycznych, które reklamują swoje produkty pod tym hasłem nie posiada żadnych atestów. A mimo to kupujemy tę ściemę. I ja też.

I dzisiaj zastanawiam się nad tym, dlaczego się nabieram? A może zwyczajnie oszukuję, że kupuję lepszy, zdrowszy dla mnie i dla innych produkt? Chyba tylko i wyłącznie ze snobizmu, bo niby dbam o siebie i swoją rodzinę, oraz jestem konsumentką świadomą. Pewnie trochę z poczucia winy, że w zasadzie poza tym, że jestem eko-konsumentką, mam ekopralkę i ekozmywarkę, oraz segreguje śmieci, to moje życie, z lenistwa, wygody i ignoracji wcale ekologiczne nie jest. Na pewno dlatego, że jaja od zielononóżki smakują bardziej.

Obiecuję sobie wiecznie, że się poprawię, że wreszcie wezmę się w garść i zrewolucjonizuje życie swoje i swojej rodziny, a potem tłumaczę sobie nieudolnie, że przecież nie obejdę się bez pampersów, samochodu, plastikowych butelek, i całego arsenału rzeczy, które na pewno nie są przyjazne środowisku.

Na razie stanęło na tym, że wyrzuciliśmy telewizor. W sumie żaden powód do dumy

Czy wybiórcza ekologia w ogóle ma sens?

Więcej o tym jak producenci wciskają nam ekokit na www.stopgreenwash.org- stronie założonej przez Greenpeace

00:02, jucatuitam
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 lipca 2009

mrs.kennedy

 

Eunice Kennedy Shriver, z "tych" Kennedych, ponad 40 lat temu stworzyła ideę pierwszych igrzysk osób niepełnosprawnych umysłowo. Ma 88 lat i jest aktywna zawodowo do dzisiaj. Prywatnie teściowa Arnolda Schwarzeneggera. Ten obraz został namalowany przez amerykańskiego malarza Davida Lenza.Tak, to OBRAZ, nie zdjęcie;)

A zdjęcia Eunice Kennedy Shriver można obejrzeć na stronie znakomitej forografki Lauren Greenfield na www.laurengreenfield.com

23:12, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
rok temu

Rok temu napisałam tekst o Julii Hollander-brytyjskiej reżyserce teatralnej, która w 2002 oddała swoją pięciomiesięczną, niepełnosprawną córkę do adopcji. A potem napisała o tym wstrząsającą książkę "Kiedy łamie się gałąź"(www.motherstory.co.uk). Książka i cała historia wywołała burzę w brytyjskich mediach-odważna czy wyrodna? przyznała się publicznie do bezradności, czy wyrachowana i nieczuła? współczuć czy potępić?.

W grudniu zeszłego roku powstało słuchowisko radiowe-wyreżyserowane przez Julię. W marcu tego roku, książka miała dodruk w miękkiej okładce. Julia nadal mieszka ze swoim partnerem i dwiema, zdrowymi córkami. Młodszą urodziła niedługo potem, jak oddała Immogen do adopcji. Z Immogen utrzymuje sporadyczny kontakt.

A Immogen? Byłam ciekawa co się wydarzyło przez ten ostatni rok. Jej opiekunka, Tania Beale prowadzi bloga, w którym opisuje codzienne życie ze swoimi dwoma podopiecznymi- siedmioletnią już Immie i drugą, również niepełnosprawną dziewczynką, którą nazywa Małą Rybką. Zajrzałam tam, z ciekawości (www.behindthechild.blogspot.com)

Notka z wczoraj: Immogen i Mała Rybka przytulają się na łóżku, śmiejąc. Tania pisze krótką notkę o tym, jak dobrze jest mieć siostrę, o tym, że dzięki temu świat staje się lepszy...Tania jest dla mnie świętą, o którą nikt w Rzymie kłócić się nie będzie...

17:19, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
sexy mama 6 tygodni później

Prof. Środa pisze ostatnio w jednym z kolorowych miesięczników dla kobiet o tym, że powinnyśmy być jak makaron- smukłe, śliskie i gładkie- tego się od nas oczekuje. Zakładam, że pani profesor miała na myśli tylko spaghetti. Bo już farfalle, penne rigate a co gorsza canelloni w tej kategorii się nie zmieszczą.

Wydaje mi się, że jest tak: sexy jest być mamą, sexy jest być w ciąży (pod warunkiem, że nie przytyło się więcej niż 5 kilo i tylko w pasie), na porodówkę wjeżdża się z trasy koncertowej, planu filmowego, albo z zza biurka ministerialnego, a wyjeżdża następnego dnia, w świetnej formie, po to, żeby już kilka tygodni później wrócić na plan filmowy, trasę, za biurko (chyba, że jest się Rachidą Dati i wraca się już po kilku dniach). I wyglądać oraz zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Poza tym, że oczywiście "dziecko zmieniło moje życie"! Taki przynajmniej trend lansuje telewizja śniadaniowa do spółki z gazetami z półki "co słychać u gwiazd": urodziła dziecko, a nawet drugie i trzecie i zobaczcie jak świetnie wygląda w bikini. Jak spaghetti!

No więc, każda która urodziła dziecko ( albo może tylko mi się to przytrafiło) wie, że w świecie ludzi zwyczajnych, bez trenerów osobistych, sztabu masażystek i kosmetyczek, niań, pań od prasowania, gotowania, sprzątania, oraz kierowcy, agenta i menedżera, jest inaczej. Rozstępy- są i raczej zostają. Cellulit- jest. Blizna po cesarce-bardziej widoczna niż by się chciało. Niechciana fałda na brzuchu-jest. Pajączki, żylaki- są. No i bałagan "tam na dole" może zaskoczyć, jeśli tylko chce się go oglądać. Nie zawsze występuje wszystko w komplecie, ale ślad po ciąży pozostaje- i dla wielu sexy nie jest. Do tego nachalnie wciska się nam, że tam w lepszym świecie, takie rzeczy się po prostu NIE ZDARZAJĄ!

Na szczęście są kobiety, które nie robią z tego tajemnicy. To dla nich i dla siebie jedna z amerykańskich mam założyła stronę www.theshapeofamother.com. Bez ściemy. Bez lukru. Bez photoshopa. Bo jak twierdzi "ciało kobiety po ciąży jest jednym z nalepiej strzeżonych sekretów". Więc jak macie ochotę pozachwycać się innymi kształtami makaronu niż spaghetti, to polecam. Smaczne, bo bez konserwantów.

15:34, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
1 ... 21 , 22 , 23 , 24 , 25