RSS
wtorek, 13 września 2011
pomarzyć każdy może. na szczęście

Gdybym wygrała w totka, wzięłabym urlop, kupiłabym cztery bilety do Australii, wynajęła vana i ruszyła w kilkumiesięczną podróż. A przy okazji,żeby nie tracić czasu na same przyjemności, napisałabym tę książkę, którą od czasu do czasu Was tutaj zanudzam. Pomysł już mam: dwadzieścia kobiet- dwadzieścia twarzy Australii. Listę sobie powoli komponuję, kogoś dopisuję, kogoś skreślam (docelowo ma ich być 20), oglądam, czytam i samo to w zasadzie sprawia mi przyjemność, więc w sumie nic się nie stanie, jeśli nie uda mi się tego marzenia zrealizować.

Chciałabym porozmawiać m.in. z:

-Mary Rodwell, która jest autorytetem w dziedzinie badań zjawisk związanych z obecnością pozaziemskiej inteligencji na Ziemi. Prowadzi fascynujący program w telewizji, w którym stara się przekonać swojego dorosłego syna (weterynarza, naukowca), że UFO jednak istnieje. W tym celu podróżują razem przez cala Australie, rozmawiając ze świadkami, którzy twierdzą, że spotkali się z ”obcymi”,ale też z naukowcami, astronomami, itd. Cel: albo mama przekona syna do tego, w co sama wierzy, albo nigdy już nie będą tego tematu poruszać.

-Terri Irwin, żoną Steve'a Irwina- znanego przyrodnika, prezentera telewizyjnego, który prowadził kultowy w Australii i na świecie program o zwierzętach i który zmarł 5 lat temu w wyniku przebicia serca przez ogon płaszczki. Terri Irwin odziedziczyła po mężu nie tylko całe imperium medialne, ale także największe w Australii Zoo, a teraz rozkręca karierę ich córki -Bindi Irwin.


 

- Giną Rinehart- najbogatszą Australijką, której majątek wyceniany jest na ok. 10 mld dolarow. Rinehart  odziedziczyła kopalnie rud żelaza po ojcu, a następnie stoczyła z macochą batalię o majątek. W ciągu roku podwoiła swój stan posiadania, inwestując w media.

- Diane Riley- seksuolożką, która razem z mężem spopularyzowała nie tylko w Australii, seks tantryczny. Mieszka w w Byron Bay- posthipisowskiej oazie alternatywnego stylu życia, która jest tematem sama w sobie. Prowadzi warsztaty dla par, pisze książki na temat.  

 - Marcią Langton- Aborygenka, profesor, aktywistka, działa na rzecz rdzennej ludności, ale tez jest bardzo krytykowana za swoje akcje z jednej i z drugiej strony.



- Kate Ellis  (rocznik 1977) W 2004r. została najmłodszą kobietą w historii wybraną do parlamentu, była minister ds. młodzieży i sportu, z ramienia Partii Pracy. Od 2010r. jest minister ds. opieki nad dziećmi, zatrudnienia i równouprawnienia. Była również zaangażowana w kampanie społeczną, która walczy z uprzedmiotawianiem kobiet w mediach. ( a jednocześnie- wybrano ją na najbardziej seksowną minister).



-Ingrid Paulson, której historia wstrząsnęła australijską opinią publiczną w 2003r. Paulson- ofiara przemocy domowej poszła na posterunek policji złożyć donos na męża, który ją pobił i zgwałcił. W tym czasie mąż zabił jej ojca oraz dwójkę małych dzieci, a na końcu siebie. Paulson, po tej tragedii, podniosła się. Skończyła studia podyplomowe, napisała książkę ”Rise” ('Wstań', która jest częściowo autobiografią, a częściowo podręcznikiem dla osób, które chcą się podnieść z różnych życiowych tragedii) i założyła swoją firmę, która zajmuje się doradztwem personalnym.

- Keli Lane- reprezentatką Australii w piłce wodnej, która została skazana na 18 lat za zabicie swojej nowonarodzonej córki (w 1996r), ponieważ podobno zależało jej na wzięciu udziału w Igrzyskach Olimpijskich, a opieka nad maleńkim dzieckiem kolidowała z treningami.Lane podobno urodziła jeszcze dwoje, czy też troje dzieci, które urodziła ukradkiem i oddała do adopcji. Chociaż te informacje wydają sie niewiarygodne...

A przy okazji- jakiś miesiąc temu ukazał się polski przekład bardzo śmiesznej książki o Australii, Billa Brysona. Szkoda, że tak długo trzeba było na nią czekać, bo parę rzeczy się zdezaktualizowało, ale na pewno nie poczucie humoru autora.

 

 



 

 

16:31, jucatuitam
Link Komentarze (1) »
środa, 07 września 2011
Mamika wraca

Mamika powraca, ale nie sama. Mamika żyje teraz w małym 'menage a trois', razem ze swoim oficjalnym partnerem- Papiką (na zdjęciu) oraz z kochankiem- Papouką. Tak przynajmniej donosi mi autor zdjęć Sacha Goldberger, od którego dzisiaj dostałam zaproszenie na wernisaż nowych zdjęć dokumentujących kolejne, jeszcze bardziej nie z tej ziemi przygody jego Babci- Superbohaterki. Do odegrania roli Papiki fotograf zatrudnił ojca swojego najlepszego przyjaciela. Kim jest mroczny seksowny Papouka? To tajemnica...

Ach, jak miło jest dostać zaproszenie do Paryża, nawet jeśli nie może się tam pojechać...Niniejszym Was też zapraszam, a nuż ktoś będzie przejazdem, witał jesień na placu Pigalle?

Przygody Mamiki będzie można obejrzeć od 15 września w galerii Bailly contemporain przy 38 rue de Seine.

Au revoir!

Więcej na:

http://www.baillycontemporain.com/Bailly/2011-05-06-Sacha-Goldberger---Mamika-&-Co.html

13:39, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 września 2011
Lewitująca dziewczyna z Tokio

Nazywa się Natsumi Hayashi. Jest fotografką i razem z dwoma kotami mieszka w Tokio. Nic więcej w sumie o niej niewiadomo, ale jej zdjęcia w internecie robią furrorę.

Od ponad roku prowadzi fotograficznego bloga, na którym zamieszcza swoje autoportrety. Wyjątkowe, bo wygląda na nich tak, jakby unosiła się nad ziemią. Podobno nie używa żadnego programu komputerowego, ani nie stosuje innych sztuczek. Ma dobry aparat, samowyzwalacz i samozaparcie, bo żeby zrobić takie zdjęcie musi czasem skakać po kilkaset razy.

Tutaj adres jej bloga: www.yowayowacamera.com. Znajdziecie ją również oczywiście na facebooku i na twitterze. W sieci piszą o niej, że jest nastolatką. Według mojego śledztwa ma 23 lata, ale jeszcze to sprawdzę. Ja oglądam te zdjęcia przede wszystkim jako zdjęcia modowe:-)

16:12, jucatuitam
Link Komentarze (7) »
środa, 03 sierpnia 2011
Modan i Keret dla dzieci

Tę notkę dedykuję mojej przyjaciółce - Joannie K., która jest kopalnią wiedzy na temat tego, co w kulturze piszczy, nieocenionym książkowym i muzycznym informatorem i która, jako pierwsza, doniosła mi o tej książeczce.

Kereta przedstawiać nie trzeba. Chciałabym nie musieć też przedstawiać Rutu Modan, ale chyba powinnam...

Modan jest znaną izraelską rysowniczką komiksów, laureatką wielu nagród. W Polsce w zeszłym roku, Kultura Gniewu wydała jej 'Rany Wylotowe' (www.kultura.com.pl). Jest także koleżanką Kereta z Tel Awiwu i jego rówieśniczką (rocznik 1966),a także mamą dwójki dzieci. Lada moment, w Wydawnictwie Nisza,  ma się ukazać wspólna książka dla dzieci Kereta i Modan, pt. Tata ucieka z Cyrkiem.

Książeczka podobno nie spodobała się amerykańskim księgarzom, a raczej potencjalnym czytelniczkom, ale żeby coś więcej na ten temat napisać, muszę jeszcze potwierdzić tę kwestie u źródeł.

Modan, w 2007 r na łamach The New York Times prowadziła bloga pt. ”Mixed Emotions”, który jest poruszającym zapiskiem opowieści rodzinnych i codziennych zwykłych- niezwykłych sytuacji. Całość znajdziecie tutaj:

http://modan.blogs.nytimes.com/

A tutaj moj ulubiony odcinek

http://modan.blogs.nytimes.com/2007/09/04/queen-of-the-scottish-fairies/

 

16:23, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 sierpnia 2011
Dwa na dwa

O ludziach, którzy mieszkają w miniaturowych domkach przeczytałam niedawno w New Yorkerze. (Uprzedzam, że będzie to źródło, na które od dzisiaj będę się często powoływać, gdyż dostałam w prezencie urodzinowym prenumeratę New Yorkera, chociaż tak naprawdę wolałabym Iphone’a ;-).

Domki na kółkach, mini-mieszkania, jurty, pływające sypialnie mają rozmiar XS i często mieszczą niewiele więcej niż łóżko, szafkę, malutką kuchenkę i niewielkich rozmiarów łazienkę. Niektóre z nich są przenośne, inne mieszczą się w wielofunkcyjnej szafie.

Powody, dla których ich mieszkańcy decydują się na taki mały metraż są różne: od finansowych, przez ideologiczne, po ekologiczne. W czasach kryzysu, w Stanach Zjednoczonych, ten sposób na życie robi się co raz bardziej popularny. Rośnie też grupa ludzi, którzy chcą żyć świadomie, ograniczając konsumpcję do najpotrzebniejszych rzeczy i typowy amerykański dom na przedmieściach jest dla nich przejawem niepotrzebnej rozrzutności i beztroski, która jest olbrzymim obciążeniem dla ”matki ziemi”.  

Cztery lata temu, Amerykanin Kent Griswold założył bloga poświęconego małym domkom:www.tinyhouseblog.com. Początkowo trudno mu było znaleźć bohaterów, którzy dzieliliby się swoimi historiami o alternatywnym życiu. Dzisiaj ma tyle zgłoszeń, że z trudem udaje mu się dać głos wszystkim, którzy chcieliby podzielić się swoim doświadczeniem na łamach jego bloga. Do Griswolda dołączyły dwie entuzjastki małego metrażu- Christina Nellemann i Kasey March i w tej chwili prowadzą bloga wspólnie.

(Wszystkie zdjęcia pochodzą z www.tinyhouseblog.com)

 

A tutaj nowojorski architekt, który mieszka w studio wielkości łóżka

12:40, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 sierpnia 2011
noc żywego trupa

To o mnie. Ten żywy trup to ja. Podobieństwo do Michaela Jacksona w teledysku Thriller (powyżej) jak najbardziej prawdopodobne.

Czwartek i piątek spędziłam w objęciach gorączki oraz innych objawów, o których pisać nie wypada. W każdym razie pozycja wertykalna, pozycja homo sapiens była niemożliwa do utrzymania, więc te dwa dni spędziłam w łózku a raczej w wyrze, w pozycji horyzontalnej z widokiem na mirabelkę i chodnik, po którym przemieszczają się moi sąsiedzi. A teraz, ku zaskoczeniu wszystkich, nie będę się rozpisywać o tym, co naprawdę mi było ( i nadal jest), ale o korzyściach z chorowania.

Po pierwsze: upewniłam się, że nasza niania jest najlepszą nianią pod słońcem. Przez cały boży dzień podsłuchiwałam zza drzwi, jak zajmuje się naszymi dziećmi, jak do nich mówi, jak się bawi i co one na to. Ani razu nie przeszkodziły "biednej chorej mamusi" w chorowaniu i bawiły się w najlepsze. Chwała jej za to!

Po drugie: Mam bardzo ładny widok z okna.

Po trzecie: Od pani doktor, która przyjechała z wizytą domową dostałam taki komplement, jakiego chyba nie dostałam nigdy w życiu od żadnego mężczyzny.

Pani Dr.: "To pani mnie wzywała?"

Ja: "Tak, ja. Nie widać?"

Pani Dr.:"Nie, no niemożliwe. Byłam pewna, że się pomyliłam. Tu mam napisane-pacjentka-35 lat."

Ja: "Wszystko prawda".

Pani Dr.:"No nie wygląda pani, naprawdę!"

W pierwszym odruchu chciałam ją zapytać, czy robi sobie jaja, ale potem uznałam, że dlaczego w sumie nie? Jak dają komplement, to trzeba brać i podziękowałam jej kłaniając się w pas, bo akurat traciłam przytomność.

Po czwarte: Moja sypialnia, która ma dwa metry na 2,5 (dosłownie) wydaje się dużo większa. Może dlatego, że sufit i ściany zaczęły falować, więc metraż nieco się zwiększył.

Po piąte: Nie wiem jak, ale zdołałam przeczytać całą książkę. Świetną zresztą, dzięki której udało mi się nie ....Ekhm.

Po szóste: Miałam czas, żeby przemyśleć całe swoje życie w te i wewte i jeszcze raz. Chociaż, niestety, do żadnych inspirujących wniosków nie doszłam.

Tyle korzyści. Wydaje mi się, aż nadto.

A poza tym. Jadę na Wschód. Na 12 godzin. Rozmawiać z PISARKĄ, z którą marzył mi się wywiad już 5 lat temu. I to jest siódma, ostatnia korzyść: Jak już wydaje ci się, że umierasz. Ale tylko ci się tak wydaje. To spełnia się jakieś najskrytsze twoje marzenie, które jest jak tratwa, chwytasz się go i płyniesz dalej.

I ósma: Mam najlepszych przyjaciół pod słońcem.

13:46, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 lipca 2011
Kaśka Mech w obiektywie

Niektórym udaje się zostać ikoną popkultury jeszcze za życia. Na przykład takiej Kate Moss. Od czego to zależy? Na pewno od wielu rzeczy- na przykład splotu okoliczności, czasu i miejsca, talentu i odpowiednich osób, które podsuwa nam los po drodze. I tego "czegoś", czego za żadne pieniądze kupić nie można. Moss TO ma. 

Jest niewysoka jak na modelkę (170cm), ma charakterystyczny kaczy nos, przerwę między zębami, pałąkowate mogi, a mimo tego zaliczana jest do najpiękniejszych, najseksowniejszych i najbardziej fotogenicznych kobiet świata, która potrafi zmienić się z zabiedzonego dziewczątka w ponętną femme-fatale. Kobieta-kameleon,a przy tym zwykła dziewczyna z Croydon.

Dzisiaj, w wieku 37 lat, w zasadzie mogłaby już przejść na emeryturę, ale wciąż bierze udział w kampaniach i pokazach mody, z niesłabnącym powodzeniem. I nawet skandale z kokainą nie mają wpływu na jej wizerunek. Dowód na to, jak jest silny w publicznej świadomości, albo jak dobrze działa jej PR. Od 1 lipca jest żoną, chwilowo w podroży ślubnej niewiadomo gdzie.

A w Paryżu, w Galerii l'Instant do połowy września można obejrzeć najpiękniejsze portrety Kate Moss w wykonaniu najlepszych światowych fotografów. Oto jak ją widzieli- od 1988 do 2011 roku.

axl fred, 2011

juliette butler

paolo roversi, 1993

ellen von unwerth

mary mccartney

bruce weber

wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony galerii: www.lagaleriedelinstant.com

 

22:38, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 lipca 2011
Mamika ratuje świat

To jest opowieść o miłości wnuczka do babci. I trochę o sztuce.

 Parę lat temu Sasha Goldberger, znany francuski fotograf, dowiedział się, że jego 91-letnia babcia Frederika cierpi na depresję i specjalnie dla niej wymyślił projekt, który miał ją wydobyć z samotności i smutku. Goldberger stworzył postać super-bohaterki Mamiki, która ratuje świat. Ubrał babcię w obcisły, lśniący kostium, założył  jej kask i pelerynę i namówił do pozowania w dziwnych lokalizacjach (np. na dachu wieżowca). Frederika, baronowa z Budapesztu, która w czasie wojny uratowała kilkunastu Żydów, a po wojnie zmuszona została do emigracji do Francji, niechętnie, ale zgodziła się na wariactwa wnuczka.

Przez pięć lat wspólnie stworzyli album niesamowitych zdjęć: ”Mamika, wielka mała babcia”.

Więcej znajdziecie na stronie autora: www.sachabada.com/book

Mamika ma fanów na całym świecie, swoją strone na MySpace. Podobno producenci z Hollywood są zainteresowani ekranizacją jej historii.

Goldberger w wypowiedzi dla Guardiania tłumaczy: ”Myślę, że nasi dziadkowie czekają na jedno: żebyśmy zaprosili ich do większego uczestnictwa w naszym życiu. Sesja zdjęciowa z moją babcią to przyjemność dla całej mojej ekipy, której jest integralną częścią: dzieli się z nami swoimi opowieściami, żartami i poczuciem humoru. To prawda, że dzisiaj Mamika chodzi wolniej, jest bardziej krucha i że czasami kolejny raz musimy wysłuchiwać tej samej historii…ale co z tego? Ona przez lata musiała mnie wspierać, kiedy byłem dzieckiem. Teraz moja kolej.”

A tak wyglada Mamika bez kostiumu i peleryny

 

15:21, jucatuitam
Link Dodaj komentarz »
królewskie menu

Tiffany Jones jest kanadyjską fotografką, która od pięciu lat mieszka w Londynie i specjalizuje się w fotografii ulicznej. O zasadach tego typu fotografii przeczytać możecie tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/Street_photography).

29 kwietnia tego roku, jak wielu innych londyńczyków, Jones znalazła się w tłumie nieoficjalnych gości na ślubie księcia William i Kate Middleton. Oczywiście, z aparatem w ręku. Zaczęła od fotografowania tłumów oraz ”licznych przejawów patriotyzmu w centrum Londynu”, cokolwiek to znaczy. Udało jej się nawet złapać ujęcie samochodu, który wiózł pannę młodą do katedry, ale dopiero w parku St.James dotarło do niej, że wcale nie o królewski ślub w tej całej celebrze chodzi, tylko o zwykłą okazję do świętowania w gronie rodziny, przyjaciół i nowo poznanych znajomych. Każdy wolny skrawek trawy został wykorzystany- St. James stał się jednym wielkim stołem, na którym rozkładano pikniki. Tiffany Jones sfotografowała 93 z nich, dokumentując rozliczne menu i żywieniowe nawyki. Całość złożyła w album, który wydała własnym sumptem w najmniejszym nakładzie świata- w jednym egzemplarzu. 30 z tych zdjęć możecie obejrzeć na stronie: www.tiffanyjones.co.uk

Są równie fascynujące, jak inne podobne w swoim antropologicznym ujęciu, fotograficzne projekty- seria zdjęć zawartości koszyków sklepowych, projekt o śmietnikach, a także zdjęcia ostatnich posiłków, które zamawiają skazani na śmierć, w Stanach. Wszystkie je pamiętam. Nie pamiętam niestety autorów, ale obiecuję poszukać.

 

 

13:05, jucatuitam
Link Komentarze (3) »
środa, 20 lipca 2011
morza szum, ptaków śpiew

Hu, hu...Ale tu się zakurzyło.

Wakacje były. Pogody nie było. Był za to detoks: od prasy, od internetu (poza jednym małym wyjątkiem), od szumu informacyjnego. Zamiast tego- morza szum. Odpoczęłam. I teraz jak o tym myślę,to główną zasługę za ten mój odpoczynek przypisuje odcięciu od informacji. Po powrocie przeczytałam w rozmowie koleżanki z panią psychiatrą (do przeczytania niedługo w Obcasach), że jednym z powodów epidemii depresji jest nie nadążanie za tempem życia i nie radzenie sobie z tą nawałnicą wiadomości. Zwłaszcza w tym zawodzie jest taka presja, żeby być ciągle na bieżąco- dzisiaj to oznacza właściwie ciągłe życie online, z palcem na klawiaturze. Świat przecież zmienia się z minuty na minutę. Trzeba wiedzieć.

Ale jak czowiek się odetnie, to okazuje się, że wcale tak nie jest. Afera podsłuuchowa aferą podsłuchową, Victoria Beckham rodzi czwarte dziecko, nowożeńcy z brytyjskiego królestwa w czasie miesiąca miodowego na Seszelach otrzymują kokos ciekawych kształtów, frank pnie się do góry, kampania się zaczyna. W zasadzie powinno się być w ciągłym stanie drżenia, tylko co z tego?

(a tak na marginesie-ładny ten kokos?)

Morze dalej szumi, jak szumiało. Ludzie się rodzą, żyją, umierają. Słońce wschodzi i zachodzi. Ludzie się spotykają, zakochują, rozstają i znowu -spotykają, zakochują, rozstają. Itd. Jest jednak jakieś pocieszenie w tym, że mimo wszystko, ten świat toczy się we własnym rytmie. Niezmiennie. Nawet, jeśli ktoś próbuje rzucić pianką do golenia w Ruperta Murdocha, i odwołują kolejnego decydenta w telewizji.

At Home- Billa Brysona zaczyna się takim obrazkiem: Bryson z kolegą archeologiem zwiedzają miejscowy cmentarz, który ma ponad tysiąc lat. Jest malutki, bo to mała wioska. Kolega pya Brysona: 'Ile, twoim zdaniem jest tutaj pochowanych ludzi?'. Bryson odpowiada: 'Na oko jakieś 250.' 'A na moje, jakieś 20 tysięcy'. Tyle ludzi przewinęło sie przez tę wioskę na przestrzeni stuleci. To robi wrażenie.

Patrzenie na morze, na cmentarz w starej wiosce, na monumentalne góry jednak nijak się ma do patrzenia w ekran komputera. Odważni ci, którzy umieją bez niego żyć.

Ja nie umiem...

10:11, jucatuitam
Link Komentarze (1) »